Ogień i lód. Wojownicy, tom 2 - Erin Hunter


Ognista Łapa dorasta, staje się wojownikiem i przyjmuje nowe imię - Ogniste Serce. Zostaje doceniony przez przywódcę za swoje zasługi wobec Klanu Pioruna. Teraz to on ma pod opieką przyszłego wojownika. Jego zadaniem jest wyszkolić Rozżarzoną Łapę, niesforną małą kotkę. Niezdyscyplinowanie kociaka doprowadza do nieszczęścia, które jak się okazuje jest dopiero początkiem złych wydarzeń czekających na członków Klanu Pioruna. Dzielne koty będą miały łapy pełne roboty i nie znajdą chwili wytchnienia.

Ogień i lód podobnie jak jego poprzedniczka jest przepełnioną akcją i przygodami świetną książką. Drugi tom Wojowników trzyma poziom, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że wypada lepiej niż Ucieczka w dzicz. Bohaterowie stają przed trudnymi wyborami, poznają słodko-gorzki smak pierwszej miłości. Przyjaźnie  zostają wystawione na próbę. Niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem. Sprawy z przeszłości okazują się wcale nie być załatwione...

Jestem pod nieustającym wrażeniem tego, co niosą za sobą książki z tej serii. Wszystkie wartości w nich zawarte są niesamowicie cenne. Tym razem autorka naświetla, między innymi, znaczącą kwestię więzów rodzinnych. Pokazuje czytelnikom, że mimo wszelkich barier dzielących nas od członków rodzin te relacje są ważne i potrzebne. Pojawia się też motyw zaufania, jego utraty i wiary w drugą osobę. Pierwsza miłość i to jak pogodzić ją z lojalnością i  przyjaźnią. Jest tu wszystko, co powinno się wpajać młodzieży i przypominać każdemu dorosłemu. Przedstawione w niezapomniany, baśniowy sposób. Wystarczy dodać tylko jedno: Wojownicy są skarbnicą wartości moralnych. Dlaczego takich książek, jako lekturę obowiązkową, nie każemy czytać na przykład uczniom szkoły podstawowej?

Wojownicy zauroczyli mnie kompletnie i nieodwracalnie. Po pierwsze światem wykreowanym przez autorki (pod pseudonimem Erin Hunter kryją się trzy kobiety), po drugie postaciami, które swoim usposobieniem i zachowaniami tak bardzo przypominają ludzi. No i w końcu - muszę to napisać, bo nie byłabym sobą - jestem zakochana w oprawie graficznej. I nie mam na myśli jedynie okładek, które oczywiście są bajecznie piękne, ale całego wydania. Takie szczegóły jak mapa, rozpiska członków każdego z czterech klanów, funkcji pełnionych przez każdego kota - robią robotę! Czekam z niecierpliwością na kolejne tomy.

Myślę, że do sięgnięcia po Ogiń i lód nie trzeba zachęcać tych, którzy poznali i zakochali się w pierwszym tomie Wojowników. Jednak jeśli nie miałeś do czynienia z żadną z tych książek  a lubisz przygodowo-fantastyczne historie, koniecznie napraw ten błąd! Nie pożałujesz ani chwili spędzonej w świecie dzikich kotów, jestem pewna.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Nowa Baśń.

Ucieczka w dzicz. Wojownicy, tom 1 - Erin Hunter


Niezmiennie ciągnie mnie do fantastyki, w szerokim słowa tego znaczeniu. Moja sympatia do tego gatunku zaczęła się dawno, dawno temu od Harrego Pottera i trwa do dziś. Jak tylko zobaczyłam porównanie Ucieczki w dzicz do historii Chłopca, który przeżył, wiedziałam, że muszę ją poznać. Poznałam i wiem dwie rzeczy: 1) nie widzę większego związku z Harrym, co kompletnie nie przeszkadza w tym, że 2) uwielbiam tę książkę!

Dzikie koty od niepamiętnych czasów dzielą tereny lasu między klany. Każdy klan broni swych terytoriów własną skórą. Za sprawę nadrzędną mają przestrzeganie praw ustanowionych przez przodków - kodeksu wojownika. Przywódca najliczniejszego Klanu Cienia łamie kodeks i wprowadza własne zasady. Wojownicy Klanu Pioruna sprzeciwiają się jego woli a tym samym narażają bezpieczeństwo swoich braci. Nadchodzą ciężkie czasy dla kocich mieszkańców lasu. Wtedy do Klanu Pioruna dołącza rudy, domowy kot, o którym głosiło proroctwo. Czy zmieni on losy mieszkańców lasu? Rdzawy, zwany później Ognistą Łapą, doskonale odnajduje się w nowym domu i szybko zdobywa zaufanie przywódczyni klanu. Wraz z dwoma przyjaciółmi Szarą Łapą i Kruczą Łapą zaczyna trening na przyszłego wojownika i mimo tego, ze nie ma wojowniczych korzeni, radzi sobie doskonale.

Ucieczka w dzicz to książka dla każdego: młodszego, starszego, dziewczyny czy chłopaka, wielbiciela fantastyki, literatury przygodowej czy po prostu miłośnika kotów. Napisana jest w bardzo prostym, przyjemnym językiem dzięki czemu nawet najmłodsi czytelnicy mogą po nią sięgnąć. Jestem pewna, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Młodsi - cudowną baśniową opowieść, która na długo zostanie w ich pamięci. Dorośli dostrzegą nieco głębszy sens, zauważą wartości przekazywane przez autorkę i docenią. Historia walecznych kotów przepełniona jest akcją, opisami niesamowitych walk i starć klanów. W świecie Wojowników nie ma czasu na nudę, bohaterowie na każdym kroku przeżywają kolejną przygodę. Nawet zwykły wypad na polowanie może okazać się niezapomnianą wyprawą. Bardzo podoba mi się sposób w jaki autorka przedstawiła relacje między kotami z jednego klanu. Troska i oddanie, przyjacielskie stosunki między członkami Klanu Pioruna zauroczyły mnie kompletnie.

Może zdążyliście już zauważyć, że w każdej książce staram się dostrzec więcej niż tylko dobrą zabawę. Lubię, kiedy opowieść uczy, dostarcza powodów do rozmyślań a czasem sprawia, że chcemy stać się lepszą wersją samych siebie. W przypadku Ucieczki w dzicz w ogóle nie musiałam szukać. Cenne wartości wyłożone są niemal jak na tacy. Co mnie udało się wypatrzeć na jej kartach? Warto być dobrą i lojalną osobą, każde dobro do nas wróci. Z kolei knucie za plecami, snucie intryg, fałsz i obłuda to wszystko, czego powinniśmy unikać. Tak samo jak w przypadku dobra, zło wraca do nas a prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw.

Długo będę wspominać tę książkę, spędziłam z nią bardzo miłe chwile i polubiłam baśniowy świat dzikich kotów, Ucieczka w dzicz była dla mnie czymś nowym i takiego powiewu świeżości właśnie potrzebowałam. Szczerze zachęcam do lektury.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Nowa Baśń.

Ugly Love - Colleen Hoover


Zasady były tylko dwie: nie pytaj o przeszłość, nigdy nie licz na przyszłość, jednak Tate, zaintrygowana nieziemsko przystojnym i tajemniczym sąsiadem z naprzeciwka weszła w to bez chwili namysłu.

Tate, zmuszona przeprowadzić się do brata, pod drzwiami jego mieszkania znajduje zalanego w trupa mężczyznę. Jak się okazuje, jest to przyjaciel a jednocześnie sąsiad Corbina  - Miles. Chociaż jego usposobienie od samego początku nie zachęca do bliższego poznania, Tate z każdym, niby przypadkowym, spotkaniem przekonuje się do nowego znajomego. Ledwo przyjacielska relacja bardzo szybko przeradza się w namiętny romans i... to wszystko. Miles wzbrania się przed związkiem stawiając dwie żelazne zasady. Czym uwarunkowane jest jego postępowanie i jak potoczą się losy bohaterów? Jeśli jesteście ciekawi koniecznie sięgnijcie po Ugly love!

Zraniony facet i głupiutka dziewczyna. Takie było moje pierwsze wrażenie. Ostatnio mam ogromny problem z typowymi romansami i nie liczyłam na wiele. Jednak Ugly love czytało mi się świetnie, polubiłam bohaterów, którzy na pewno nie zostaną moimi ulubionymi, ale będę ich miło wspominać. Szczególnie Milesa, który pod przykrywką chłodnego, wycofanego faceta kryje ogromne serce i niesamowicie wrażliwą duszę. Fabuła wciągnęła mnie na tyle, że pochłonęłam tę książkę w niespełna półtora dnia. Wiem, że wielu czytelników zaskoczyła przeszłość Milesa, ale ja po raz kolejny mniej-więcej przewidziałam to co się stanie, a właściwie stało. Mimo wszystko nie zepsuło mi to przyjemności z czytania. Narracja poprowadzona jest dwutorowo z tym że to Tate wprowadza czytelników w bieżące wydarzenia, natomiast rozdziały Milesa przedstawiają jego przeszłość. Dzięki temu możemy przyjrzeć się dokładnie temu, co ukształtowało zamkniętego w sobie i tajemniczego mężczyznę.

Pozwolę sobie odnieść się do reakcji, na które natknęłam się pod zdjęciami, na portalach i w wielu innych miejscach. Nie tylko w przypadku Ugly love ale znacznej części nowości w kategorii literatury erotycznej/dla dorosłych. Są one bardzo jednoznaczne i wszystkie wskazują na to, iż wciąż mamy klapki na oczach. Czy każdą książkę z wątkiem erotycznym będziemy traktować jak kolejnego Greya? Sceny seksu faktycznie przysłaniają nam wszystko inne? W Ugly love  akty przedstawione są tak jak powinny być przedstawione, nie ma w nich przemocy, tylko pożądanie i kiełkująca miłość. Gdzie w tym wszystkim Greyowski czerwony pokój, gdzie pejcze i poddaństwo? Możemy tu znaleźć o wiele więcej treści. To książka dająca do myślenia, jak każda inna spod pióra Hoover, mająca otworzyć czytelnikom oczy na dany problem/sytuację. A to, że autorka pisze o dwojgu dorosłych ludzi uprawiających seks, wypada bardziej naturalne, niż gdyby tego seksu nie uprawiali. Właściwie nie sprawdzałam wieku osób porównujących każdą kolejną książkę erotyczną z Greyem, ale śmiem twierdzić iż znaczna ich część w ogóle nie powinna czytać tego typu powieści. Jeśli się mylę, to mam ogromną prośbę: Kochani, zdejmijmy w końcu klapki z oczu...

Ugly love to niezwykle wartościowa powieść o początkach miłości, która miała się nie wydarzyć. Historia obrazująca walkę z samym sobą oraz przezwyciężanie własnych słabości. To doskonały przykład na to, jak ciężko wybaczyć samemu sobie i ile czasu potrzebujemy aby pogodzić się z przeszłością. Ile watra jest przysięga, jaką stawiamy sami przed sobą, ile wyrzeczeń kosztuje bycie fair wobec siebie. Jak bardzo przeszłość wpływa na teraźniejszość.

Myślę, że Ugly love będzie świetną lekturą dla każdej kobiety. Napisałabym, że to lekka historia, ale wiem, że wielu czytelników może wzruszyć i pozostawić ślad gdzieś głęboko w sercu. Mnie nie wzruszyła i nie zaskoczyła ale czas, który jej poświęciłam z pewnością nie był czasem zmarnowanym. Jestem na tak i zachęcam do lektury!

Before. Chroń mnie przed tym, czego pragnę - Anna Todd


Before, dla fanów serii After będzie pierwszą pozycją na liście MUST HAVE. Początek historii miłosnej Tessy i Hardina z Jego strony na pewno przyciągnie wielu czytelników. Czy warto w ogóle po nią sięgać i czy znajdzie się w niej coś nowego?

Anna Todd pisząc piąty już tom, wywołującej niesamowicie wiele emocji serii, posłużyła się bardzo fajnym zabiegiem. Mianowicie: w spojrzenie Hardina na początki jego związku z Tessą wplotła urywki jego książki między rozdziały, co dało czytelnikom jeszcze głębszy wgląd w uczucia Hardina. Dodatkowo, ukazała nam jak na ich związek patrzą postaci drugoplanowe, co zmieniło się w ich życiu od czasu kiedy ostatni raz o nich czytaliśmy, a przede wszystkim, przedstawiła przeszłość niektórych z nich. Możemy dzięki temu zrozumieć jakie wydarzenia ukształtowały niektóre charaktery, czym spowodowane było postępowanie bohaterów pobocznych. Mamy tu wymieszanie przeszłości, przyszłości i teraźniejszości, co w ogólnym rozrachunku wyszło całkiem przyzwoicie.

Po części jest to powtórzenie pierwszego tomu, ale na szczęście nieco skrócone. Dlaczego na szczęście? Pisałam już kiedyś o przedstawianiu popularnych historii i drugiej perspektywy. Może się to skończyć porażką i najczęściej tak właśnie jest. Nie chcemy przecież kupować książki, przepisanej słowo w słowo z tego co już znamy. Szkoda naszego czasu i pieniędzy. Before, owszem, zawiera kropka w kropkę takie same sceny, ale są, jak już pisałam, skrócone  i przeplatane z wydarzeniami, których jeszcze nie znamy. Co do samego stylu... Chyba każdy z nas doskonale zdaje sobie sprawę z tego, czego może się spodziewać po Before. Przecież mieliśmy już okazję czytać tę historię z perspektywy Hardina. We wszystkich tomach, poza pierwszym, narracja poprowadzona jest dwutorowo.  

Before okazała się przyjemnym powrotem do świata z serii After. Niczym zaskakującym, nie wzbudzającym już tak wielu emocji, gdyż doskonale znamy zakończenie historii. Jest fajnym dopełnieniem, które z pewnością spodoba się osobom, które czytały poprzednie tomy. Ze swojej strony mogę jedynie zachęcić, dla fanów Hessy będą to kolejne, miłe chwile z ulubionymi bohaterami.

Czytaliście Before? Jak Waszym zdaniem wypada na tle pozostałych tomów serii?
A może dopiero planujecie po nią sięgnąć? Dajcie znać! :)

Gadżety książkowe: TAK czy NIE?

Społeczeństwo dzieli się na wiele grup i podgrup, rówieśniczych, pierwotnych, celowych... Gdzieś między nimi znajduje się grupa ludzi maniakalnie czytających książki, nazywając siebie książkoholikami. Pewnie też, tak jak ja, do nich należysz, skoro tu zaglądasz. W grupie książkoholików, w naszej grupie, następują przeróżne podziały. Jednym z nas wystarczy książka i odrobina spokoju do pełnej satysfakcji. Drudzy, lubią otaczać się przedmiotami umilającymi lekturę, czy to kubek z gorącą herbatą, tematyczna zakładka lub inny gadżet. Są też ci, którzy ideę czytania pragną szerzyć i namawiają wszystkich wokół do chwytania za książki. Tym nie wystarczy jedna zakładka, kolekcjonują je i często zmieniają. Używają każdego możliwego gadżetu jaki wpadnie w ich ręce. Noszą książki wszędzie ze sobą, zabierają torby z książkowym motywem i noszą koszulki z ulubionymi cytatami lub zrozumiałymi tylko przez innych książkoholików hasłami. Do której z tych podgrup należysz? Mnie jeszcze niedawno wystarczył zwykły paragon, kawałek kartki czy ołówek aby zaznaczyć miejsce w którym skończyłam czytać. Zagrzałam sobie ciepłe miejsce w pierwszej grupie książkoholików, zaspakajała mnie jedynie książka. Bardzo szybko i płynnie przeskoczyłam do grupy trzeciej. Zostałam typowym gadżeciarzem i w ogóle się tego nie wstydzę. Chcę więcej i więcej.

 Obecnie możemy dostać wiele różnego rodzaju gadżetów, które umilają nam czas z książką, chronią ją przed zniszczeniami lub zwyczajnie cieszą oko. Zapraszam do przeglądu kilku z nich. 

Zakładki to temat rzeka. Możemy stworzyć je własnoręcznie, kupić w księgarni, skorzystać z gotowych szablonów i wydrukować. Małe i duże, te grubsze i cieńsze. Dlaczego ograniczać się tylko do papierowych? Na rynku dostępnych jest wiele wzorów zakładek magnetycznych. Jeśli jeszcze nam mało możemy skusić się na urocze zakładki zwierzątka, które nie dość, że prezentują się pięknie, cieszą oko i zdobią nasze książki to wykonane są ręcznie! 

Torby bawełniane są niesamowicie wygodne i wytrzymałe! Na pewno chodzicie z takimi na zakupy. Można je nosić wszędzie i zawsze będą doskonale pasowały (ok, kłamię - do stroju eleganckiego zdecydowanie wybierzcie coś innego ;)). Takie torby z nadrukiem książkowym będą idealne dla każdego książkoholika. Ja nie rozstaję się ze swoją od kiedy tylko ją dostałam! Zabieram ją na uczelnie, zakupy, na spacer. Sówka jest urocza, ale do wyboru macie też inne wzory!

Coś, co tygryski lubią najbardziej. Myślę, że nikomu z nas nie podobają się pozaginane rogi i postrzępione kartki. Od kiedy zaczęłam zabierać książki ze sobą wszędzie, zdarzyło mi się odrobinkę naruszyć ich okładki a w jednej oderwał się róg strony! Nie jest to koniec świata, ale wolę kiedy książki są w niemal idealnym stanie dlatego to etui stało się dla mnie gadżetem obowiązkowym. Wykonane jest ręcznie, z przyjemnej w dotyku bawełny. Prezentuje się pięknie i skutecznie chroni książki przed zniszczeniami, gdy wkładamy je do torebki.


Kubek Shelfie Queen to nie lada gratka dla każdej królowej biblioteczek! Takie naczynie skutecznie umili nam poranne czytanie przy kawie czy też wieczór z książką i herbatą. Ja zwracam ogromną uwagę na to z czego piję, takie przyzwyczajenie. Dużo większą przyjemność sprawia mi smaczna herbata w ładnym kubku, a ten z biblioteczką trafia prosto w moje serce!


Zakochałam się w tym stemplu i celowo zostawiłam go sobie na koniec. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy z nas tolerują bazgranie po książkach. Ja też tego nie lubię. Ale czy oznaczanie własnych zbiorów nie jest cudowną sprawą? Powiecie pewnie, że podpisaną książkę ciężko sprzedać, oddać i sami nie chcielibyście dostać takiego zbezczeszczonego egzemplarza. Rozumiem to i szanuję. W tym przypadku również dzielimy się na dwie grupy i nie ma sensu przeciągać się i przekonywać o swoich racjach. Możemy podzielić się swoim zdaniem i na tym zakończyć dyskusję na temat ekslibrisu. Moje zdanie - jeśli pożyczacie dużo książek, a pożyczającym i nie rzadko również nam, zdarza się zapomnieć co komu i kiedy, wtedy z pomocą przychodzi stempel i jest genialnym rozwiązaniem. Możecie wybrać własny wzór, kolor tuszu i treść - imię i nazwisko lub po porostu ksywkę. Samo stemplowanie jest super zabawą. Do tej pory oznaczyłam wszystkie te książki, których nigdy, nigdy nie będę chciała się pozbyć, zostawiając nieprzeczytane w nienaruszanym stanie, a nuż mi się nie spodobają a osobie, której będę chciała ją odsprzedać nie spodoba się moje nazwisko na pierwszej stronie... ;)





Każdy z przedstawionych wyżej gadżetów i wiele więcej, znajdziecie po kliknięciu w każdy podtytuł lub  baner po lewej.








Jakie jest Wasze podejście do gadżetów książkowych?
Który z pokazanych przeze mnie chętnie byście widzieli u siebie? Może już jakiś z nich macie?
 Jestem też ciekawa, w której z grup książkoholików - wyróżnionych przeze mnie na początku notki - się znajdujecie. :)
Zapraszam Was serdecznie do dyskusji w komentarzach!

Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes


Kiedy poznajemy Louisę Clark ta właśnie traci pracę. Musi jak najszybciej znaleźć nowe zajęcie aby finansowe wspierać rodzinę. Nigdy by nie przypuszczała, że zostanie opiekunką osoby niepełnosprawnej. W skutek wypadku motocyklowego Will Traynor stracił władzę nad swoim ciałem a co za tym idzie - chęć do życia. Zadaniem Lou jest dotrzymywanie mu towarzystwa, co początkowy wydaje się męczarnią dla obu stron. Jednak to, co przejdą przez sześć miesięcy ich znajomości, czas, który spędzą razem, odmieni ich bezpowrotnie.

Louisa pochodzi z biednego domu. Wspiera rodzinę finansowo od kiedy zdobyła pierwszą pracę. Wciąż mieszka z rodzicami, nie pozwalając sobie na realizowanie marzeń - to działka jej siostry. Jest wesołą, bardzo pozytywną i trochę roztrzepaną dwudziestosześciolatką. Ma specyficzny styl. Ubiera się w krzykliwe, wzorzyste ubrania często w ogóle do siebie nie pasujące. Lou od siedmiu lat jest w związku z Patrickiem zapalonym sportowcem, ale nie jest przekonana czy Patrick jest odpowiednim partnerem dla niej. Czy zmieni swoje życie i pozwoli sobie czerpać z niego więcej?
Niegdyś pełen życia, odnoszący sukcesy zawodowe Will nie może pogodzić się ze swoim losem. Został przykuty do wózka i absolutnie nic nie jest w stanie mu pomóc. Potraficie sobie wyobrazić jak czuje się osoba pozbawiona swoich ulubionych rozrywek? Wspinaczki górskie, skoki ze spadochronem, nurkowanie w oceanie, seks z ukochaną kobietą. Już nigdy nie będzie mógł zrobić żadnej z tych rzeczy. Czy uda mu się z tym pogodzić? 

Zanim się pojawiłeś nie jest kolejną typową historią miłosną. To opowieść o walce o zachowanie własnego ja i prawa do podejmowania niezależnych decyzji. To obraz przedstawiający prawdziwą przyjaźń, miłość i bezgraniczną akceptację. Jest prawdziwą ucztą ale serca i umysłu. Pozwala na chwilę wytchnienia aby za moment spuścić na czytelnika bombę emocjonalną. Historia napisana tak pięknie, że nie sposób przejść obok obojętnie. Myślę, że emocje spowodowane tą historią u każdego czytelnika będą inne. Wszystko zależy od sposobu w taki patrzymy na świat i ile jesteśmy w stanie zaakceptować.

Dawno nie odczuwałam tak ogromnej przyjemności z lektury. Kompletnie nic mi nie przeszkadzało,  nie zniechęciła mnie nawet to, że bardzo szybko przewidziałam bieg wydarzeń. Mogłam oddać się w ręce Moyes i pozwolić sobie zatopić się w tej opowieści coraz bardziej. Historia Lou i Willa trafia prosto w serce. Uzależnia, nie pozwala o sobie zapomnieć. Nie raz śmiałam się w głos. Wylałam morze łez i zasmarkałam przynajmniej paczkę chusteczek. Pokochałam każdy moment w ten książce, KAŻDY. Jestem zadowolona z każdego słowa, które przeczytałam, każdej łzy, którą wylałam. Zanim się pojawiłeś nie zawiodło mnie ani trochę.

Z czystym sercem mogę polecić Wam lekturę Zanim się pojawiłeś. Jestem pewna, ze wielu pokocha ją tak samo jak ja. Z niecierpliwością czekam na ekranizację. Z reguły nie wyczekuję filmowych adaptacji moich ulubionych książek jednak w tym wypadku nie mogę odmówić sobie obejrzenia Willa i Lou na dużym ekranie. 

Wielu fanów powieści może ucieszyć informacja, że jeszcze w tym roku wychodzi jej kontynuacja. Ja odpuszczam. Uważam, że jest ona zbędna, wszystko zostało już powiedziane. Jednak nie mówię 'nigdy'. Może kiedyś zapragnę sprawdzić, co u moich ulubionych bohaterów? :)

Znacie już tę historię? Może dopiero planujecie ją poznać?
Jaka jest Wasza opinia na jej temat? Dajcie znać, zawsze z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze!

Maybe Someday - Colleen Hoover


Sydney jest zadowolona ze swojego życia. Wbrew przypuszczeniom rodziców radzi sobie świetnie. Pracuje, studiuje, związała się z fajnym chłopakiem i mieszka z najlepszą przyjaciółką. W jednej chwili wszystko co budowała roztrzaskuje się w drobny mak. Zostaje bezdomną a jej jedyną możliwością jest skorzystanie z gościnności Ridga - sąsiada z naprzeciwka, gitarzysty, którego zna od dwóch tygodni. Sydney i Ridge odnajdują wspólny język dzięki pasji do  muzyki. Dopełniają się - on komponuje a ona pisze teksty - razem tworzą coś wyjątkowego...

Znalazłam fikcyjnego faceta, będącego w stanie zastąpić mi każdego, na którego kiedykolwiek zwróciłam większą uwagę - właśnie zapomniałam o nich wszystkich. Ridge trochę mnie denerwował swoim zachowaniem w stylu: raz cię chcę a raz cię nie chcę, kocham cię ale inną kocham bardziej a tak w zasadzie to spadaj na drzewo. Mimo tego, że nieprzeciętnie irytowała mnie ta jego niezdecydowana cząstka to cieszę się że była. Dzięki temu Ridge stał się dużo bardziej realistyczny. Odnalazłam w końcu dziewczynę, która nie jest rozlazłą kluchą i mimo niepowodzeń potrafi wziąć się w garść, uśmiechnąć się i żyć dalej. Sydney jest osobą, z którą mogłabym się zaprzyjaźnić. Jest w niej trochę z hipokrytki, ale sytuacja przedstawia się dokładnie jak w przypadku Ridga - to sprawia, że jest prawdziwa. Do tego dawno nie spotkałam równie ironicznej i zdystansowanej postaci. Jestem bardzo na tak. Tych dwoje tworzy zespół doskonały - pod każdym względem - zyskując miano moich nowych ulubionych bohaterów.

Nie chcę pisać o fabule, musiałabym zdradzić kwestie, które z pewnością popsułyby lekturę wszystkim potencjalnym czytelnikom. Wspomnę więc o muzyce. Muzyka odgrywa tu ogromną rolę. Oprócz tekstów piosenek tworzonych przez głównych bohaterów, mamy możliwość odsłuchania utworów skomponowanych specjalnie na potrzeby książki. Czytanie i słuchanie w tym wypadku łączy się w nierozerwalną całość. Odtwarzając soundtrack w odpowiednich momentach czytelnik może poczuć się jakby wszedł do świata przedstawionego w książce. Te utwory potęgują wyjątkowość historii i sprawiają, że zapada nam w pamięć jeszcze bardziej.

Od jakiegoś czasu cierpię na chorobę schematów w książkach young i new adult. Po co nie sięgnę dostaję dokładnie tą samą banalną historię - tylko imiona bohaterów się zmieniają. Nie mogę powiedzieć, że Maybe Someday nie jest schematyczna - to byłoby kłamstwo. Jest też przewidywalna, ale na pewno nie ma tu ani kropli banalności. Kocham tę historię jak dawno żadnej nie kochałam. Uwielbiam bohaterów tak, jak dawno żadnych nie uwielbiałam. Autorka coś niesamowicie autentycznego. Przepadłam. Colleen Hoover, przy pomocy Maybe Someday, uwiła sobie gniazdko w moim serduszku i coś mi się wydaje, że minie dużo czasu zanim ktoś ją stamtąd przegoni.

Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę. Dostałam wszystko czego oczekiwałam a nawet jeszcze trochę ponad to. Maybe Someday wzbudziło we mnie niezliczoną ilość emocji: od rozbawienia przez zdenerwowanie i rozczarowanie po wzruszenie. Wylałam mnóstwo łez, ciekły po policzkach nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokół i nie mogłam ich powstrzymać. Historia Ridga i Sydney skłania do przemyśleń, zmusza czytelnika do szybkiego przewertowania wartości jakimi kieruje się w życiu i zastanowienia się nad tym, czy nasze priorytety są odpowiednio poukładane. 

Jestem niemal pewna, że większości z Was nie trzeba przedstawiać twórczości Colleen Hoover. Jeśli nie czytaliście choćby jednej powieści tej autorki, chcielibyście ale się wahacie, nie wiecie którą pozycję wybrać, nie zastanawiajcie się dłużej. Maybe Someday to idealny wybór na początek ale i na koniec i pomiędzy - zawsze. Ta książka będzie doskonałym wyborem w każdej chwili. 

Pieśń Shannary - Terry Brooks


Kiedy Druid Allanon pojawia się w Czterech Krainach zawsze oznacza to jedno - ich mieszkańcom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony czarnej magii. Złe demony zniszczą wszystko co stanie na ich drodze. Pomóc mu może jedyna spadkobierczyni magii elfów - Brin Ohmsfors. Druid wraz z dziewczyną udają się w pełną niebezpieczeństw i długą drogę. Mimo przeciwnościom losu i nieprzychylnym przepowiedniom zrobią wszystko co w ich mocy by ocalić świat przed ostateczną klęską.
W tym samym czasie, rozpoczyna się także przygoda jej brata - Jaira. On również ma ręce pełne roboty i wraz z niewielką drużyną udaje się w drogę w głąb Czterech Krain. Podąża śladami siostry aby ostrzec ją przed ogromnym niebezpieczeństwem i pomóc w walce ze złem. 

Śledzimy więc losy dwóch drużyn zmierzających na ratunek światu. Opisy ich zmagań przeplatają się ze sobą. Autor bardzo dokładnie opisuje całą wyprawę. Wielu może się to podobać jednak według mnie można było skrócić książkę o kilka niepotrzebnych akapitów opowiadających o kolejnym, nic nie wnoszącym dniu. Skoro już narzekam to wyleję z siebie wszystko... Brin i Jair władają magią, która ma uratować świat, podobno są najpotężniejszymi czarodziejami w Czterech Krainach a to ich trzeba było nieustannie ratować i chronić. Spodziewałam się, że od samego początku będą typowymi kickass'ami ale się pomyliłam. Niech Was to nie zniechęci. Pieśń Shannary to jedna z tych książek, którym trzeba dać trochę czasu na rozpęd a gdy już do tego dojdzie to nie oderwiecie się od lektury.

Ciężko mi opisać uczucia względem głównych bohaterów. Były bardzo mieszane. Gdybym miała je przedstawić graficznie wyglądały by jak sinusoida. Ostatecznie bardzo zżyłam się ze wszystkimi. Przeżywałam każde starcie tak jakbym sama w nim uczestniczyła, śmiałam się i rozpaczałam wraz z członkami obu drużyn. Moją największą sympatię zaskarbił sobie Krzywulec. Uwielbiam tego upartego, małego gnoma. Bez niego ta historia nie byłaby taka sama, brakowałoby w niej jakiejś niewielkiej cząstki. 

Już od pierwszych stron wydawało mi się, że Pieśń Shannary to strzał w dziesiątkę i bardzo szybko utwierdziłam się w tym przekonaniu. Druidzi, gnomy, krasnoludy, postaci władające elficką magią - to tylko garstka fantastycznych bohaterów jakich możemy spotkać na kartach powieści. Książka ta będzie nie lada gratką dla fanów fantastyki, dla entuzjastów historii przygodowych oraz wielbicieli długich, dokładnych opisów. To niemal w 100% moje klimaty ale...

...miałam wrażenie, że pochłonę Pieśń Shannary 'na raz'. Akcja rozwijała się bardzo dynamicznie, fabuła ze strony na stronę wzbudzała coraz większe zainteresowanie. Chciałam więcej i więcej aż dotarłam do momentu gdzie opisy zaczęły mnie zwyczajnie nudzić. Czytałam od - do czyli od jednej walki do drugiej, od jednego ważnego wydarzenia do drugiego. Wykoleiłam się troszkę. Na szczęście szybko wróciłam na właściwy tor, z niewielką pomocą Terrego Brooksa, który pokierował wydarzeniami tak, że z powrotem mnie wciągnęły. Jest coś, co trzeba Brooksowi przyznać. Tworzy niesamowite historie, bardzo obrazowo przedstawia wydarzenia i snuje swą opowieść w sposób którego nie da się zapomnieć. Ogromnie podobały mi się relacje jakie stworzył między przedstawicielami różnych gatunków, którzy, mimo odwiecznych wojen i sporów, w obliczu niebezpieczeństwa potrafią ze sobą współpracować, obdarzyć się zaufaniem i walczyć u swego boku. Między przygodami, które czekały bohaterów, między licznymi walkami, magicznymi mocami i okrutnymi demonami zła możemy dopatrzeć się dwóch najważniejszych wartości w życiu. Przyjaźni, do której nie każdy chciałby się przyznać ale ona jest, lojalna i oddana. Wbrew wszystkiemu i wszystkim. A w końcu miłości - szczerej i gotowej do największych poświęceń.

Pieśń Shannary okazała się bardzo dobrą powieścią, którą z czystym sercem mogę polecić wszystkim fanom literatury fantastycznej. Jeśli tu jesteście - nie pozostaje Wam nic innego jak skusić się na tę książkę :) Żałuję, że to już koniec, chociaż wspominając Pieśń Shannary na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Kiedyś na pewno do niej wrócę. Mnie z kolei pozostaje tylko cieszyć się z kolejnej dobrej książki, którą mogę odstawić na półkę. Teraz z czystym sumieniem zaczynam przygodę z serialem, który nakręcono na podstawie Kronik Shannary a w między czasie porozglądam się za pozostałymi dwoma tomami serii.

Za egzemplarz książki do recenzji i zaufanie serdecznie dziękuję wydawnictwu Replika.

Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska.
Liczba stron: 461

Podsumowanie - marzec 2016

Witajcie pierwszego dnia kwietnia. Jak zwykle, każdego pierwszego dnia nowego miesiąca pojawia się u mnie podsumowanie. Tym razem zdecydowałam się na połączenie podsumowania z nowościami, aby nie zasypywać bloga tego typu postami. Marzec był dla mnie dość ciężkim miesiącem, dużo działo się na uczelni co odbiło się na czytelniczych osiągnięciach. Wydarzyło się też wiele cudownych rzeczy i o większości z nich będziecie mogli przeczytać w tym poście. Przejdźmy do rzeczy:

Przeczytane w marcu:
1. Blisko chmur - Sylwia Trojanowska [recenzja]
2. Linia serc - Rainbow Rowell [recenzja]
3. Od urodzenia - Elisa Albert [recenzja]
4. Po prostu bądź - Magdalena Witkiewicz [recenzja]
5. Anna i pocałunek w Paryżu - Stephanie Perkins [recenzja]
6. Wytańczyć Marzenia - Michaela DePrince, Elaine DePricne [recenzja]
7. Przewieszenie - Remigiusz Mróz [recenzja]
8. Obsesja - Jennifer L. Armentrout [recenzja]
9. Niech w końcu coś się zdarzy - Trixi Von Bulow [przegrałam z...]


Marcowe nowości na półce:
1. Twoja niezwykła podróż. 100 najpiękniejszych miejsc na świecie - kolorowanka
2. Anna i pocałunek w Paryżu - Stephanie Perkins
3. Lola i chłopak z sąsiedztwa - Stephanie Perkins
4. Od urodzenia - Elisa Albert 
5. Wytańczyć Marzenia - Michaela DePrince, Elaine DePricne
6. Obsesja - Jennifer L. Armentrout
7.  Po prostu bądź - Magdalena Witkiewicz
8. Pochłaniacz - Katarzyna Bonda
9. Magia kąsa - Ilona Andrews

Podsumowując:
Przeczytałam książek w marcu, łącznie 23/52 książki w 2016 roku.
Dało mi to 2 702 stron.
Do mojej biblioteczki przybyło 9 nowych pozycji.

Dodatkowo:
-> Zmieniłam trochę styl dodawanych zdjęć na Instagramie, mam nadzieję, że Wam się podoba. W marcu przybyło aż 1 351 nowych obserwatorów! Nie wie co powiedzieć...! <3
-> Rozstrzygnięcie konkursu, który ogłosiłam w lutym miało swoje miejsce 08.03.2016r i jeśli jeszcze nie widzieliście odpowiedzi zwyciężczyni zapraszam TUTAJ.
-> W tym miesiącu spełniłam jedno z marzeń - kupiłam regały i stałam się szczęśliwą posiadaczką nowej biblioteczki! Jestem zakochana w moich półkach i mogłabym wgapiać się w nie godzinami. Zdradzę Wam, że już myślę o jej rozbudowie ;) Jednak najpierw muszę zapełnić wszystkie półki.



 -> Ukazała się książka, z moim pierwszym blurbem. Już o tym pisałam ale jestem niesamowicie szczęśliwa. Takie pierwsze razy cieszą najbardziej :) Pokazałabym Wam zdjęcie, ale wciąż czekam na papierowy egzemplarz książki. Sięgnijcie po "Blisko chmur" Sylwii Trojanowskiej, to naprawdę piękna historia. :)

Jam tam Wasz książkowy marzec?