#1 Czwartek z filmem - Listy do M #czekamnalisty




Już jutro premiera "Listów do M 2". Od kiedy dowiedziałam się, że będzie kontynuacja Listów z wielką niecierpliwością na nią czekam. Ja niestety do kina wybiorę się dopiero po weekendzie bo sobotę i niedzielę spędzam na uczelni. Postanowiłam jednak odświeżyć sobie pierwszą część i taka mnie naszła ochota, żeby coś tu na ich temat naskrobać.



Swego czasu miałam ogromne problemy z zasypianiem. Wieczór w wieczór przed położeniem się do łóżka włączałam "Listy do M" i mniej więcej w połowie udawało mi się zasnąć. Znam fabułę i dialogi niemalże na pamięć, nie zmienia to jednak tego, że wciąż z przyjemnością wracam do filmu. Akcja rozgrywa się w dzień Wigilii. Cudownie nastraja na Święta Bożego narodzenia. Oglądając  Listy za każdym razem mam ochotę przytaszczyć do domu choinkę i ją ozdobić. Trzeba też wspomnieć o muzyce która świetnie wpasowuje się w fabułę. Uwielbiam tego słuchać soundtrack'a.

Poznajemy grupę bohaterów, którzy na co dzień prowadzą spokojne życie, każdemu jednak czegoś w nim brakuje. W ten magiczny dzień odnajdują miłość.
Moim zdaniem aktorzy są świetnie dopasowani do ról. Co prawda nie ma tu nikogo nowego, same znajome twarze. Przecież w niemal każdej komedii romantycznej możemy oglądać Karolaka, Adamczyka. Na naszych ekranach często gości pani Dygant i Maciej Stuhr. Mimo tego ani razu nie pomyślałam, że dany aktor mi nie pasuje i ani przez chwilę nie skojarzyłam aktora z postacią z innego filmu.

Postać Mikołaja jest chyba jedną z moich ulubionych. Świetnie wykreowany "zły Mikołaj" dodaje sporą dawkę humoru do filmu. Do mojego gustu przypadła też Doris prana przez Romę Gąsiorowską- Żurawską. Doris to kojarzy mi się z małą, nieporadną dziewczynką, która nie chce przyznać się nawet przed samą sobą, że bardzo chciałaby mieć coś, czego niestety nie ma i dlatego mocno to krytykuje.
Nie sposób nie polubić rodziny Szczepana. Mimo kłótni, zgrzytów i pozornego niedopasowania widać miłość i przywiązanie jakimi siebie darzą.

Fabuła jest dość przewidywalna i oczywista jednak rekompensują nam to piękne ujęcia świątecznej Warszawy, która moim zdaniem zachwyca. Dorzućmy do tego doskonale dobranych aktorów i cudowną muzykę Uważam, że film jest doskonały na wieczór. Mimo przewidywalności i oczywistości fabuły mamy tu naprawdę dobrą historię, która może wciągnąć nawet największego sceptyka (tak było z moim chłopakiem, zarzekał się, że nie będzie oglądał, że mu się nie podoba i nie lubi takich filmów - możecie się domyślić jak to się skończyło ;)).


Jeśli jeszcze nie oglądaliście (nie wiem gdzie byliście przez ostatnie 4 lata ;D) to polecam z całego serca. "Listy do M" to mój ulubiony polski film.
A jeśli ktoś z Was widział (co jest bardziej prawdopodobne) to podzielcie się tu swoimi odczuciami i wrażeniami po filmie. Wybieracie się na kontynuacje do kin? ;)


Obsługiwane przez usługę Blogger.