Pomniejszy przypadek manii wielkości - Wojciech Czusz


Ignacy, młody historyk sztuki, samozwańczy arbiter elegancji z obsesją na punkcie piękna i słabością do alkoholu, staje przed największym z wyzwań, jakie czekają w życiu mężczyznę – podbicia serca ukochanej. Tymczasem Zofia, obiekt jego westchnień, nie tylko nic nie wie o tych uczuciach, ale zdążyła już obiecać swoją rękę innemu i zamieszkać w odległym mieście.
Straceńczy i niejasny plan Ignacego zakłada, że w ciągu trzech dni, kiedy to Zofia przyjeżdża z wizytą, uda mu się rozniecić w niej gorące uczucie, a wszelką pomocą służyć ma mu zaprzyjaźnione małżeństwo, Feliks i Klara, wraz z barmanem Gustawem, który zawiaduje starą, zakurzoną knajpą „Pod umówionym jaworem”.
Główny bohater staje przed trudnym zadaniem. Zdobycie kobiety, w ciągu trzech dni wymaga dobrego planu, odpowiedniego rozegrania sytuacji oraz grupki przyjaciół do pomocy. Sprawa jest tym trudniejsza, że wybranka jest już zaręczona z kimś innym. Mężczyzna nie ułatwia sobie zadania i od pierwszego dnia zachowuje się jak obłąkany. Wybaczcie, ale ani trochę nie czuję romantyzmu głównego bohatera. Akcja zamyka się w owych trzech dniach, a proces zdobywania przeplata się ze wspomnieniami Ignacego. Przeprowadza on czytelnika przez swoje pierwsze miłości, z pamięci wygrzebuje sceny, w których pojawiła się postać Zofii, jego ukochanej. Dodajmy do tego mocno zakrapiane spotkania w knajpie i oto mamy doskonały obraz tej książki.

(...) - Bóg powiadasz! - zawołał wzmocniony rosołem. - Niecały, być może, w końcu Bóg umarł, jak mawia filozof, ale zostały nam chociaż części Jego, resztki, rzucone wśród ludzi. Otóż widzisz, jak możesz w tym świetle nie rozumieć, dlaczego tak się miotam? Przecież ona jest taką resztką, ach, jak słodko brzmi - roztkliwił się jeszcze bardziej - taką resztką małą, skromną, bezbronną, a przecież i tak większa ode mnie, pyszną i potężną, jak okruszek z pańskiego stołu, skrawek z szaty boskiej odarty, ze złotego tronu jego utrącony, a może z samego serca - wyrwany...

Ignacy jest bardzo specyficzną postacią. Przez cały czas miałam gdzieś z tyłu głowy zdanie polonistki, które wbiło mi się głęboko w pamięć (nie pytajcie dlaczego) - Kordian jest postacią tragiczną  - nieustannie, w myślach zamieniałam Kordiana na Ignacego. Nie mogłam przyzwyczaić się do sposobu bycia głównego bohatera. Jego refleksje, filozoficzne przemyślenia i użalanie się nad sobą doprowadzały mnie do szału. Ciężko czyta się wywody młodego, nieszczęśliwie zakochanego, niepoprawnego romantyka. Chociaż po sposobie jego wypowiedzi można by wnioskować, że jest co najmniej 50-cio latkiem. Mimo wszystko jest to miła odmiana, jeśli brać pod uwagę męskie postaci w literaturze współczesnej.

Przepiękna okładka, zachęcający opis i trzy magiczne określenia: lekka, z dużą dawką humoru i inteligencji, sprawiły, że postanowiłam sięgnąć po tę książkę. Wydawało mi się, że pochłonę ją w mgnieniu oka - jest krótka i w końcu, w końcu opowieść obyczajowa miała wejść na wyższy poziom. Nie wiem co poszło nie tak, ale próba wczucia się w klimat książki skończyła się niepowodzeniem. Bardzo chciałam, żebyśmy się polubiły - ja i ta historia. Nie wyszło. Chociaż nie skreślam książki, bo jest w niej coś, co pozostawia po sobie ślad i wbija się głęboko w pamięć. To chyba przez ten poetycki język. Chętnie wrócę do niej za kilka lat, może tym razem o spotkanie będzie przyjemniejsze.

Pośredni przypadek manii wielkości z pewnością jest historią, jakich obecnie niewiele. Ja już wiem, że proza poetycka nie jest moim ulubionym gatunkiem literackim. Mimo wszystko dobrze od czasu do czasu sięgnąć po coś innego, tak dla poszerzenia horyzontów. Wierzę, że są wśród Was osoby, które docenią tę lekturę.






Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu NovaeRes.
Zaglądajcie na Facebook'a.