Franco - Kim Holden



Los Angeles. On nagrywa kolejną płytę z zespołem Rook, ona nadzoruje budowę, zaprojektowanego przez swój zespół, muzeum sztuki nowoczesnej. Nie spodziewają się, że odnajdą w sobie bratnie dusze. Szybko rozwijająca się przyjaźń przeradza się w krótki, choć intensywny romans. Nie mają zbyt wiele czasu - już niebawem oboje wracają do domów. O ile odległość nie zawsze musi oznaczać problem, tak ma dokładnie sprecyzowane plany na przyszłość mogą okazać się kłopotliwe. Gemma ma marzenie, a Franco bardzo chętnie pomoże w jego realizacji. Tylko czy to na pewno dobry pomysł?

Nie napisze zbyt wiele o fabule, bo jest tak bardzo skoncentrowana, że łatwo byłoby zdradzić coś, czego zdradzać nie powinnam. Mogę za to do woli pisać o wrażeniach i tak właśnie zrobię. Zarówno Franco jak i Gemma to niesamowicie ciepłe i urocze postacie. Główny bohater to chodzące dobro i kolejna postać wykreowana przez Holden, którą chciałoby się spotkać w realnym życiu. Słodkości Gemmy można by użyć do osłodzenia wszystkich cukierków świata... Świetnie zgrywają się jako para przyjaciół, przepychanki słowne i gierki jakie ze sobą prowadzą - tak - to coś co lubię. Na ogromny plus zasługuje duet Dekorujących Dupków, czyli Gus i Franco w roli dekoratorów wnętrz (♥). Ale to wszystko. 

Autorka znana jest z poruszania istotnych kwestii, o których raczej na co dzień się nie mówi. Tak też miało być tym razem, ale jakby coś nie wyszło... Historia jest przeciętna, trochę naciągana, trochę przerysowana. Wiąże się z pewnym faktem przedstawionym w poprzednich tomach. Można by pomyśleć, że to usprawiedliwienie dla doboru tematu, jednak mnie do końca przekonuje. Wyszło zbyt prosto, banalnie i mało wiarygodnie. 

Pokochałam postacie jakie wykreowała Kim Holden w Promyczku i Gusie, zatraciłam się w niezwykle ciepłym i optymistycznym klimacie jej powieści. Niecierpliwie wyczekiwałam kontynuacji losów bohaterów. Szczerze mówiąc, nawet nie obchodziło mnie kogo miałaby dotyczyć, ważne bym mogła jeszcze raz oderwać się od rzeczywistości i ponownie udać się do Grant, San Diego lub wyruszyć w trasę koncertową z członkami zespołu. Franco tylko połowicznie zaspokoił moje oczekiwania. Mam wrażenie, że jego historia, choć dla wielu piękna i wzruszająca, została spisana w pośpiechu, jakby na kolanie. Zabrakło mi rozwinięcia niektórych wątków, a zbyt wiele spraw zwyczajnie uproszczono. Uważam, że jedynym co uratowało kolejny tom Promyczka są bohaterowie i ich poczucie humoru - jak zwykle zadowalają w 100%.

Dwie poprzednie książki z serii były typowymi powieściami młodzieżowymi. Natomiast Franco zasłużył na miano powieści dla dorosłych. Ze względu na jego wiek historia nabrała pikanterii, a los postawił bohaterów w zupełnie innych sytuacjach. Z jednej strony – naprawdę fajnie, że autorka dostosowała fabułę do wieku bohaterów, z drugiej, patrząc na zachowaną ciągłość, nie do końca jestem przekonana, czy Franco okaże się stosowną książką dla młodszych czytelników. Przede wszystkim czy ta pikanteria nie będzie się zbyt pikantna... ale może to tylko moje bezpodstawne obawy. :)

Nie odradzam Wam lektury Franco. Myślę, że każdy powinien sprawdzić czy ta książka zaspakaja oczekiwania. Ja cieszę się, że została utrzymana w takim samym stylu i klimacie i to w zasadzie tyle. Spodziewałam się czegoś lepszego.  




Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia.