Trzy razy tak dla czytników! - Zatety posiadania czytnika.

26 października

Moja relacja z czytnikiem sięga 2015 roku, kiedy postanowiłam kupić go po raz pierwszy. To była skrajnie nieprzemyślana decyzja, ale wiedziałam, że jeśli w tej chwili nie będę go miała, to oszaleję. Macie tak czasami? Mnie się zdarza - ostatnio przy okazji kupowania szafki na buty... Kupiłam zatem czytnik, pierwszy lepszy, i przez całe dwa dni się z nim nie rozstawałam. Na pewno to znacie, ot, chwilowa fascynacja nową rzeczą. Po dwóch dniach odłożyłam go na półkę i tak przeleżał miesiąc. Aż w końcu stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie i odsprzedałam. 

Już byłam pewna, że nigdy więcej, że nie potrzebuję. Że to tylko zwykły gadżet, który sprawi, że ludzie nie będą brać do rąk papierowych książek, i że z pewnością przyczyni się do zagłady świata. :) No i przecież papier, to papier, nic go nie zastąpi! W tej chwili nie wyobrażam sobie, że mogłabym go nie mieć. I nie tylko ja chętnie z niego korzystam, przekonał się także mój chłopak. Dzięki temu czyta częściej i więcej niż wcześniej.

Mój wybór padł na Pocketbook Touch Lux 3 z trzech względów.
  1. Posiada duże fizyczne przyciski, które są bardzo wygodne, oraz możliwość podświetlenia ekranu - obie te funkcje bardzo poprawiają komfort czytania.
  2. Czytniki Pocketbook oferują dostęp do aplikacji Legimi.
  3. Znałam już ten model, dokładnie taki był mój pierwszy czytnik.
Tym razem decyzja była przemyślana. Przeanalizowałam za i przeciw. Za wygrało zdecydowaną większością. Ci z Was, którzy prowadzą blogi książkowe w pewnym momencie na pewno zastanawiali się nad kupnem czytnika. To znacznie ułatwia i przyspiesza pracę. 



Nie chciałabym Was na siłę przekonywać, że czytnik jest lepszy, niż książki papierowe, bo uważam, ze nie powinno się rozpatrywać kwestii posiadania/nie posiadania czytnika w ten sposób. Nigdy nie zrezygnuję z papierowych książek, ale uważam, ze wygodnie jest mieć czytnik. Przedstawię Wam 3 argumenty, które moim zdaniem przemawiają za posiadaniem go, po prostu.


Jest wygodny, lekki i zajmuje mało miejsca.

Nie raz zdarzyło mi się przerzucać z papierowej książki na jej wersję elektroniczną tylko dlatego, że niewygodnie trzymało mi się tę pierwszą w rękach, albo była zbyt ciężka. Jestem typem osoby, która uwielbia czytać w wannie i tam wolę zabrać ze sobą czytnik, dlatego że jest lżejszy. Jest mniejsze prawdopodobieństwo, że go upuszczę. Nie wyobrażam sobie podróży bez towarzystwa czytnika. W minione wakacje bardzo dużo (i długo) jeździłam. Pocketbook był ogromnym luksusem. Nie dość, że dzięki podświetleniu ekranu mogłam czytać nocą, to przez naprawdę długie godziny spędzone w pociągach mogłam do woli przebierać w książkach. W końcu czytnik zajmuje mało miejsca, a jest w stanie pomieścić tysiące tytułów. Pomyślcie tylko jak bardzo zmniejszają się ograniczenia, kiedy zapakujemy cały czytelniczy bagaż w to jedno niewielkie urządzenie.

Przyspiesza i ułatwia czytanie.

Nie do końca wiem dlaczego, ale znacznie szybciej kończę książki elektroniczne, niż papierowe. Może faktycznie wpływa na to czas zaoszczędzony przy przewracaniu stron? ;) Na pewno pomaga wielkość liter, którą możemy dostosować do swoich upodobań. Wiadomo - im drobniejszy druczek tym ciężej i wolniej się czyta. Ogromną zaletą Pocketbooka (nie wiem jak to jest z innymi czytnikami, ale przypuszczam, że każdy, niezależnie od firmy i modelu, który posiada łącze WiFi będzie miał taką funkcję) jest możliwość wyszukania nieznanego słowa w internecie. Wystarczy dłużej przytrzymać, kliknąć odpowiednią ikonkę i urządzenie samo przenosi nas do strony z wyjaśnieniem. To też idealne rozwiązanie dla osób, które chcą czytać po angielsku. Zagraniczne książki elektroniczne mają bardzo przystępne ceny. A jeśli posiadamy czytnik z wbudowanym słownikiem, to sprawa jest zupełnie prosta.

Nieograniczony dostęp do książek (no, prawie ;) .

A może powinnam napisać "błyskawiczny dostęp do książek". W końcu w momencie w którym kupujemy, otrzymujemy gotowy plik. Więc gdy o 2 w nocy zapragniecie sięgnąć po konkretny tytuł - po prostu możecie to zrobić. :) Jeśli książka już raz została wydana w formie elektronicznej, to nie powinno jej zabraknąć. W tej chwili prawie cała oferta wydawnicza ukazuje się w dwóch formach. Minusem może być cena - jest niewiele niższa od książek papierowych. Ale i z tym możemy sobie poradzić. Księgarnie proponują atrakcyjne promocje i ciekawe programy lojalnościowe. Powstają specjalne projekty, dzięki którym za niewielką kwotę możemy uzyskać dostęp do ebooków, i usługi subskrypcyjne, które odpłatnie dają dostęp do całej bazy danych pełnej książek. Jest też coś takiego jak Wolne Lektury. Jak sama nazwa wskazuje można tam znaleźć zupełnie darmowe ebooki.

Jest tylko jedna rzecz, którą traktuję jako minus.

Wyświetlacze w czytnikach są bardzo kruche, a ich wymianę wycenia się na równowartość nowego urządzenia. Miałam nieszczęście popsuć matrycę w swoim Pocketbooku. Wrzuciłam go do torebki bez etui. Musiał się zderzyć z kluczami. Tyle wystarczyło, by roztrzaskać matrycę. To uszkodzenie mechaniczne, a co za tym idzie nie podlega gwarancji. Wycena w punkcje serwisowym to 450zł, czyli niewiele mniej niż zakup nowego czytnika. Dlatego etui jest konieczne. Znacznie zmniejsza niebezpieczeństwo uszkodzenia.



Jaki jest Wasz stosunek do tych sprytnych urządzeń? Wydaje mi się, że uprzedzenia co do nich już trochę słabną. Macie swoje czytniki? Ja naprawdę bardzo przywiązałam się do mojego i z racji tego, na blogu od przyszłego czwartku zacznie pojawiać się ebookowa seria. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. :) 


Obsługiwane przez usługę Blogger.