Przegrałam z: Niech w końcu coś się zdarzy - Trixi Von Bulow


Tego jeszcze u mnie nie było i oby nie pojawiało się zbyt często! Przegrałam z... ma na celu przedstawienie Wam książek, które rozpoczęłam i ich zwyczajnie nie skończyłam. Nie lubię zostawiać rozpoczętych książek, ale życie jest tak krótkie, na świecie jest tak wiele ciekawych pozycji, że nie ma sensu marnować czasu na coś co nas męczy i w ogóle nie interesuje. W tych postach będę dawać upust emocjom, trochę narzekać i marudzić. Myślę, że o tych słabych książkach też warto mówić, może oszczędzimy komuś nerwów ;)

Fabuła jest bardzo schematyczna, otóż kobieta przed 40 rozwodzi się z mężem i pragnie ułożyć sobie życie na nowo. Chyba każdy czytelnik spotkał przynajmniej jedną tego typu historię. Idźmy dalej. Główna bohaterka - FRITZI (sorry, ale w tym wypadku brak komentarza będzie chyba najlepszy...) -  zostaje sama z córką w wieku szkolnym, pracuje w wydawnictwie Best & Seller, zarabia niewiele, ledwo wystarcza jej na życie a jakby problemów miała za mało wpada w ogromne kłopoty finansowe. Dochodzi do tego, że musi rozwiązać fundusz, lokatę, cokolwiek, gdzie odkładała pieniądze na wybudowanie własnego domu (obecnie mieszka na stancji). Kiedy już staje się szczęśliwą posiadaczką sporej sumy, zamiast pomyśleć, rozplanować i wykorzystać ją jak najlepiej, udaje się do sklepu i kupuje: najpierw najpiękniejszą sukienkę a zaraz po niej najdroższą torebkę w swojej kolekcji. Tyle mi wystarczy, ja już wiem wszystko. 

Jedna idiotyczna postać to za mało, pani Bulow przygotowała dla nas kolejną świetną babkę. Chodzi mi o najlepszą przyjaciółkę - Johannę. Ta próbuje za wszelką cenę znaleźć Fritzi faceta. Kobieta oszalała... Nie do końca wiem jak to określić takie zachowanie, nie można chyba nazwać kogoś, kto szuka partnera dla drugiej osoby desperatką, ale tak właśnie zachowuje się Johanna. Tak jakby wszystkie cechy zdesperowanej kobiety przelać na jej przyjaciółkę i dać wolną rękę. To jej bardziej zależy na tym, by Fritzi kogoś sobie znalazła. Zrezygnowałam z lektury gdy najlepsza przyjaciółka zaczęła decydować z kim powinna a z kim nie powinna umawiać się główna bohaterka...

Warto jeszcze wspomnieć o samym miejscu pracy Fritzi. Wydawnictwo Best & Seller skłoniło autorkę do wylania swoich żali w temacie książek, które wychodzą na rynek. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się czytać w powieści pokroju dokładnie takich lekkich czytadeł, jakim niewątpliwie jest owa pozycja, narzekania na tego typu literaturę. Już na samym początku książki, autorka sama krytykuje powieści kobiece pół stronicowym wywodem na temat ich bezsensowności i nieprzydatności. Brawo, świetna robota!

Nie znoszę pustych, irytujących postaci w książkach. Nic mnie tak nie denerwuje jak idiotyczne podejście kobiet do życia, nudne jak flaki z olejem opisy i nic nie wnoszące historie. Przeczytałam niewiele, bo tylko 100 na 281 stron ale tyle wystarczyło mi w zupełności by umrzeć z nudów. Dalszy los Fritzi kompletnie mnie nie interesuje i z czystym sumieniem odkładam książkę z powrotem na półkę.

Znacie Niech w końcu coś się zdarzy?
Podzielacie moją opinię czy Wam książka się podobała? :)
I bardzo chciałabym poznać Wasze zdanie na tema tego typu postów.
Czekam na komentarze! :)

Obsesja - Jennifer L. Armentrout


Gdy Serena słuchała opowieści przyjaciółki o mężczyznach świecących jak żarówki, najzwyczajniej w świecie nie mogła w to uwierzyć. Kto by uwierzył? Dopiero gdy zostaje świadkiem nieprawdopodobnego zabójstwa zaczyna rozumieć Mel. Dziewczyna znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Jej jedynym ratunkiem jest trzymanie się blisko bezlitosnego zabójcy, który z polecenia Departamentu Obrony ma ją chronić. Sprawy szybko przybierają nieoczekiwany obrót. Hunter złamie wszelkie zasady aby ochronić Serenę.

Obsesja jest połączeniem świata z Serii Lux z historią dla dorosłych. Fajnie, że Armentrout posłuchała swoich czytelników i pokusiła się o napisanie kolejnej książki o kosmitach. To takie erotyczne paranormal romance. Autorka opisała sceny łóżkowe bardzo obrazowo ale nie są przesadnie podkoloryzowane ani zbyt wulgarne. Sami bohaterowie mają mocne charaktery. W szczególności Hunter, który jest aroganckim, pewnym siebie, zabójczo przystojnym dupkiem. No cóż, z jakiegoś powodu, my dziewczyny lubimy takich facetów. Serena, na całe szczęście, nie jest kolejną ciepłą kluchą. Dziewczyna potrafi postawić na swoim, nie jest płaczliwą panienką, których mam w ostatnim czasie po dziurki w nosie, ma niewyparzoną buzię i da się ją lubić! Wygląda na to, że temat został wyczerpany, nie zanosi się na kontynuację a szkoda - chętnie wróciłabym do Huntera i Sereny.

Akcja rozgrywa się w czasie równoległym do czwartego tomu serii Lux - Origin. Autorka bardzo sprytnie skrzyżowała drogi Huntera i Deaomna. Fabuła natomiast jest zupełnie odrębna, można czytać Obsesję bez obaw o zaspojlerowanie sobie czegokolwiek z poprzednich książek. Hunter jest Arumianinem, moim zdaniem to idealny pomysł. Nie dubluje nam to Deamona i możemy poznać postawę tego gorszego kosmity od podszewki. Ale czy ten gorszy faktycznie jest taki zły? Tego dowiecie się tylko sięgając po tę pozycję.

Przyznaję, że pokładałam olbrzymie nadzieje w tej książce i chociaż z początku trochę się nudziłam to fabuła rozwinęła się w bardzo fajny sposób i nawet nie wiem kiedy przewróciłam ostatnią kartkę. Polecam Obsesję wszystkim tęskniącym za kosmicznymi klimatami i tym, którzy chcieliby się dopiero z nimi zaznajomić. Jeśli nie przeszkadza Wam szczypta wulgaryzmów, nie przerażają Was sceny łóżkowe i lubicie fantastyczne klimaty Obsesja będzie dla Was idealna.

Przewieszenie - Remigiusz Mróz


W Tatrach dochodzi do serii niefortunnych wypadków. Giną ludzie, na pierwszy rzut oka, nie mający ze sobą nic wspólnego. Bardzo szybko okazuje się jednak, że łączy ich jeden drobny szczegół. Staje się jasne, ze wypadki wcale nie są wypadkami a w górach czyha morderca. Sprawa zostaje przydzielona Komisarzowi Forstowi, a ten odkrywa kolejne powiązania. Jest pewien, że zabójstwa wiążą się ze sprawą, którą prowadził z Olgą Szrebską. Kiedy wydaje mu się, że depcze przestępcy po piętach na wierzch wychodzą sprawy, o których komisarz wolałby zapomnieć. W jednej chwili to on staje się głównym podejrzanym. Jak poradzi sobie z przestępną i parą prawników, gotowych zrobić wszystko aby go pogrążyć? Czy uda mu się wybrnąć z tego cało?

Biorę głęboki oddech i próbuję cokolwiek z siebie wykrzesać. Planowałam odłożyć sobie pisanie o Przewieszeniu na później, poczekać aż opadną emocje. Minęły prawie dwa dni i zrozumiałam, że po tym co przeczytałam emocje nigdy nie opadną. Forst, Forst, Forst. Ale mnie denerwował na początku książki. Z każdą kolejną stroną miałam go coraz bardziej dosyć. Kreacja postaci komisarza bardzo mi się podoba, lubię takich sarkastycznych, pewnych swego i do pewnego stopnia upartych ludzi. Podkreślę, że do pewnego stopnia. Przez swój upór i z niewielką pomocą pary znienawidzonych przeze mnie prawników Wiktor Forst wpakował się w niezłe bagno, z którego tak łatwo nie wyjdzie.

Tym razem akcja książki rozgrywa się głównie w Polsce, z małym wyskokiem na Słowację. Wydarzenia są bardziej realistyczne, nie przeczytamy już scen rodem z Avengers'ów mimo to Forst niejednokrotnie dostaje porządny łomot. Cieszę się, że autor po części zrezygnował z wątków historycznych i religijnych. Poprzedni tom bardzo mi się podobał ale Przewieszenie wypada znacznie lepiej. Chyba nie trzeba nikomu przypominać, że pan Mróz nie owija w bawełnę? Nie ma tu miejsca na zbędne lanie wody. Od samego początku wiele się dzieje, i dzieje się do samego końca. 

Jeśli potrzebujecie solidnej dawki emocji, marzy Wam się książka trzymająca w napięciu i lubicie autorów rujnujących całe wyobrażenie o tym, co przeczytaliście dokładnie w ostatniej chwili - Trylogia z komisarzem Forstem będzie wyborem idealnym. Pan Mróz już po raz drugi doprowadził mnie do stanu, w którym nie wiem co ze sobą począć i serio, chciałabym zobaczyć moją twarz po przeczytaniu ostatniego zdania tej książki. Wciąż mam ochotę krzyczeć głośno "CO?!" i rwać włosy z głowy. Jestem bardzo ciekawa w jaki sposób pan Mróz pokieruje dalszymi wydarzeniami. Już nie mogę się doczekać tomu trzeciego.


Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska.
 Liczba stron: 460

W dniu premiery: Blisko chmur - Sylwia Trojanowska


Dziś swoją premierę ma książka obok której nie powinniśmy przejść obojętnie. Blisko chmur jest kontynuacją Szkoły latania autorstwa polskiej początkującej pisarki Sylwii Trojanowskiej i jeśli przy pierwszym tomie historii o Kaśce początkująca było dobrym określeniem - teraz zdecydowanie nie jest. To, co podarowała czytelnikom pani Sylwia w swojej drugiej książce przechodzi moje najśmielsze oczekiwania...

Droga do szczęścia w większości przypadków nie jest wysłana różami. Kaśka Laska dobitnie przekonała o prawdziwości tego stwierdzenia gdy na jej drodze stanęła Karolina Burska i bezceremonialnie wywróciła jej życie do góry nogami. Przed główna bohaterką ciężki okres. Musi uporać się z problemami, podjąć właściwe decyzje a przy okazji nie zapomnieć o przedsięwzięciu, którego się podjęła - zdrowym trybie życia. Na szczęście to, co mogłoby się wydawać stracone nie koniecznie takie jest. Życie jeszcze nie raz zaskoczy główną bohaterkę i zrobi to w najmniej spodziewanym momencie.

Bohaterowie Szkoły latania w kontynuacji ich historii dorastają, stają się dojrzalsi co skutkuje jeszcze wyższym poziomem powieści. Kaśka z nieśmiałej, cichej dziewczyny staje się odważną młodą kobietą, która nie boi się przedstawić własnego zdania i wytrwale się go trzymać. Zmiany zachodzą także w jej mamie. To takie nieśmiałe zmiany, następują pomału, nadchodzą małymi kroczkami, ale są i cieszą mnie ogromnie! Jestem pod wielkim wrażeniem słów, którymi dzięki autorce obdarowywali się Kasia i Maks w wysyłanych sobie wzajemnie wiadomościach. To pełne cierpienia, pasji i miłości listy, godne pióra najwspanialszych i najromantyczniejszych poetów. Nawet w momentach kryzysu, czuć między tym dwojgiem siłę ich uczucia. Jeszcze bardziej polubiłam Maksa, chłopaka nie z tej ziemi. Maks jest facetem, dla którego warto zrezygnować z dawnych postanowień... Szczególną sympatią obdarzyłam ciocię Różę. Taka kobieta powinna zjawić się w życiu każdej dorastającej dziewczyny. W zespole z Zochą i mamą Kaśki są nie do pobicia. Każda z nas - młodsza, czy starsza - mogłaby się wiele od nich nauczyć. Są skarbnicą życiowych mądrości i dobrych rad. Ciotka Matylda pokazuje nam się z trochę innej strony, ale.. niech fani cioteczki się nie martwią, nie straciła swojego uroku. ;)

Autorka po raz kolejny stworzyła książkę, która oprócz doskonale spędzonego czasu gwarantuje czytelnikowi znacznie więcej. Tym razem poza motywacją do zmiany zewnętrznej dostajemy potężną dawkę powodów by spojrzeć na siebie i otaczający nas świat pod innym kątem, skłaniającą do podjęcia pracy nas samym sobą również pod względem mentalnym. Blisko chmur to cudowna, niebanalna historia o miłości i przyjaźni. Wzruszająca, zabawna i pełna ciepła. Kontynuacja Szkoły latania jest jeszcze lepsza niż jej poprzedniczka. Już nie mogę się doczekać Szeptu wiatru czyli trzeciego tomu serii. Jeśli sprawy będą rozwijały się tak jak do tej pory szykuje się doskonała pozycja. Wracając do tom drugiego - powinien zostać pozycją 'must read' na Waszej liście. Sylwia Trojanowska w swojej najnowszej książce doskonale połączyła słowa serwując swoim czytelnikom niezapomnianą lekcję życia.

Gdy już będziecie mieli w rękach tę cudowną książkę, poszukajcie na jej pierwszych stronach kilku słów, które miałam możliwość napisać jako parton - ambasador powieści. Jestem bardzo, bardzo wdzięczna pani Sylwii Trojanowskiej oraz wydawnictwu Videograf za możliwość umieszczenia mojego pierwszego blurba w tak pięknej historii. To dla mnie wiele znaczy!

Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam young adult.

Wytańczyć Marzenia - Michaela DePrince, Elaine DePricne





Mabinty Bangura była bardzo zdolną dziewczynką. Szybko uczyła się języków, w wieku trzech lat znała już litery i potrafiła je pisać. Czytanie szło jej coraz lepiej. Miała kochających rodziców, którzy planowali zadbać o jej edukację. Mabinty miała też jasne cętki na brązowej skórze, które były objawem bielactwa. Wiele osób z jej otoczenia nie zdawało sobie sprawy z ich pochodzenia dlatego też były one powodem drwin i wytykania palcami. Mabinty przyszła na świat w czasie wojny domowej, a ta bezlitośnie odebrała jej rodziców. Wtedy zaczął się drugi etap jej życia - pobyt w sierocińcu. To w tym miejscu poznała najlepszą przyjaciółkę i tam poczuła, że ma szansę na więcej. Wojna postępowała a Mabinty powoli traciła nadzieję. Wtedy w jej ręce wpadł magazyn, na okładce którego widniała piękna pani w błyszczącym stroju i śmiesznie sterczącą spódnicą. Jeszcze nie wiedziała na co patrzy, mogła jedynie przypuszczać, że jest to jakiś rodzaj tańca. W tamtym momencie postanowiła, że pewnego dnia, zatańczy tak jak pani na fotografii. W kolejny etap swojego życia wkroczyła już jako Michaela DePrince. To był pierwszy przystanek na drodze do spełnienia obietnicy.


Opowieść Michaeli porusza delikatną kwestię codzienności w afrykańskim sierocińcu. Autorka bardzo dokładnie opisuje sposób w jaki opiekunki traktowały dzieci - poniżały je i niejednokrotnie wymierzały kary cielesne. Niestosownym więc będzie stwierdzenie, iż Mabinta miała ogromne szczęście trafiając do sierocińca. Jednak tak właśnie było, to dzięki pobycie tam zyskała nową rodzinę. Trochę niewiarygodne jest to, jak potoczyły się jej losy. Od momentu przekroczenia progu sierocińca do chwili, gdy zamieszkała z nowymi rodzicami i rodzeństwem jej życie było serią zbiegów okoliczności. Gazeta ze zdjęciem baleriny, która przypadkowo trafiła w jej ręce. Nowa rodzina, przekraczająca najśmielsze oczekiwania i spełniająca marzenia. Najlepsza przyjaciółka, która z dnia na dzień staje się siostrą. To wszystko brzmi jak scenariusz bajki o Kopciuszku. Od głodującej sieroty do światowej sławy baleriny.

Droga do sukcesu wcale nie była prosta. Dziewczyna musiała zmierzyć się ze swoimi słabościami, uporać się z uprzedzeniami ludzi do osób czarnoskórych. To kolejna delikatna sprawa - nietolerancja. Michaela nie zdawała sobie sprawy, że kolor skóry może stanąć na drodze do spełnienia marzeń. Zaakceptować siebie i zrezygnować z wielu przyjemności aby w pełni oddać się treningom. Dzięki wsparciu rodziny, determinacji i ogromnemu poświęceniu udało jej się zajść bardzo daleko. Balet jest jednym z najbardziej wymagających sportów. Aby nauczyć się poprawnie tańczyć iodpowiednio wyćwiczyć ciało należy zacząć treningi w dzieciństwie. Niewiele dzieci wytrzymuje intensywność zajęć.

Książkę tę czyta się bardzo szybko, język jest prosty i zrozumiały. Jednak w tekście jest mnóstwo fachowych zwrotów baletowych, które osobie nie orientującej się w temacie nie mówią kompletnie nic. Aby wiedzieć o czym czytam niejednokrotnie musiałam przerywać lekturę i sprawdzać jak wyglądają wspomniane kroki taneczne, a także dowiadywać się czegoś więcej na temat ludzi. Michaela wspomina o wielu znaczących osobach w świecie baletu. Wymienia swoje osiągnięcia i miejsca, w których szkoliła się na baletnicę. Wiele mówi też o Dziadku do orzechów, zmusiło mnie to do zapoznania się ze spektaklem. To naprawdę piękne widowisko. Na podstawie historii Michaeli nakręcono film, Pozycja pierwsza reżyserii Bess Kargman, o którym wspomina na kartach książki.

Wytańczyć marzenia to opowieść młodej dziewczyny, która osiągnęła sukces dzięki determinacji i ciężkiej pracy. To historia o tym, jak spełniać swoje marzenia i dążyć do celu. To obraz bezgranicznego oddania, licznych poświęceń i wyrzeczeń w imię pasji. Michaela DePrince powinna być przykładem dla osób walczących o marzenia, motywatorem dla tych, którzy zwątpili we własne siły. Nie chcę oceniać książki pod względem historii, bo jest to opis czyjegoś życia i nie czułabym się z tym dobrze. Napiszę tylko, że czytając wspomnienia Michaeli spędziłam bardzo miłe chwile. Opowieść ta wzruszyła mnie, rozbawiła i sprawiła, że z jeszcze większym podziwem i szacunkiem patrzę w stronę balerin.

Za egzemplarz recenzencki i zaufanie dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

Anna i pocałunek w Paryżu - Stephanie Perkins


Siedemnastoletnia Anna, na co dzień mieszkająca w Stanach Zjednoczonych dostaje niepowtarzalną szansę spędzenia roku w Amerykańskiej Szkole w Paryżu. Jest zrozpaczona. Po pierwsze, nie wie nic na temat Francji, nie zna nawet francuskiego - czy ojciec nie mógł wysłać jej w miejsce, gdzie ludzie posługują się językiem angielskim? Po drugie zostawia w rodzinnym mieście ukochanego młodszego brata, najlepszą przyjaciółkę oraz - co najważniejsze - potencjalnego chłopaka, za którym szaleje już od jakiegoś czasu. Po trzecie, nie zna nikogo w nowej szkole i na pewno będzie czuła się samotna. Jak się okazuje Anna szybko zdobywa nowych przyjaciół. Szczególnie bliski kontakt łapie z Etienne, który pokazuje jej Paryż i sprawia, że pobyt w tym miejscu staje się dużo bardziej znośny.

Anna to typowa nastolatka z typowej książki dla młodzieży. Jest dobrą uczennicą, grzeczną dziewczynką, trochę pedantyczną i skromną. Kompletnie nie znającą swojej wartości. Swoją drogą to ciekawe, dlaczego dziewczyny w książkach young adult nigdy nie są świadome, tego że są piękne (zawsze są piękne) i każdy facet na nie leci? Wracając do Anny - ma jedną bardzo istotną cechę, której nie lubię u żeńskich bohaterek - jest NIEZDARNA. Tak na dobrą sprawę jej niezdarność nie jest jakoś mocno widoczna, ale wspomniana kilkakrotnie i samo to trochę drażni. Można było pominąć ten szczegół. Etienne, czy jak kto woli St. Clair, to - uwaga!- typowy nastolatek z typowej książki dla młodzieży. Przystojny, popularny i lubiany przez wszystkich chłopak z bogatego domu. Z problemami, oczywiście. No i z dziewczyną - oczywiście. Jednak to z Anną spędza więcej czasu i ona pomaga mu radzić sobie z nieszczęśliwymi wydarzeniami w jego życiu. Tych dwoje uparcie trwa przy tym, że są najlepszymi przyjaciółmi i uparcie trwają z friend zone mimo, że napięcie między nimi jest niemal namacalne i iskrzy tak mocno, że widać na kilometr.

Ważną rolę odgrywa tu przyjaźń i to, jak potrzebna w utrzymaniu dobrych, zdrowych relacji z drugą osobą jest szczerość. Wątek przyjaźni - bez miłosnych podtekstów - pojawia się na drugim planie, ale to z niego czytelnik powinien wynieść coś dla siebie. Win zawsze leży po dwóch stronach więc warto spojrzeć na sytuację nie tylko z jednej perspektywy. Nie być egoistą i zawsze szukać rozwiązania konfliktu.

Anna i pocałunek w Paryżu nie wyróżnia się niczym spośród książek young adult. No dobra, wyróżnia się niesamowicie klimatycznym i zachęcającym obrazem Paryża. Poza tym to urocza i przyjemna lektura trzymająca się schematu i nie wychodząca poza jego ramy ani na milimetr. Akcja, a właściwie ciężko tu mówić o jakiejkolwiek akcji, więc nazwijmy to: wydarzenia - nadchodzą jedno po drugim. Książka nie jest przegadana, czyta się ją bardzo szybko dzięki licznym dialogom. Niczym nie zaskoczy czytelnika, który miał ju do czynienia z literaturą młodzieżową. Mimo wszystko jest przyjemną i lekką lekturą. Nie zaprząta myśli, więc idealnie sprawdzi się jako oderwanie od codzienności.

Jakie jest Wasze zdanie na temat tej książki? Czytaliście ją, a może macie w planach? Podzielacie fascynacje historią przedstawioną na kartach powieści? Podzielcie się uwagami w komentarzach, zawsze jestem ciekawa Waszego zdania. :)

Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam young adult.

Pięć książek, które chciałabym przeczytać znowu po raz pierwszy


Zastanawialiście się kiedyś, które ze znanych Wam książek chcielibyście przeczytać jeszcze raz po praz pierwszy? Ja bardzo często myślę, że fajnie byłoby sięgnąć po coś tak dobrego jak... Tym razem zapraszam Was na pięć tytułów, o których chętnie bym zapomniała i przeczytała jeszcze raz.

Po prostu bądź - Magdalena Witkiewicz


Los lubi nam płatać figle. Życie nie zawsze układa się tak jakbyśmy chcieli. Kiedy planujemy skupiamy się na tych pięknych i przyjemnych aspektach. Nie wybiegamy myślami w daleką (a czasem bliską i bardzo niespodziewaną) przyszłość. Rzadko zadajemy sobie pytanie - 'a co by było gdyby' - jeśli jesteśmy szczęśliwi. Żyjemy i cieszymy się chwilą nie spodziewając się najgorszego, a ono może właśnie czaić się za rogiem.

Na wsi, gdzieś niedaleko Gdańska spokojne życie prowadzi Paulina. Dziewczyna ma zaplanowaną przyszłość już od dawna. Będzie pomagać rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa, wyjdzie za mąż za Adriana i razem z nim zamieszka w uroczym domku nad jeziorem. Tak myślą rodzice. Paulina natomiast właśnie dostała się na studia architektoniczne i wbrew woli rodziny, dzięki pomocy niedoszłego męża Adiego, wyjeżdża do Gdańska. To tam poznaje Aleksandra, mężczyznę z którym chce spędzić resztę życia. W 'pakiecie' zyskuje również najlepszego przyjaciela Łukasza - gotowego pomóc w każdej sytuacji - dosłownie każdej. Gdy życie Pauliny wywraca się do góry nogami, gdy nie wie jak poradzić sobie z dalszym funkcjonowaniem dostaje pewną propozycję. Propozycję zawarcia niezobowiązującego paktu...

To niesamowite, jak wiele można zmieścić w jednej książce. Jest tu dosłownie wszystko, czego się spodziewałam plus jeszcze trochę więcej. Zaczynając od konfliktów rodzinnych, które swoją drogą nie są typowymi konfliktami. Rodzice Pauli zabraniają jej iść na studia, a przeważnie jest dokładnie odwrotnie - to rodzina nalega, wręcz zmusza do podjęcia dalszej nauki. Poprzez piękną przyjaźń -  bardzo lubię czytać o takich relacjach nie do zdarcia, o miłości braterskiej między dwojgiem ludzi, których nie łączą żadne więzy krwi. Przez pierwszą miłość i najpiękniejsze jej chwile, aż po bolesną stratę, która zmienia wszystko. Nowy członek rodziny w drodze, kredyt na pół miliona do spłaty i brak pracy oznaczają same kłopoty. Jednak jak się okazuje traumatyczne przeżycia wcale nie muszą oznaczać końca szczęśliwego życia. Bolesna i niespodziewana strata nie może odebrać nam szansy na wspaniałą przyszłość. Każda z nas powinna o tym pamiętać. Mimo, że najgorsze może czaić się za rogiem, to jednocześnie najlepsze może właśnie mamy pod samym nosem, wystarczy chcieć je zauważyć.

Po prostu bądź jest jedną z lepszych książek obyczajowych jakie miałam przyjemność czytać. Nie taką banalną, nie zwykłą. To coś wyróżniającego się na tle innych tego typu powieści. Autorka połączyła dwie historie o miłości w jedno. Miłość wręcz wylewa się spomiędzy jej kart: damsko-męską w różnych konfiguracjach oraz męsko-męską również w niejednym połączeniu. To historia o mocy prawdziwej przyjaźni - takiej na całe życie, aż po grób, o stracie i ponownym odnajdowaniu siebie. O ponownym układaniu sobie życia z dość nietypową osobą i w całkiem nietypowy, ale jakże piękny, sposób. 

Pani Witkiewicz stworzyła niesamowicie ciepłą i piękną opowieść, od której nie można się oderwać. Wykreowała bohaterów, których nie można nie lubić - zwłaszcza tych męskich! Zabrała czytelnika w pełną miłości, rozczarowań i wzruszeń literacką podróż zapadającą w pamięć na długi czas. Jestem zauroczona stylem autorki i muszę jak najszybciej poznać inne książki, które wyszły spod jej pióra. 

Znacie Po prostu bądź? Czy tak samo jak ja jesteście w niej zakochani? A może chcecie podpowiedzieć mi po którą książkę Pani Magdaleny powinnam sięgnąć? :) Czekam na Wasze komentarze.

Przedpremierowo: Od urodzenia - Elisa Albert


A gdyby tak spojrzeć na ciążę i macierzyństwo z całkiem innej perspektywy? Odstawić na bok wyobrażenia o miękkich pluszowych misiach, różowych lub niebieskich maleńkich ubrankach. Zapomnieć, na chwilę, o przyjemności wybierania imienia, o cudownych chwilach planowania. O pierwszym spotkaniu i pierwszych wspólnych dniach o poznawaniu siebie nawzajem. Spróbujmy.

Linia serc - Rainbow Rowell


Georgie McCool jest autorką scenariuszy do seriali komediowych, które tworzy ze swoim najlepszym przyjacielem Sethem. Georgie jest też matką dwóch cudownych dziewczynek i żoną wspaniałego mężczyzny - Neala. Wydawać by się mogło, że jej życie ułożyło się idealnie. Praca sprawiająca przyjemność, szczęśliwa rodzina, zdrowe dzieci i przyjaciel zawsze u boku. Ah!, właśnie spełnia się jedno z największych marzeń Georgie i Setha mają okazję wypuścić serial nad którym pracują od... zawsze! Żeby spełnić te marzenie kobieta musi zrezygnować ze wspólnego wyjazdu świątecznego. Zaślepiona natłokiem pracy nie zauważa jak bardzo oddaliła się od męża ani jak niepewna jest jej przyszłość. W zrozumieniu błędów, przeanalizowaniu własnego życia i w podjęciu ważnych decyzji ma jej pomóc zaczarowany żółty telefon z młodości.

Nie rozumiem. Przepraszam, ale zwyczajnie nie rozumiem zachwytów nad Linią serc. Nie uważam też, jak większość, że jestem za młoda na tego typu lekturę. Doskonale rozumiem problem głównej bohaterki. Każdemu - czy młodemu czy trochę starszemu - zdarza się rozważać czy wybory, których dokonał są słuszne, może nie zawsze w sferze uczuciowej, ale jednak. Więc czego tu nie rozumieć? Proszę wytłumaczcie mi to bo może to z moim postrzeganiem jest coś nie tak. Przeczytałam wiele recenzji zanim sięgnęłam po Linię serc , pokładałam wielkie nadzieje w tej książce, w końcu to "najlepsza historia miłosna od czasu wynalezienia telefonu". Serio?

Zaczynało się ciekawie. Nie miałam okazji czytać książki, której główna bohaterka zajmuje się scenariuszami w dodatku seriali komediowych. Liczyłam w związku z tym na masę śmiechu. Śmieję się dopiero teraz, sama z siebie, że byłam taka naiwna. Georgie jest taką typową kobietą biznesu. Większą część dnia spędza poza domem. Na zabawę z córkami zostaje jej jedynie krótka chwila przed snem. Prawie w ogóle nie rozmawia z mężem - wymieniają się krótkimi zdaniami tylko wtedy, kiedy jest to konieczne. To Neal zajmuje się domem, gotuje, sprząta, załatwia wszystkie najważniejsze sprawy. To do niego zwracają się dziewczynki kiedy potrzebują pomocy, to on zrezygnował z pracy kiedy przyszły na świat. Georgie i Neal zamienili się miejscami w domowej hierarchii. Stopniowo oddalali się od siebie czego zapracowana scenarzystka nie dostrzegała, a może nie chciała dostrzec? Dopiero gdy Neal z córkami wyjechał na święta, ledwo się z nią żegnając Georgie zrozumiała, że coś jest bardzo nie tak. Brawo! No więc, co robi dorosła kobieta, gdy nie jest pewna czy jej mąż wróci? Jedzie do matki, gdzie zaszywa się w swoim pokoju z młodości i wydzwania z żółtego telefonu do rodzinnego domu męża. Jak się okazuje, Neal po drugiej stronie słuchawki jest Nealem z przeszłości. Georgie uznaje, że jest to jej jedyna i niepowtarzalna szansa, by zmienić bieg wydarzeń i sprawić, by ich życie stało się szczęśliwsze.

Jak jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować idee zaczarowanego telefonu, łączącego z przeszłością tak za nic z świecie nie zrozumiem niedorzeczności zachowania Georgie. Wyobraźcie sobie, że to Wy znaleźliście się w tak niepewnej sytuacji, Wasz telefon działa tylko wtedy, kiedy jest podłączony do ładowania ALE nie macie ładowarki (!!!!!), przez cały tydzień rozmawialiście ze swoimi dziećmi tylko dwa, czy tam trzy razy, z mężem tylko raz. Więc zamiast od razu kupić ładowarkę i dzwonić aż do skutku, żeby wyjaśnić, wytłumaczyć i załagodzić sytuację - wolicie prowadzić całonocne rozmowy ze swoim mężem z przeszłości... Nie wiem co mam napisać, cisną mi się na usta same brzydkie wyrazy.

Poza sporą dawką niedorzeczności, ta książka jest po prostu nudna. Chociaż należy do tych krótszych ciągnęła mi się niemiłosiernie. Autorka poprzeplatała teraźniejszość z przeszłością w bardzo chaotyczny sposób i niekiedy trzeba się dobrze zastanowić czy to co czytamy ma miejsce teraz czy wydarzyło się już wcześniej. Sytuację uratowała matka Georgie - miłośniczka mopsów. Pewnie dlatego, że i ja uwielbiam te psiaczki, to ją polubiłam najbardziej. A pieskie momenty zostały moimi ulubionymi - to niewiele, ale dorzucę 0,5 punkta do ogólnej oceny. :D Całe szczęście, że na samym końcu książki w końcu coś zaczęło się dziać, chociaż to chyba zbyt duże słowo. Mimo to, dokładnie od 287 strony zaczęłam odczuwać jakąkolwiek przyjemność z lektury.

Nie zostanę fanką Linii serc - wynudziłam się jak mops (:D), czytałam z niedowierzaniem i zdenerwowaniem, ale czytałam. Byłam ciekawa co jest takiego cudownego w tej książce i czym zachwycają się osoby, które się zachwycają. Przeczytałam i nadal nie wiem. 


A jakie jest Wasze zdanie na temat tej książki? Chętnie przeczytam co macie do powiedzenia. :)

Moja ocena: 5,5/10

PRZEDPREMIEROWO: Twoja niezwykła podróż. 100 najpiękniejszych miejsc na świecie. Książka do kolorowania dla każdego


Jeśli zastanawiacie się, gdzie byłam przez ostatni czas już śpieszę z odpowiedzią. Podróżowałam  szlakiem stu najpiękniejszych miejsc na świecie według Lonely Planet. Byłam w Rosji, odwiedziłam Plac Czerwony gdzie zachwycił mnie Sobór Wasyla Błogosławionego. Ta konstrukcja jest niczym z bajki! Następnie udałam się nad Zatokę Ha Long w Wietnamie i tam zostałam trochę dłużej. Widoki zapierają dech w piersi. Podążając szlakiem wyznaczonym przez Lonely Planet wylądowałam w Starym Mieście Hoi An w Wietnamie. Przemierzałam barwne i zatłoczone uliczki z niemałą przyjemnością, ale moją uwagę najbardziej przykuło targowisko. Ale zaraz, zaraz... Przecież jeszcze Wam nie powiedziałam, że odwiedziłam te miejsca dzięki nowej książce do kolorowania wydawnictwa Sine Qua Non!

Twórcy zadbali o to, by każdy znalazł coś dla siebie. Podróżujemy od Kambodży przez Indie, Włochy, Chorwację oraz wiele innych ciekawych miejsc aż po Bostwanę. Przyglądamy się cudownym panoramom, zapierającym dech w piersiach budowlom i konstrukcjom. Odwiedzamy katery, mijamy pomniki, wchodzimy w głąb Parków Narodowych a tam spotykamy liczne zwierzęta. Ilustracje prezentują się przepięknie. Tylko od nas zależy czy postaramy się wiernie odwzorować rzeczywisty wygląd miejsca, czy damy się ponieść wyobraźni i stworzymy coś abstrakcyjnego. Możemy mieszać style, bawić się kolorami, próbować nowych technik. Przecież prawie cały świat leży w naszych rękach. Zróbmy z tym coś pięknego! Na końcu książki (co mi się niezwykle podoba) znajduje się spis ilustracji wraz z krótką notą na temat miejsca na niej przedstawionego. To dzięki temu bawimy się i uczymy jednocześnie.



Na rynku dostępnych jest coraz więcej kolorowanek, coraz więcej osób wpadło w szał kolorowania. A wydawnictwo SQN wraz z Lonely Planet wpadło na pomysł, aby połączyć rozrywkę i relaks z odrobiną wiedzy o świecie. Wspaniale, prawda?  Uważam, że to wyjątkowo udany kolorowankowy debiut wydawniczy.  Polecam zainteresować się tą pozycją. Warto! 

A to jedna z moich prac, już ukończona :) Bawiłam się świetnie i mam nadzieję, że i Wy spędzicie wiele miłych chwil podczas tej Niezwykłej podróży. :)


Premiera kolorowanki 30 marca a już teraz możecie zamówić swój egzemplarz z 20% zniżką w empiku! O TUTAJ :)

*Za kolorowankę dziękuję serdecznie wydawnictwu SQN.


WYNIKI: KONKURS - ROZDANIE!


Zwlekałam trochę z ogłoszeniem tego rozdania, ale już od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie. W związku z tym, że liczba obserwatorów na blogu przekroczyła magiczny próg 100 osób, a właściwie jest już Was tutaj 122, chciałabym podziękować i obdarować chociaż jedną osobę drobnym upominkiem. 

INSTAGRAM - jak osiągnąć sukces?


Każdy z nas lubi, kiedy jego praca jest doceniana. Nic w tym dziwnego, taka jest natura człowieka. Jeśli chcesz aby twój profil na Instagramie zyskał większą liczbę obserwatorów i zależy Ci na uznaniu z ich strony zapraszam do przeczytania tego krótkiego poradnika. Ameryki raczej nie odkryję, nie dam Ci też idealnego przepisu na sukces. Musisz popracować nad nim sam/sama. Postaram się wskazać Ci drogę, reszta zależy od Ciebie.

Wybierz tematykę 
To chyba oczywiste. To znaczy, ja przyjmuję za oczywistość fakt, że chcesz aby Twoje konto na Instagramie miało konkretną tematykę? Jeśli masz zamiar wstawiać tylko selfie, nie potrzebujesz tego poradnika. Wystarczy, że masz ładną buzię, na pewno zdobędziesz szerokie grono odbiorców. Kiedy już wiesz co chcesz fotografować - fotografuj! Im więcej tym lepiej - trening czyni mistrza. Trzymaj się wybranego motywu. Jasne, nikt Ci nie zabroni wstawić zdjęcia drzewa, jeśli wcześniej wrzucałeś/aś same budynki. Zwróć jednak uwagę na to, że Twoim obserwatorom podobały się zdjęcia budynków i dlatego śledzą Twój profil.

Zastanów się nad nazwą, dwa razy!
Ja wiem, że obecnie bardzo ciężko wymyślić coś, czego ktoś wcześniej nie wymyślił. Jeśli ania204503 jest już zajęta, nie dodawaj do tego pięciu następnych cyfr! Pomyśl jeszcze raz, jestem pewna, że coś w końcu przyjdzie Ci do głowy! :)


 Daj się zauważyć 
Obserwuj profile ludzi, którzy tworzą coś ciekawego. Komentuj, jeśli masz coś do powiedzenia. Lajkuj, zawsze wtedy, kiedy coś Ci się podoba. Ale nigdy, powtórzę jeszcze raz, NIGDY nie proponuj lajka za lajka lub obserwacji za obserwację! Jeśli wyznajesz zasadę, iż l4l i f4f to dobry sposób na zdobycie obserwatorów to natychmiast zmień poglądy! Nie ma nic gorszego niż błaganie o zainteresowanie. Uwierz, jeśli robisz coś dobrego i udzielasz się w gronie osób robiących to samo, ale też poza nim, na pewno zostaniesz zauważony! Dodawaj hashtagi odpowiadające tematyce Twoich zdjęć, dzięki temu potencjalni odbiorcy znajdą Cię dużo szybciej. Wspomnę jeszcze nieśmiało, że #l4l i #f4f są złym pomysłem. Jeden lajk w tą czy w tamtą nic nie zmieni, a zdobyci w ten sposób obserwatorzy znikną szybciej niż się pojawili.

Inspiruj się
Jeśli nie masz pomysłu na zdjęcie, nie martw się, nie Ty jeden. Warto przeglądać zdjęcia innych osób, zapisywać je, aby wrócić w chwilach, kiedy nie jesteśmy w stanie wymyślić nic dobrego. Inspirowanie się nie jest zabronione - wręcz przeciwnie. Uważam, że powinniśmy czerpać tyle, ile tylko możemy od innych twórców. To rozwija naszą wyobraźnię. Ale uwaga!, nie chodzi mi o to, żeby robić dokładnie takie samo zdjęcie jakie kiedyś wpadło nam w oko! Nie, nie, tego nie rób, chyba sam nie chciałbyś aby ktoś podbierał Twój pomysł? :)

 Systematyczność to klucz do sukcesu
Jeśli podjąłeś się czegoś i chcesz osiągnąć sukces musisz być systematyczny. Nie ma innej możliwości. Postaw sobie cel i realizuj go. Oczywiście wszystko znów zależy od Ciebie. Chcesz dodawać jedno, dwa lub trzy zdjęcia dziennie - OK, rób to. Nie zawsze się uda, wszyscy jesteśmy ludźmi, są rzeczy ważne i ważniejsze. Sprawa wygląda gorzej, gdy dodajesz jedno zdjęcie na dwa tygodnie i nawet jeśli będziesz w tym systematyczny - na Instagramie nie masz szans. To bardzo specyficzne social media, wszystko dzieje się szybko, obserwatorzy przychodzą i odchodzą a Twoim zadaniem jest ciągłe skupianie ich uwagi i nieustanne wzbudzanie zainteresowania. Nie popadaj też w skrajność. Wstawianie zdjęcia co 30 min jest koszmarnie złą decyzją.
Jeszcze taka mała rada: jeśli masz problem ze zdjęciami i systematycznością skorzystaj z wyzwań, które często pojawiają się na Instagramie. W społeczności książkoholików jest ich mnóstwo.

Estetyka
Każdy ma inne poczucie estetyki, jednak jedno jest pewne. Twój profil na Instagramie, aby odniósł sukces, musi być przejrzysty i w miarę możliwości zgrany kolorystycznie. Polecam Ci wybrać sobie jeden filtr i używać go do znudzenia - wiadomo, wszystko w końcu może się znudzić.

Zdjęcia
W końcu doszliśmy do najważniejszego. Zaznaczę już na samym początku - nie musisz mieć dobrego aparatu, by robić piękne zdjęcia! Jeśli Twoją pasją jest fotografowanie ale nie masz profesjonalnego sprzętu nie zniechęcaj się. Rób jak najwięcej zdjęć, próbuj różnych kątów, perspektyw a w tym wszystkim zawsze pamiętaj o jednym i w mojej ocenie najważniejszym - dobre oświetlenie. Postaraj się, aby Twoje zdjęcia nie były ciemną, niewyraźną plamą. Chyba chcesz, aby Twoi potencjalni obserwatorzy widzieli co przedstawiasz na zdjęciu już przy pierwszym rzucie oka, prawda? :)

Podsumowując, Instagram jest, jak już wcześniej wspomniałam, bardzo specyficznym social media. Tu wszystko dzieje się szybko, nie ma czasu na dłuższe zawieszenie uwagi na profilu, który ma, dla przykładu, infantylną nazwę, pełnym selfie wątpliwej jakości, bądź takim gdzie widzę tylko czarne zamazane plamy i jeszcze przez pięć minut muszę przyglądać się aby dostrzec to, co autor zdjęcia chciał mi pokazać. Jest tyle pięknych Instagramowych kont do odkrycia, tyle zdjęć do obejrzenia, że nie ma sensu marnować czasu na nieciekawe profile. 
Teraz wszystko zależy od Ciebie, wierzę, że w jakimś stopniu naprowadziłam Cię na drogę do sukcesu, że stworzysz sobie miejsce w tej ogromnej społeczności i zdobędziesz wielu odbiorców. Jeśli masz ochotę podziel się nazwą swojego profilu w komentarzu - chętnie zajrzę i sprawdzę co tworzysz. :)

Pięć ulubionych postaci z książek


Mogłoby się wydawać, że wybranie pięciu absolutnie ulubionych postaci z książek jest prostym zadaniem, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. Spędziłam nad tym więcej czasu niż przewidywałam. Spróbujcie sami! :) A w czasie, kiedy będziecie zastanawiać się na swoimi ulubieńcami sprawdźcie, kto znalazł się na mojej liście :)

Bitwa na okładki #3

Cześć! Nadeszła środa a wraz z nią trzecia już Bitwa na okładki! Po raz kolejny chciałabym podziękować Wam za udział w zabawie! Tworzenie tych postów sprawia mi wiele radości, więc to, że tak licznie i chętnie oddajecie swoje głosy cieszy podwójnie. :)

Po zeszłotygodniowej Bitwie, okazało się, że polskie okładki wcale nie są takie złe :) W większości przypadków jesteśmy zgodni co, muszę przyznać, trochę mnie zaskakuje :) Tak prezentuje się zestawienie Waszych (a w zasadzie to naszych) głosów z poprzedniego tygodnia.

1. Błękitna krew - wydanie pierwsze30 - wydanie drugie: 4 - nie wiem: 2.
2. Bazar złych snów wydanie polskie: 11 - wydanie zagraniczne: 23 - nie wiem: 3.
3. List w butelce - wydanie polskie: 34 - wydanie zagraniczne: 2  - nie wiem: 1.
4. Papierowa dziewczyna - wydanie polskie30 - wydanie zagraniczne: - nie wiem: 2.
5. Shantaram - wydanie polskie: 23 - wydanie zagraniczne: 12 - nie wiem: 2
6. Pretty Little Liars - wydanie polskie: 35 - wydanie zagraniczne: 1 - nie wiem: 1


 Co o tym sądzicie? :)

Do kolejnej Bitwy na okładki, wszystkie książki wybrała Sandra, autorka bloga: http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/ . Tak właściwie, to cała Bitwa w tym tygodniu należy do niej! :) Dziękuję Sandrze za pomysły i zapraszam do odwiedzenia jej bloga! :)



Mam nadzieję, że i tym razem chętnie oddacie swoje głosy. Przypominam o możliwości podrzucenia swoich pomysłów na okładki.
Ten post, jak już pisałam wcześniej, powstał dzięki Sandrze, jeszcze raz bardzo dziękuję! <3
Wszystkie Wasze propozycje zapisałam i wykorzystam przy kolejnej okazji :)

Jeśli jeszcze nie oddaliście swoich głosów w poprzednich Bitwach, zawsze możecie to nadrobić :)
#1 #2
Czekam na Wasze typy! :)

Podsumowanie - luty 2016


Luty okazał się dla mnie bardzo dobrym miesiącem, chociaż od początku się na to nie zanosiło. Jestem zadowolona z wyników, był to krótki miesiąc, miałam sporo na głowie a mimo to udało mi się przeczytać więcej niż w styczniu.

Luty zaczęłam od Szczygła, którego bardzo szybko odłożyłam na półkę. Nie chcę mówić, że jest zły - bo nie jest i z pewnością nie jest nudny, po prostu nie był to nasz czas. Kiedyś wrócę do tej historii.

Zachęcona pozytywnymi opiniami, sięgnęłam po Drżenie, które okazało się kolejnym złym wyborem. Tym razem nie mogłam znieść naiwności tej historii. Ostatnio okropnie irytuje mnie fakt, że autorzy książek dla młodzieży pomijają rolę rodzica i zostawiają, dla przykładu - nastoletnią dziewczynę, samopas. A ta kretynka - przepraszam, ale Drżenie wzbudziło we mnie wiele negatywnych emocji - wpuszcza do swojego domu faceta, który notabene jest JEJ WILKIEM. Mało tego, pozwala mu leżeć z nią łóżku, przebiera się przy nim i w żadnym stopniu nie zgarsza ją fakt, iż tenże chłopak, pod postacią wilka już nie raz podglądał ją przez okno. NO BŁAGAM! Więcej nie wytrzymałam...



1. Pierwszą książką, którą przeczytałam w całości było aż do DNA Renaty Chaczko, a moje zdanie na jej temat możecie przeczytać TUTAJ.
2. Z wielką ochotę sięgnęłam po Awarię małżeńską Magdaleny Witkiewicz oraz Nataszy Sochy. Miałam przeczucie, że to będzie coś dobrego i w ogóle się nie pomyliłam. Sprawdźcie TUTAJ.
3. Postanowiłam kontynuować serię Kontury serca i tak sięgnęłam po Tak Krucho Tammary Webber, która moim zdaniem okazała się lepsza niż jej poprzedniczka. Więcej przeczytacie TU.

4. Zmieniłam klimat i sięgnęłam po mrożący krew w żyłach kryminał -  Dzieci gniewu Paula Grossmana. Warto zainteresować się tą książką. Zapraszam do RECENZJI.
5. W lutym miałam niewątpliwą przyjemność sięgnąć po książkę pani Sylwi Trojanowskiej - Szkoła latania. Jestem zakochana w tej powieści. Musicie przeczytać RECENZJĘ i koniecznie sięgnąć po książkę :)

6. W krainie kolibrów TUTAJ
7. W krainie srebrnej rzeki TUTAJ 
8. W krainie wodospadów TUTAJ Moich zachwytów nad tymi pozycjami mogłoby nie być końca, ale nie chcę się powtarzać. Jeśli macie ochotę zerknijcie na recenzje. Cała Saga argentyńska jest cudowna i zachęcam do zapoznania się z nią.


Podsumowując:
Przeczytałam 8 książek w lutym, łącznie 15/52 książki w 2016 roku.
Dało mi to 3 297 stron.
Do mojej biblioteczki przybyło 15 nowych książek, o których możecie poczytać w tym poście.
Do wyzwania Czytam opasłe tomiska zgłosiłam 3 książki.
W ramach wyzwania Czytam young adult przeczytałam dwie książki.

Dodatkowo:
-> Nadal nie mogę wyjść z podziwu nad prędkością rozwoju mojego Instagramowego konta. W zeszłym miesiącu cieszyłam się z 2821 obserwatorów. W tej chwili ta liczba wynosi aż 3430!
-> Na blogu wciąż trwa konkurs, w którym do wygrania jest wybrana przez zwycięzce książka plus mała niespodzianka ode mnie, jeśli jeszcze nie wzięliście udziału - koniecznie sprawdźcie.
-> Powstała nowa seria, Bitwa na okładki, która cieszy się ogromnym zainteresowaniem i jestem wdzięczna, że tak licznie bierzecie udział w zabawie! Dziękuję <3
-> Trochę więcej działo się na snapchacie (mawreads), chociaż ostatnio znów go zaniedbałam. Nie widzę jednak sensu plecenia głupot i pokazywania mało ciekawych rzeczy. Możecie być pewni, że jeśli wydarzy się coś godnego uwagi to się tam pojawię.
-> Udało mi się nagrać i zmontować mój pierwszy filmik. Jest to Bookshelf tour. Nie spodziewałam się tak wielu pozytywnych opinii i dziękuję Wam za nie. Jeśli jeszcze nie widzieliście mojej biblioteczki, zapraszam do obejrzenia filmiku :)