W krainie wodospadów - Sofia Caspari + krótkie podsumowanie


Jest mi smutno i jednocześnie cieszę się jak dziecko. Wróciłam z długiej, bo aż czterdziestojednoletniej podróży po dziewiętnastowiecznej Argentynie. Przeżyłam tam piękne chwile, poznałam wielu cudownych ludzi. Byli też tacy, których nigdy nie życzyłabym sobie spotkać ponownie na swojej drodze. Przeżyłam niejedno rozczarowanie, wzruszyłam się, przechodziłam przez najgorsze i najlepsze chwile. Poznałam wiele zwyczajów, kultur. Zakochałam się w historiach, które poznałam i polecam wszystkim, którzy jeszcze nie sięgnęli po Sagę argentyńską zrobić to przy najbliższej okazji. Tymczasem, kilka słów o ostatnim tomie W krainie wodospadów.

Tym razem na celownik bierzemy młodą i piękną Clarissę, która w tragicznych okolicznościach traci ukochanego męża. Jej życie zmienia się diametralnie, nie może wrócić do domu, ponieważ boi się zemsty ze strony rodziny męża, musi się ukrywać. Z pomocą przychodzi jej szanowany, młody lekarz Robert. Mężczyzna okazuje jej wielkie serce. Clarissa zaczyna czuć do niego coś więcej. Czy ich uczucie ma szansę przetrwać? Czy Clarissie uda się zapomnieć o pierwszym mężu i grożącym jej niebezpieczeństwie?

Ostatnia część Sagi argentyńskiej podobała mi się zdecydowanie bardziej niż jej poprzedniczka. Czytało się ją tak dobrze, że nawet nie wiem kiedy zbliżyłam się do końca. Jest mi żal, że muszę rozstać się z bohaterami tej powieści. Nie spodziewałam się, że przywiążę się do nich w takim stopniu. 

Jeśli już mowa o bohaterach - tych nowych jest trochę mniej niżeli w W krainie srebrnej rzeki.  Mnie to cieszy, łatwiej się połapać kto, gdzie i kiedy. Pociągnięte zostały również rozpoczęte, ale jakby niedokończone wątki, co jest bardzo na plus. Clarissa i Robert okazali się świetnymi postaciami. Szczególnie Robert przypadł mi do gustu. To taki mężczyzna idealny, o nic nie pyta - po prostu jest obok i wspiera kobietę we wszystkim co postanowi. Pojawia się również Aaron, nadając sens kolejnej wprowadzonej wcześniej osobie. Przyznam, że mamy tu na pęczki mężczyzn idealnych. Możemy spokojnie wybierać. ;) Nie może być zbyt kolorowo, musi pojawić się ktoś, kogo znienawidzimy całym sercem i tak właśnie się stało. Dostaliśmy kilka postaci, które przyprawiają o gęsią skórkę.

W każdym wcześniejszym tomie autorka skupiała naszą uwagę na poszczególnych aspektach życia w Argentynie. Tym razem mam wrażenie, ze na celownik wzięła jedynie relacje między bohaterami. Może odrobinę skierowała naszą uwagę na medycynę, ale ten temat nie rozwinął się tak jak moglibyśmy oczekiwać. Jak już wcześniej pisałam, rozpoczęto wiele wątków, które wymagały zakończenia i właśnie w tej części Sagi je dostały. Na początku uznałam to za minus powieści, ale już wiem, że zabieg był słuszny. W krainie wodospadów dostarcza nam nowych wrażeń. Kolejnych intryg, rozstrzygają się długoletnie spory między rodami. Przewrotny los nie raz zaskoczy bohaterów a także czytelnika. W jednej chwili będziemy cieszyć się ich szczęściem, by w następnej przeżywać najgorsze chwile.


Jestem zakochana w klimacie jaki panuje w książkach Safii Caspari, a właściwie Kirsten Schützhofer, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko autorki tejże sagi. Stworzyła ona przepiękny obraz Argentyny. Niejednokrotnie miałam ochotę wejść do książki i trochę pobyć w miejscach w niej opisywanych. Chciałabym znaleźć się na miejscu bohaterów, albo lepiej - stać się jedną z kobiet z rodziny Hofer. Cieszyć się ich szczęściem i dzielić z nimi smutki. Chciałabym spotkać na swojej drodze osoby, tak otwarte na drugiego człowieka, pełne miłości, zawsze gotowe podać pomocną dłoń, gotowe poświecić wszystko w imię miłości i przyjaźni.

Bohaterowie Sagi argentyńskiej wdarli się do mojego serca i na długo w nim pozostaną. Narzekałam na zbyt dużą ilość nowych postaci, jednak ostatecznie każda z nich stała mi się bliska. Nie mogę wyjść z podziwu jak autorka sprytnie posplatała losy wszystkich, poznanych na kartach powieści, postaci. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z Sagą argentyńską zostałam zapytana, czy można ją czytać nie po kolei. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jakiej odpowiedzi udzielić. Zrobię to teraz - można. Jestem pewna, że każda historia z osobna również sprawiłaby czytelnikom nie małą przyjemność. Jednak całą magię będziecie w stanie ujrzeć dopiero wtedy, kiedy zaczniecie czytać od pierwszego tomu. To bardzo ważne, bo pierwszy tom daje czytelnikowi wiele do myślenia. Zwraca uwagę na najważniejsze wartości w życiu, pokazuje piękno drugiego człowieka i zmusza do refleksji. Jest doskonałym motywatorem a z niejednej postaci moglibyśmy brać przykład. Dzięki rozpoczęciu historii od samego początku zyskujemy całkiem inne spojrzenie na warzenia. Cała historia łączy się w jedną, doskonałą całość. Każdy szczegół jest ważny. Wszystko, od pierwszego zdania w pierwszym tomie, aż po ostatnie w trzecim, jest dokładnie przemyślaną, skrupulatnie ułożoną historią, od której nie sposób się oderwać. Znacie uczucie, kiedy czytając książkę macie wrażenie jakbyście oglądali film? Tak właśnie czułam się podczas lektury każdej z tych trzech książek.

Jestem wdzięczna za możliwość przeczytania Sagi argentyńskiej wydawnictwu Otwartemu. Nie spodziewałam się, że będzie to dla mnie taką cudowną przygodą. Mogę z czystym sumieniem i z ręką na sercu polecić ją każdej kobiecie, młodej czy też starszej. Myślę, że każda z nas wyciągnie z niej coś dla siebie. Z żalem żegnam Argentynę, jestem pewna, że któregoś dnia do nie wrócę.

Moja ocena: 9/10
Liczba stron: 493

Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska.

Za egzemplarz książki do recenzji, oraz zaufanie jeszcze raz serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwartemu.
Obsługiwane przez usługę Blogger.