Gus - Kim Holden


Oto historia Gusa.
Opowiada o zagubieniu.
O odnalezieniu.
I o stopniowym procesie uzdrawiania.
Szczerze mówiąc, nie wiem już jak żyć.
Promyczek nie była tylko moją najlepszą przyjaciółką,
była moją drugą połówką.
Drugą połową mojego umysłu,
mojego sumienia, mojego poczucia humoru,
mojej kreatywności…
Była drugą połową mojego serca.
W jaki sposób człowiek może wrócić
do swoich zajęć, jeśli na zawsze stracił połowę siebie?

Przeprawa młodego mężczyzny przez dno emocjonalne. Jego wzloty i upadki, gorsze i lepsze chwile kogoś, kto zmaga się z najtrudniejszym okresem w życiu. Odnajdywanie drogi, leczenie złamanego serca i miłość - prawdziwa, silna, taka która przetrwa wszystko. Brzmi banalnie? Wcale banalne nie jest. Mimo wielu historii opowiadających o tym samym, w Gusie jest coś, co wyróżnia tę książkę na tle innych. Magia i dobroć płynąca niemal z każdej strony. Wracając do lektury, ponownie trzymając ją w rękach, przewracając strony i przypominając sobie fragmenty, czuję się jak w domu. Ciepłym, przytulnym, takim w który mimo zmartwień i ciężkich chwil jest najczystsza miłość. Między prostą miłością do drugiej osoby, pojawia się też miłość do pasji - tak bardzo żałuję, że do książki nie dołączono płyty z muzyką tworzoną przez Gusa. Czy nie byłoby cudownie usłyszeć to, co gra w duszy bohaterowi? Moim zachwytom pod adresem Gustova mogłoby nie być końca, ale warto też wspomnieć o innych postaciach. Uważam, że są wielkim atutem powieści. Myślę, że jakąkolwiek historię Kim Holden by dla nich wymyśliła - byłby to strzał w dziesiątkę. Kreacja każdej z nich jest po porostu świetna. Nie ma się do czego przyczepić. Więcej, takie osoby chciałabym spotykać na swojej drodze. Nowi bohaterowie wpasowali się w klimat i idealnie pasują do tych, których już znamy. 

Wspominając Promyczka nie mam tak ciepłych odczuć jak teraz, kiedy myślę o Gusie. To książka, która jest idealnym dopełnieniem poprzedniczki. Powieść, o której się nie zapomina, która podnosi na duchu i daje nadzieję. Gus sprawił, że moje serce runęło o ziemię by po chwili poskładać się w jedną całość - kawałek po kawałeczku. Myślicie, że niemożliwym jest, by jedna książka zburzyła cały świat a zaraz potem ułożyła go na nowo w jeszcze piękniejszy obraz? Musicie przeczytać tę pozycję, zmieni Wasze zdanie o 180 stopni. Piękna i niezapomniana, serwująca mnóstwo emocji. - dokładnie to, czego szukam w literaturze new adult. Moi drodzy, czytajcie Promyczka, bo warto poznać tę historię, by móc sięgnąć po Gusa. Mam nadzieję, że i Wy pokochacie Holden tak jak ja, a sama Holden skusi się na więcej książek powiązanych z tym światem, bo z przyjemnością wróciłabym do mojego książkowego, ukochanego domu.

No i muszę zapytać - gdzie chowają się tacy faceci jak Gustov? Chcę jednego! Taki mężczyzna to uosobienie tezy, iż boys in books are just better. Szkoda, że nie możemy wyjąć go spomiędzy stron, bo każdej kobiecie przydałby się taki Gus, prawda? ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Filia.

Przedpremierowo: Bez winy - Mia Sheridan


Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los.
Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać…
Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie.
Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?
Gdy miejsce księcia z bajki zajmuje ziejący ogniem Smok, a księżniczką okazuje się Wiedźma - powstaje mieszanka wybuchowa. 

Kira to młoda kobieta bez grosza przy duszy. Na swoim koncie ma jedynie szereg Bardzo Złych Pomysłów, do którego postanowiła dołączyć jeszcze jeden - ślub dla pieniędzy. Jakby tego było mało, jej przyszły mężem ma zostać mężczyzna z kryminalną przeszłością - Grayson Hawthorn. Grayson to właściciel podupadającej winnicy. Rozpaczliwie potrzebujący zastrzyku gotówki. Decyzja o przystaniu na układ z Kirą jest dla niego jedynym ratunkiem. Tych dwoje już od pierwszego spotkania nie przypadło sobie do gustu. Pozory i informacje z drugiej ręki sprawiły, że mają o sobie kiepskie zdanie. Jednak ogromna potrzeba finansowa nie jest w stanie odwieść ich od Bardzo Złego Pomysły Kiry. Co wyniknie z pełnej zgryźliwości relacji między Kirą a Greysonem? 

Zawsze cieszy mnie, gdy znajduję sarkazm i ironię w książkach. W związku z tym jestem ogromną fanką przepychanek słownych między głównymi bohaterami. Przepełnione humorem potyczki słowne pojawiające się na kartach powieści sprawiały, że co chwila na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Bardzo spodobał mi się również pomysł na fabułę - nie spotkałam się z motywem biznesowego ślubu w gatunku new adult. To miłe zaskoczenie. Niestety, na tym miłe rzeczy się kończą. Pisałam już kiedyś, że nie lubię porównywania jakichkolwiek książek z wątkiem erotycznym do Greya. Nadal doprowadza mnie to do wściekłości, ale w przypadku Graysona porównania są chyba nieuniknione. Facet ma ochotę na seks dosłownie zawsze i wszędzie... W dodatku zdrobnienie jego imienia - Gray - samo narzuca skojarzenia. Jednak historia nie kręci się tylko wokół biznesowego ślubu i seksu - pojawiają się również istotne dla powieści fakty z przeszłości bohaterów. Ani dla Kiry, ani dla Graysona nie była ona łaskawa. To mocno ukształtowało ich obecny styl bycia.  A odkrywanie prawdziwej natury bohaterów jest czystą przyjemnością.

Bez winy to powieść przepełniona sarkazmem i ironią. Ciekawa, lekka i przyjemna historia o tym, by nie oceniać ludzi po pozorach. O przewrotności losu i miłości, którą doskonale definiuje powiedzonko z czasów podstawówki - kto się czubi ten się lubi. Grayson i Kira przypominają mi właśnie takie podkochujące się w sobie dzieci z podstawówki i ich końskie zaloty. Nawet burzliwa i niełatwa przeszłość nie zrujnowała uroczego i słodkiego obrazu głównych bohaterów. Dlatego też sceny seksu i dość nachalna postawa Graysona w tych sprawach, odrobinę gryzła mi się z obrazem Kiry i Greya, który powstał w mojej głowie. Niemniej jednak uważam, że Bez winy jest książką godną poznania. Jeśli szukacie pozycji przy której zapomnicie o codzienności i będziecie mogli się zrelaksować - ta książka będzie idealna. 

Premiera Bez winy już 28go września!


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.


Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu - Anna McPartlin


Zerkam niespokojnie na widownię. Czy znajdę dość sił, by opowiedzieć ludziom o moim synu?

Jeremy był dobrym, wrażliwym chłopcem, kochałam go tak, jak potrafią tylko matki. Mam poczucie winy, bo daleko mi do ideału. Za długo tkwiłam w związku z jego ojcem-katem, który terroryzował mnie przez lata. Nie zawsze ogarniałam rzeczywistość, czasami przytłaczała mnie proza życia. Nie było mi łatwo pracować na dwa etaty, opiekować się chorą matką, która przestała być sobą, i znosić zmienne nastroje nastoletniej córki. Ból po stracie syna nigdy nie zelżeje, ale wciąż mam dla kogo żyć. Co cię nie zabije, to cię wzmocni…

Mój syn umarł 1 stycznia 1995 roku. Minęło dwadzieścia lat, a ja stoję przed grupą obcych ludzi, by im o nim opowiedzieć.

Głęboki wdech. Zaczynajmy.

Jestem ogromną fanką „Ostatnich dni Królika” Anny McPartlin. Z niecierpliwością czekałam na dzień, w którym kolejna książka autorki trafi w moje łapki. Byłam pewna, że po raz kolejny przeżyję niezapomnianą przygodę i przez bardzo długi czas nie zapomnę losów bohaterów i lekcji, którą dzięki niej otrzymam. Tak też się stało. Znowu zostałam oczarowana, znowu zżyłam się z bohaterami i poczułam, że ich historia - chociaż jakby odrobinę przerysowana - mogła wydarzyć się naprawdę. Przecież codziennie dochodzi do wydarzeń, o których nawet nam się nie śniło, są rodziny, które targają na swoich barkach więcej niż można sobie wyobrazić. 

Tak też jest w przypadku rodziny Bean. Maisie to ofiara przemocy rodzinnej. Długo nie była w stanie przeciwstawić się mężowi, zabrać dzieci - Valerie oraz Jeremiego - i odejść. Dopiero, gdy kolejne pobicie doprowadziło do poważnego uszkodzenia głowy, jej matka i policjant Fred wzięli sprawy w swoje ręce. Dzięki nim udało się wyrwać kobietę ze szpon kata. Niestety, jej problemy się nie skończyły - praca na dwa etaty nie przynosiła wystarczającej ilości pieniędzy by opłacić rachunki i utrzymać rodzinę. Na domiar złego, matka zachorowała na alzheimera i wymagała stałej opieki. Jedynie sprawy sercowe Maisie powolutku nabierały barw. Kiedy kobieta zaczęła czuć, że może być szczęśliwa - zaginął jej syn. Co się stało z Jeremy'm?

Czytelnik już od pierwszych stron powieści wie, że Jeremy nie żyje. Autorka przedstawia suchy fakt, po czym cofa się do przeszłości i opowiada historię chłopaka, jego rodziny i przyjaciół. Płynnie przechodzi do wydarzeń z dnia zaginięcia splatając relacje i odczucia każdego z domowników. Domysły ścierają się z punktem widzenia samego Jeremy'ego. Mimo, iż autorka już na początku zdradza, jak zakończy się historia Bean'ów, powieści nie brakuje elementów zaskoczenia. Wydarzenia z 1995 roku są owiane nutką tajemnicy, którą czytelnik stopniowo odkrywa. Doskonale wykreowani bohaterowie o silnych charakterach sprawiają, że jest to lektura, której się nie czyta, a przeżywa. Jest coś magicznego w stylu pisania McPartlin. Coś, co sprawia, że nie można się oderwać a strony przewracają się same. Autorka świetnie dostosowuje styl wypowiedzi do wieku i charakteru bohaterów, co czyni książkę jeszcze ciekawszą. 

„Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu” to poruszająca powieść o wielu obliczach miłości. Zaskakująca i do bólu wzruszająca. Pod ciekawą i wciągającą historią kryje zaskakujący morał, który powinien dać do myślenia wszystkim tym, którzy po nią sięgną. A poznać ją powinien każdy. Teraz jestem pewna, że przeczytam absolutnie wszystko, co wyjdzie spod pióra McPartlin. Uwielbiam jej styl i to, co przekazuje za pomocą słów. Jeśli jeszcze nie znacie żadnej z jej książek, nie zastanawiajcie się długo. Polecam całym sercem.

Za książkę dziękuję wydawnictwu HarperCollins.

Wybacz mi - Gabriela Gargaś


Nigdy nie zapomni ich dziecięcych zabaw na łące, wysokiej trawy drapiącej łydki, barwnych motyli, beztroskiego śmiechu, zapachu lata…
Ale to wszystko było PRZED. Potem nadszedł dzień, który wszystko zmienił. Przewrotny los zabrał jej to, co kochała najbardziej.
Jedna fatalna sekunda na zawsze położyła na jej życiu długi cień.

Ludwika musi żyć z bolesną tajemnicą sprzed lat. Nie ma dnia, by o niej nie myślała. Straszna przeszłość ciąży jej tak bardzo, że postanawia wyznać winy swojej córce.
Klaudia ma jednak własne problemy. Mąż oddala się od niej, a dzieci przestają jej potrzebować. Wstrząsające wyznanie matki sprawia, że córka odsuwa się jeszcze mocniej. Życie, które znała, okazuje się kłamstwem. Nie może znieść tego, że matka przez tyle lat taiła przed nią prawdę.
Prawdę, która mogłaby przecież uzdrowić i przynieść wyzwolenie.

Czy Klaudia będzie potrafiła przebaczyć matce? A czy Ludwika powinna dostać od losu drugą szansę?

Czy istnieją winy, których nie można zmazać?

Piękna opowieść o przewrotnym losie, gorzkich łzach, straconych miłościach i przebaczeniu. Przede wszystkim o przebaczeniu sobie, o ile to jeszcze możliwe.


Książki Gabrieli Gargaś zbierają mnóstwo pozytywnych opinii. Szczerze mówiąc, ciężko trafić na osobę, która nie chwali sobie chwil spędzonych z prozą autorki. Byłam bardzo ciekawa na czym polega jej fenomen, dlatego ucieszyłam się z możliwości przeczytania najnowszej książki - Wybacz mi. Fabuła zapowiadała się ciekawie więc z ochotą zabrałam się do lektury. I co? I wybaczcie mi, ale mnie nie do końca się spodobało.

Wybacz mi przedstawia historię Kaludii - matki i żony, mieszkającej w Londynie. Kobieta nie jest zadowolona ze swojego życia, ochładzające się z dnia na dzień  relacje z mężem i tęsknota za Polską sprawiają, że czuje się samotna. Pewnego dnia jej matka trafia do szpitala, wymaga stałej opieki co motywuje Klaudię do powrotu do Polski. Ma nadzieję przemyśleć swoje życie i choć trochę odpocząć. Nic z tego. Matka kobiety - Ludwika, ma dość utrzymywania w tajemnicy wydarzeń z przeszłości. To, co planuje opowiedzieć Klaudii jeszcze bardziej zaburzy jej spokój.

Niestety już od samego początku nie mogłam wgryźć się w styl autorki i nie przyzwyczaiłam się do niego aż do końca lektury. Co prawda okazał się prosty i lekki, ale dla mnie jakby za prosty i za lekki. W połączeniu z natłokiem informacji, nieustannych powtórzeń, które prześladują mnie w literaturze kobiecej, i ilością otwartych wątków (samotność, przeróżne problemy rodzinne - alkoholizm, przemoc, ciąże, zdrady - emigracja, tajemnice, kłamstwa aż w końcu poszukiwanie szczęścia i swojego miejsca w świecie) zrodził się chaos, przez który przebrnęłam z ogromnym trudem. Poza tym nie odczułam ani grama emocji. Zachowania Klaudii były mechaniczne, reakcje na życiowe przeszkody mało wiarygodne. Nie poczułam smutku w smutnych chwilach, nie uśmiechnęłam się, kiedy sprawy obierały przyjazny dla bohaterów tor. Nie udało mi się związać z żadną postacią na tyle, by dzielić z nią szczęście i nieszczęścia. Żałuję, gdyż w połączeniu z życiową mądrością płynącą ze słów zawartych w książce mogła okazać się niezapomnianą powieścią. Mam nadzieję, że dla wielu właśnie taka będzie.

Wybacz mi ma wywołać w czytelniku morze emocji. Rozbawić, wzruszyć i skłonić do refleksji. Nie odnalazłam w lekturze ani radości ani wzruszenia, nie mogę jednak odmówić jej wielu pouczających i dających do myślenia fragmentów. Gabriela Gargaś poprzez najnowszą powieść uczy życia, pokazuje, że każda kobieta ma prawo do szczęścia. Niezależnie od tego w jakim jest wieku, co robi i gdzie się znajduje, może, a nawet powinna walczyć o własne szczęście. Myślę, że każda z nas znajdzie w tej książce odrobinę siebie i chociaż jeden jej aspekt przyczyni się do głębokiej refleksji. To najmocniejsza strona książki i choćby przez wzgląd na nieprzesadzoną mądrość warto sięgnąć po tę lekturę.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Filia.

Gwiazdy nad Oktober Bend - Glenda Millard


Alice Nightingale wyobraża sobie, że unosi się w powietrze na skrzydłach splecionych ze słów i piór. O tym pisze wiersze, podczas gdy Manny James biega nocą, próbując uciec od bolesnych wspomnień z przeszłości. Pewnego razu spostrzega Alice na dachu jej domu nad rzeką, wyglądającą niczym galion na statku płynącym przez gwiazdy. W kieszeni ma wiersz, a jego słowa zna na pamięć. Jest pewny, że to tajemnicza dziewczyna z dachu go napisała.
Alice pragnie być taka, jak wszystkie nastolatki, mieć takie same szanse, jak inne dziewczyny. A gdy widzi biegającego chłopca, poznanie go staje się równie ważne, jak pisanie wierszy.
Piękna, przepełniona uczuciem historia o pokonywaniu trudności i traumy z przeszłości, a także o tym, jak od nowa żyć z zaufaniem i nadzieją.


Powieść poznajemy z dwóch perspektyw - jedną z nich prezentuje Alice. Trochę się przeraziłam kiedy otworzyłam książkę i zobaczyłam w jaki sposób została przedstawiona część należąca do niej. Zlewający się tekst, pozbawiony wielkich liter sprawił, że czytanie okazało się zwyczajnie ciężkie. Alice to dziewczynka z nabytym urazem mózgu. Na jej przypadłość składają się między innymi problemy z mową, ale fascynacja słowem sprawia, że dziewczyna pisze, wylewając na papier wszystko to, czego nie może powiedzieć na głos. Alice mieszka z babcią i bratem, a problemy jej rodziny nie kończą się na chorobie dziewczyny. Pewnego dnia poznaje Manny'ego - chłopca, który odpowiedzialny jest za drugie spojrzenie na historię. Manny zafascynowany dziewczyną siedzącą na dachu domu przy Oktober Bend postanawia dowiedzieć się o niej nieco więcej. Chłopak jest nieśmiały i zamknięty w sobie. Wydarzenia z przeszłości ukształtowały w nim nieufność ale Alice sprawia, że czuje się swobodnie. Sympatia do dziewczyny oraz więź jaka między nimi powstaje sprawiają, że mimo różnic, jakie dzielą tych dwoje, potrafią znaleźć wspólny mianownik, a z początkowego zafascynowania rodzi się pierwsza miłość.  

Dawno nie wymęczyłam się tak bardzo przy lekturze, którą bądź co bądź uważam za niezwykle wartościową i dobrą. Specyficzny styl powieści i sposób jej przedstawienia, chociaż ma swoje uzasadnienie, jest bardzo ciężki w odbiorze. Natomiast jeśli chodzi o fabułę - nie spodziewałam się tego, co otrzymałam. Sięgając po Gwiazdy nad Oktober Bend, a przy wyborze lektury kierując się jedynie opisem na tylnej okładce, tak naprawdę nie dostajemy konkretnych informacji na jej temat. Niemniej jednak bardzo podoba mi się fakt, iż książka okazała się tym, czym się okazała i niezmiernie cieszy mnie rosnąca popularność powieści traktujących o niepełnosprawnościach. Jednak wciąż nie jestem przekonana do sposobu ich przedstawiania i promowania takiej literatury w mediach. Popadanie w skrajności w przypadku mówienia czy pisania o osobach niepełnosprawnych jest, niestety, bardzo zauważalne, a Glenda Millard w Gwiazdach nad Oktober Bend zbliżyła się do obu granic - heroizowania głównej bohaterki i przedstawiania jej postaci jako kogoś godnego pożałowania i wymagającego współczucia. Szkoda. To tylko niewielki minus, który na dobrą sprawę nie każdy będzie w stanie zauważyć. Trzeba jednak zwrócić uwagę na mnogość przedstawionych w lekturze postaw społeczeństwa wobec ludzi z dysfunkcjami, czy też rodzin, których owa dysfunkcja dotyczy, i przyznać autorce dużego plusa za realistyczne ich przedstawienie. 

Gwiazdach nad Oktober Bend nie jest lekką i przyjemna historią, która sprawia, że czytelnik rozpływa się pod wpływem słodyczy i bezkresnej miłości. To przede wszystkim poważna, piękna i podnosząca na duchu powieść o tym, jak radzić sobie z przeszłością i jej następstwami, oraz jak pogodzić się z nimi i rozpocząć nowy rozdział w życiu. Opowieść o gorszych i lepszych chwilach składających się na codzienność. Obraz delikatnego, niewinnego i niezwykle uroczego uczucia budzącego się między dwójką młodych ludzi. Warta poznania i przemyślenia. Polecam!


Bardzo dziękuję za egzemplarz książki do recenzji!


Podsumowanie - sierpień 2016



Sierpień pod względem czytelniczym okazał się najlepszym z miesięcy wakacyjnych. Wydawało mi się, że na nic nie mam czasu, co notabene poskutkowało koszmarnie małą liczbą postów na blogu, W tym miesiącu dałam się ponieść szaleństwu promocji w Biedronce, gdzie kupiłam aż 11 książek. Poza tym trafiłam na dwie kolejne w świetnej promocji. W rezultacie 13 książek udało mi się kupić za niecałe 110zł :) Deal życia!


Przeczytałam:
  1. Alicja w krainie czarów - Lewis Carroll
  2. Błąd - Elle Kennedy
  3. Gwiazdy nad Oktober Bend - Glenda Millard
  4. Gniazdo Cynthia D'Aprix Sweeney
  5. Nocna tęczaClaire King
  6. Kamienie elfów Shannary - Terry Brooks
  7. Przez niego zginę - K.A Tucker
  8. Oddychaj mną - Abbi Glines
  9. Wybierz mnie - Abbi Glines
  10. Ocal mnie - Abbi Glines

Kupiłam:
  1. Pieśń - Alison Croggon
  2. Kruk - Alison Croggon
  3. W jednej osobie - John Irving
  4. Ostatni pasażer - Manel Loureiro
  5. Lewis Winter musi umrzeć - Malcolm Mackay
  6. Morderstwo w akademii - Martin Olczak
  7. Przepis na katastrofę - Tess Raferty
  8. Królewski wygnaniec - Fiona McIntosh
  9. Krew tyrana - Fiona McIntosh
  10. Gniew króla - Fiona McIntosh
  11. Dawca - Lois Lowry
  12. Dziunia - Anna Maria Nowakowska
  13. Jeśli zimową nocą podróżny - Italo Calvino

Otrzymałam:
  1. Gwiazdy nad Oktober Bend - Glenda Millard
  2. Gniazdo - Cynthia D'Aprix Sweeney
  3. Nocna tęcza - Claire King
  4. Ocal mnie - Abbi Glines
  5. Słodkie opętanie - J. Daniels
  6. Przez niego zginę - K.A Tucker
  7. Wybacz mi - Gabriela Gargaś 

Jestem zadowolona z ilości książek przeczytanych w sierpniu. Niestety nie mogę powiedzieć tego na temat pisania o nich. Muszę się poprawić, jednak z pewnością nie uda się to w obecnym miesiącu.  Wrzesień stoi pod znakiem remontu, i przeprowadzki - plus jest jeden - będę mogła pozwolić sobie na dwa kolejne regały! :)

 Jak wyglądał Wasz sierpień pod względem czytelniczym?