Przedpremierowo: Pracownia dobrych myśli - Magdalena Witkiewicz


Szczęście można uszyć z kawałków, jak patchwork, wtedy stworzą nowy wzór.
Ale trzeba o tym wiedzieć.
Mała przytulna pracownia, w której oknach zawsze stoją kwiaty, to miejsce pełne czarów. Można tam przymierzyć szczęście, przynajmniej tak brzmi jej slogan reklamowy. To tutaj, na ulicy Przytulnej 26, Pelagia, krawcowa, prowadziła przed wieloma laty pracownię krawiecką. Po jej śmierci to właśnie tu jej wnuk, Florian, postanowił otworzyć kwiaciarnię. Miejsce to dzieli z matką, Grażyną, ekscentryczną artystką. Otaczają ich przypadkowi ludzie, którzy z czasem stają się przyjaciółmi. Wielu z nich układa swoje życie na nowo.
Siła tkwiąca w rodzinie, babce, matce i wnuku jest bardzo duża. Każde z nich ma w sobie pierwiastek dobrych myśli, każde z nich ma piękną moc, by obdarowywać nimi innych.
Pomimo tego, że Pelagia dawno temu odeszła, w przytulnej pracowni nadal zszywane są ludzkie losy. Tworzą wspaniały patchwork, nową całość, z pozornie niepasujących do siebie kawałków, tkanych nicią dobrych myśli.
To powieść o przyjaźni, miłości i o dobrej energii, dzięki której da się załatać każdą dziurę, każdy smutek, każdy poplątany los.

Do uroczej kamieniczki przy ulicy Przytulnej 26 właśnie wprowadziła się Giga. Dziewczyna podąża za marzeniami i ma nadzieję, że w Miasteczku uda jej się osiągnąć wiele pracując w lokalnej telewizji. Na tym samym piętrze co Giga, mieszka Ewa z córką Amelką. Ewa jest kobietą po przejściach, długo nie może dojść do siebie po tragedii jaka ja spotkała. Amelia natomiast, to niezwykle wesołą dziewczynką i szybko zaprzyjaźnia się z Norbertem, pięćdziesięciopięcioletnim mężczyzną, który od czasu do czasu pojawia się w kamienicy. Norbert, jak się okazuje, jest byłym mężem Grażyny - zwariowanej artystki, która co chwila cierpi na brak weny. W takich momentach bardzo pomocna okazuje się czekolada i nowe miejsce do pracy, które na pięćdziesiąte piąte urodziny podarował jej syn Florian. Florian postanowił zrezygnować ze studiów politechnicznych i otworzyć w kamienicy, w miejscu po najmniej romantycznym sklepie z częściami do szamb i betoniarek, własną kwiaciarnię, z małą pomocą Tomasza, specjalisty od marketingu udaje mu się szybko rozwinąć biznes. No i w końcu cudowna pani Wiesława, która codziennie zajmuje swoje stanowisko przy oknie. Miejski, niemal osiemdziesięcioletni monitoring w pełnej krasie. Pani Wiesia dokładnie wie co i kiedy kto robił, ale też co i dla kogo będzie najlepsze. Chętnie częstuje malinową naleweczką własnej roboty - tak dla zdrowotności. Nie lubi jednak dwóch rzeczy: kłopotów i swojego wieloletniego sąsiada Zbigniewa...
Jak się okazuje kwiaciarnia Floriana - Pracownia dobrych myśli -  nie tylko spełnia swoją rolę, ale staje się spoiwem wszystkich mieszkańców kamienicy. Pozornie niedopasowani do siebie ludzie zaczynają odzyskiwać wiarę w szczęście i wspólnie cieszyć się każdym dniem. Nad ich losem czuwa Peonia, babcia Floriana, pierwsza właścicielka Pracowni, która kiedyś wcale nie była kwiaciarnią, a pracownią krawiecką, i dobra dusza tego miejsca.

Autorka wykreowała tak sympatycznych bohaterów, że nie można ich nie polubić. Umiejscowiła akcję w przepięknie i barwnie opisanym miejscu, sprawiającym, że książka nabiera niezwykłego, przytulnego klimatu. Czytając o perypetiach mieszkańców kamienicy, można poczuć się tak, jakby znało się ich całe życie. Problemy, a w zasadzie problemiki, którymi zostali obarczeni bohaterowie nie mają wywołać w czytelniku współczucia ani smutku - nie jest to historia, w której wylewa się łzy rozpaczy nad ich losem. Wręcz przeciwnie, należy cieszyć się z sukcesów, zaśmiewać pod nosem czytając o wydarzeniach, które ich spotykają. A popłakać można, owszem, ale tylko przez rozczulenie. Wszyscy mieszkańcy kamieniczki, a nawet ci "dochodni" jej bywalcy tworzą cudowny obraz kompletnie nie pasujących do siebie kawałków układanki. Dokładnie tak jak patchworkowa narzuta babci Pelagii.

Po prozę pani Witkiewicz zawsze sięgam z ogromną przyjemnością. Jestem bowiem przekonana, że znajdę w niej mnóstwo ciepła i miłości. Tak też miało być przy okazji lektury "Pracowni dobrych myśli". Nie spodziewałam się jednak, że decydując się na tę książkę otrzymam tak piękną i rozczulającą historię, przepełnioną czystymi pozytywnymi uczuciami, bez najlżejszego powiewu złych emocji. Nie wiedziałam, że moja sympatia do autorki jeszcze bardziej się pogłębi, ale stało się - uwielbiam panią Magdalenę, jej książki, poczucie humoru, które przelewa na papier, niezastąpiony klimat, który stworzyła pisząc "Pracownię dobrych myśli" i ciepło, które wprost bije z kart powieści. Przepełniona dobrymi myślami, pozytywną energią i radością najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz to zdecydowanie najpiękniejsza, najweselsza i najdelikatniejsza historia o miłości, przyjaźni i poszukiwaniu szczęścia,  jaką przyszło mi czytać. Proste słowa, lekki styl i ogromne przesłanie, które bez problemu trafi do każdego odbiorcy. Jednym słowem - arcydzieło.

Do granic możliwości, rozczulona, z głową wypełnioną samymi dobrymi myślami polecam Wam całym sercem "Pracownię dobrych myśli". To idealna lektura na jesienny wieczór, Jeden, bo po przeczytaniu pierwszego rozdziału, nie sposób się od niej oderwać.

Premiera książki już 26go października! :)





Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Filia.