Lato utkane z marzeń - Gabriela Gargaś

Na zdjęciu @kinga__em :)


W letnie dni mam ochotę na lekkie powieści. Mam ochotę się rozmarzyć, wzruszyć i pośmiać. Zaspokoić te ochoty miało Lato utkane z marzeń Gabrieli Gargaś. Udało się? ;)


W małym spokojnym miasteczku z daleka od turystycznego zgiełku, w Bieszczadach Wysokich Michalina prowadzi niewielki pensjonat, tam mieszka razem z młodszym bratem i wiedzie ustatkowane życie. Tylko od czasu do czasu zastanawia się, czy byłaby w stanie opuścić Bieszczady i w pełni oddać się związkowi z Adamem, dla którego odległość jest jednym z powodów by zakończyć ich znajomość... W najgorszym momencie w pensjonacie pojawia się Przemek, który może okazać się pomocny w podjęciu ostatecznej decyzji w sprawie Adama ;) Ludzie przyjeżdżają do Złotkowa by odpocząć, zresetować się przemyśleć wiele spraw. Pierwsze od niemal dwudziestu lat wakacje z matką spędza Amelia i jej dwie córki. Dla Amelii i Jadwigi to okazja do nadrobienia zaległości, ale może się okazać, że los przygotował dla kobiety pewną niespodziankę...


Tak mi sielsko i błogo kiedy czytam takie książki... Tym razem wzdycham do Bieszczad i do Złotkowa. Uwielbiam małomiasteczkowy klimat, wiejskie zakątki, tę swobodę, kontakt z naturą i chociaż mogę sobie tylko pomarzyć, pozachwycać się obrazami które serwuje mi wyobraźnia, to i tak jestem oczarowana. 

Do życia czasem potrzeba tylko marzeń.


W sielskich i iście letnich warunkach rozgrywa się akcja Lata utkanego z marzeń, którego głównymi bohaterkami są dwie kobiety. Kobiety silne, niezależne i tak jak każdy człowiek - pragnące prawdziwej miłości oraz dobra dla swojej rodziny. Niestety nie zawsze wszystko idzie po ich myśli a życie pisze scenariusze, których każda wolałyby uniknąć. Mimo złośliwego losu, który stawia na drodze zbyt wiele przeszkód, mimo złych decyzji i wielu zmarnowanych lat wciąż mają nadzieję, że w końcu będzie dobrze, że niczym nie będą musiały się martwić.

Autorka wykreowała przesympatycznych bohaterów. Takich, z którymi łatwo się utożsamić. Są realni, bardzo ludzcy i swojscy. Chce się o nich czytać i chciałoby się ich poznać.  Lato utkane z marzeń jest słodko-gorzką, wciągającą powieścią. Jest historią o drugich szansach oraz o tym, że nigdy nie jest za późno na szczęście. Pełna mądrych myśli, zabawnych fragmentów i luźnych przepychanek słownych. Taka lekka, taka przyjemna, taka grzejąca serducho. 

Lato utkane z marzeń jest kontynuacją Wieczór taki jak ten, ale bez problemu odnajdziecie się w fabule nie znając poprzedniego tomu. Autorka zadbała o to, by tak było. Zawarła w tekście wiele odniesień do przeszłości a także wyjaśnienia kwestii, które mogłyby być niejasne. Przy czym nie zdradziła zbyt wielu szczegółów, które prawdopodobnie zepsułyby przyjemność lektury poprzedniej książki. Jednak jestem więcej niż pewna, że zupełnie tak jak ja zapragniecie bliżej poznać bohaterów i sięgniecie po pierwszy tom. Właśnie zabieram się za Wieczór w taki jak ten i zupełnie ignoruję fakt, że mamy środek lata, a książka jest iście Świąteczna. Przecież do Bożego Narodzenia zostało niecałe pół roku, to już całkiem niewiele...

Świetnie sprawdzi się w leniwe letnie wieczory. Lato utkane z marzeń będzie doskonałym wyborem dla wszystkich, którzy szukają lekkiej i niezobowiązującej lektury, a przy tym dającej do myślenia, pocieszającej i rozgrzewającej serce, przepełnionej emocjami i czystym dobrem. Zaczytajcie się, polecam! :)



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.



Razem z wydawnictwem Czwarta Strona przygotowaliśmy dla Wam dwa egzemplarze książki. Możecie je zdobyć biorąc udział w konkursie. Regulamin znajdziecie tutaj, a szczegóły poniżej.




Zwycięskie komentarze:

Agnieszka Bartoszek 
Moje wymarzone lato to stary dom na odludziu, najlepiej w środku lasu, nieopodal jeziora. To codzinne śniadania na tarasie przy śpiewie ptaków, a w deszczowe dni przy dźwięku deszczu stukającego o parapet. To spacery przez las nad jezioro, w którym można się kąpać albo łowić ryby. I obserwowanie mojego psa, który boi się wody, ale ciekawość nie pozwala mu odejść od brzegu. To obiady przygotowywane całą rodziną, proste, nieśpieszne, takie, które smakują najlepiej. A po obiedzie czytanie w hamaku. Pod wieczór zabawa w podchody z córeczką. Wieczorem, kiedy już zaśnie, taras, wino i my dwoje. I jeszcze cykanie świerszczy. A ponieważ to wymarzone lato, nie gryzą nas komary. Na weekend przyjeżdżają bliscy znajomi. Siedzimy razem, jemy, śmiejemy się. O wiele za długo, żeby wstać rano. Ale to nic, dla odmiany dzieci przynoszą nam śniadanie do łóżek - sok i kanapki z twarożkiem posmarowane niewprawną rączką. Po jedzeniu wszyscy pieczemy ciasto z jabłkami...
A może by tak to lato przeciągnąć na zawsze?


Weronika “Verciiak” Nawrocka 
Wakacje, które zapamiętam do końca życia. Wraz z przyjaciółka planowałyśmy wybrać się nad morze. Były to nasze pierwsze samodzielne wakacje, więc wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Podróż odbyła się bezproblemowo, gdy już zobaczyłyśmy morze, uśmiech nam nie schodził z twarzy. Już pierwszego dnia wiedziałyśmy, że nie będziemy się tam nudzić. Spacerowałyśmy po promenadzie i właśnie wtedy Go zobaczyłam. Był gitarzystą małego zespołu, który właśnie dawał koncert w jednej z knajp. Od tego czasu codziennie tam byłam, obserwując jego widoczną miłość do muzyki. Nie łudziłam się, że może mnie kiedyś zauważyć, po prostu chciałam zawsze na niego patrzeć. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego na czyiś widok, jednak on rozbudzał we mnie emocje, o których sama nie miałam pojęcia. W przedostatni dzień naszych wakacji, tak jak codziennie poszłyśmy do knajpy, żeby ich posłuchać. W czasie przerwy poszłyśmy zamówić sobie drinka. Chciałyśmy poszukać dla siebie jakiś stolik , jednak gdy się odwracałam ktoś na mnie wpadł i wszystko rozlał. Nieźle się wtedy wkurzyłam, sprawca tego wszystkiego także. Jednak, gdy zobaczyłam kim on jest, cała złość nagle zniknęła. To był On. Nagle z pewnej siebie stałam się zagubioną dziewczyną i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Gdy mnie zobaczył, poszedł sobie bez słowa. Byłam w szoku, że mógł mnie tak olać i po prostu sobie pójść. Przerwa się kończyła, zespół już wchodził na scenę. Jednak zamiast wokalisty na środku stanął gitarzysta. Zapowiedział, że teraz on zaśpiewa piosenkę, dla kogoś kogo chciałby przeprosić. Stałam osłupiała i nie mogłam oderwać od niego wzroku, zwłaszcza, gdy zaczął śpiewać. Słowa piosenki jeszcze bardziej mnie zaskoczyły, ponieważ spodziewałam się słów przeprosinowych. A on śpiewał o miłości od pierwszego wejrzenia. Po piosence nadal nie mogłam się zmusić do choćby najmniejszego ruchu. To on podszedł do mnie, przeprosił jeszcze raz i spytał czy możemy zacząć od nowa. Nigdy wcześniej nie wierzyłam w miłość. A zwłaszcza w coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia. Jednak on udowodnił mi, że coś takiego naprawdę istnieje. Ta historia nie jest o przelotnym wakacyjnym romansie. Jest o prawdziwej miłości, która zdarza się tylko raz w życiu.


 

Gratuluję dziewczyny! :)

Disqs rozdzielił Wasze zgłoszenia na 2 - część przeczytacie otwierając stroną na komputerze, część na telefonie. Nie wiem skąd taki podział, ale przy podejmowaniu decyzji uwzględniłam każde zgłoszenie.

M.
Obsługiwane przez usługę Blogger.