Gwiazdy nad Oktober Bend - Glenda Millard


Alice Nightingale wyobraża sobie, że unosi się w powietrze na skrzydłach splecionych ze słów i piór. O tym pisze wiersze, podczas gdy Manny James biega nocą, próbując uciec od bolesnych wspomnień z przeszłości. Pewnego razu spostrzega Alice na dachu jej domu nad rzeką, wyglądającą niczym galion na statku płynącym przez gwiazdy. W kieszeni ma wiersz, a jego słowa zna na pamięć. Jest pewny, że to tajemnicza dziewczyna z dachu go napisała.
Alice pragnie być taka, jak wszystkie nastolatki, mieć takie same szanse, jak inne dziewczyny. A gdy widzi biegającego chłopca, poznanie go staje się równie ważne, jak pisanie wierszy.
Piękna, przepełniona uczuciem historia o pokonywaniu trudności i traumy z przeszłości, a także o tym, jak od nowa żyć z zaufaniem i nadzieją.


Powieść poznajemy z dwóch perspektyw - jedną z nich prezentuje Alice. Trochę się przeraziłam kiedy otworzyłam książkę i zobaczyłam w jaki sposób została przedstawiona część należąca do niej. Zlewający się tekst, pozbawiony wielkich liter sprawił, że czytanie okazało się zwyczajnie ciężkie. Alice to dziewczynka z nabytym urazem mózgu. Na jej przypadłość składają się między innymi problemy z mową, ale fascynacja słowem sprawia, że dziewczyna pisze, wylewając na papier wszystko to, czego nie może powiedzieć na głos. Alice mieszka z babcią i bratem, a problemy jej rodziny nie kończą się na chorobie dziewczyny. Pewnego dnia poznaje Manny'ego - chłopca, który odpowiedzialny jest za drugie spojrzenie na historię. Manny zafascynowany dziewczyną siedzącą na dachu domu przy Oktober Bend postanawia dowiedzieć się o niej nieco więcej. Chłopak jest nieśmiały i zamknięty w sobie. Wydarzenia z przeszłości ukształtowały w nim nieufność ale Alice sprawia, że czuje się swobodnie. Sympatia do dziewczyny oraz więź jaka między nimi powstaje sprawiają, że mimo różnic, jakie dzielą tych dwoje, potrafią znaleźć wspólny mianownik, a z początkowego zafascynowania rodzi się pierwsza miłość.  

Dawno nie wymęczyłam się tak bardzo przy lekturze, którą bądź co bądź uważam za niezwykle wartościową i dobrą. Specyficzny styl powieści i sposób jej przedstawienia, chociaż ma swoje uzasadnienie, jest bardzo ciężki w odbiorze. Natomiast jeśli chodzi o fabułę - nie spodziewałam się tego, co otrzymałam. Sięgając po Gwiazdy nad Oktober Bend, a przy wyborze lektury kierując się jedynie opisem na tylnej okładce, tak naprawdę nie dostajemy konkretnych informacji na jej temat. Niemniej jednak bardzo podoba mi się fakt, iż książka okazała się tym, czym się okazała i niezmiernie cieszy mnie rosnąca popularność powieści traktujących o niepełnosprawnościach. Jednak wciąż nie jestem przekonana do sposobu ich przedstawiania i promowania takiej literatury w mediach. Popadanie w skrajności w przypadku mówienia czy pisania o osobach niepełnosprawnych jest, niestety, bardzo zauważalne, a Glenda Millard w Gwiazdach nad Oktober Bend zbliżyła się do obu granic - heroizowania głównej bohaterki i przedstawiania jej postaci jako kogoś godnego pożałowania i wymagającego współczucia. Szkoda. To tylko niewielki minus, który na dobrą sprawę nie każdy będzie w stanie zauważyć. Trzeba jednak zwrócić uwagę na mnogość przedstawionych w lekturze postaw społeczeństwa wobec ludzi z dysfunkcjami, czy też rodzin, których owa dysfunkcja dotyczy, i przyznać autorce dużego plusa za realistyczne ich przedstawienie. 

Gwiazdach nad Oktober Bend nie jest lekką i przyjemna historią, która sprawia, że czytelnik rozpływa się pod wpływem słodyczy i bezkresnej miłości. To przede wszystkim poważna, piękna i podnosząca na duchu powieść o tym, jak radzić sobie z przeszłością i jej następstwami, oraz jak pogodzić się z nimi i rozpocząć nowy rozdział w życiu. Opowieść o gorszych i lepszych chwilach składających się na codzienność. Obraz delikatnego, niewinnego i niezwykle uroczego uczucia budzącego się między dwójką młodych ludzi. Warta poznania i przemyślenia. Polecam!


Bardzo dziękuję za egzemplarz książki do recenzji!


Obsługiwane przez usługę Blogger.