TOP 3 serialowe guilty pleasure



Jestem uzależniona od seriali. Codziennie przeglądam Netflixa w poszukiwaniu czegoś nowego. Jestem naprawdę wybredna. Ale nie oznacza to, że oglądam tylko te najlepsze produkcje. Można powiedzieć, że jest wręcz odwrotnie. Mam na swoim koncie sporo tytułów, których powinnam się wstydzić. A te trzy stoją na ich czele.



Jane the Viring
Jeśli spróbowalibyście opowiedzieć o Jane the Virgin komukolwiek, kto nie miał do czynienia z tym serialem, na pewno pomyślałby, że oszaleliście. Tu nic nie trzyma się kupy. Już podstawowe informacje na temat fabuły są po prostu absurdalne. No dobra, o co w ogóle chodzi? Jak sugeruje tytuł, Jane jest dziewicą, ale ku zdumieniu bliskich, a nawet jej samej, okazuje się, że jest w ciąży... Fabuła kręci się wokół tego wydarzenia, ale nie skupia tylko na nim. Gdyby pozbierać wszystkie wątki w jedną kupę i wpakować je do wora, mielibyśmy naprawę ciężki pakunek. W skrócie: to amerykańska telenowela, która ma być parodią latynoskiej telenoweli. Zatem możecie spodziewać się miłości, zdrady, wątków kryminalnych i obyczajowych. Typowe serialowe guilty pleasure. Nie znajdziecie tu nic ambitnego. To raczej zlepek niedorzecznych wydarzeń i (nie)zaskakujących zbiegów okoliczności. A jednak wciąga i uzależnia. Chyba warto sprawdzić, czy to coś dla Was.
Oglądam Jane na Netflixie, a tam na tę chwilę dostępne są 3 z 4 sezonów.




Santa Clarita Diet
Tegoroczna produkcja Netflixa, która absolutnie podbiła moje serce. Po pierwsze przez obsadę – obłędnie przystojny Olyphant, i jedna z moich ulubionych aktorek w filmach komediowych, Barrymore, tworzą naprawdę świetny duet. Przyjemnie się na nich patrzy. Po drugie przez nietypową fabułę. Co my tu mamy? Sheila i Joel wiodą spokojne życie w Santa Clarita. Do czasu, aż Sheila zamienia swoją dietę na taką, którą preferują głównie... zombie. Codzienność Hammondów zmienia się diametralnie. Próbują poradzić sobie z nowym stylem życia i jednocześnie znaleźć jego przyczynę. Pomagają im w tym nastoletnia córka i jej dziwaczny kolega. Brzmi intrygująco, czy odstraszająco? :) Dla mnie zdecydowanie to pierwsze! Przede wszystkim jest zabawnie, momentami trochę obrzydliwie, ale w granicach, które jestem w stanie znieść. Pierwszy sezon to tylko 5 godzin oglądania, odcinki trwają około 30 minut. Zatem pochłania się go dosłownie na raz. Kolejne guilty pleasure na mojej liście. Nie mogę się dociekać kontynuacji.




You Me Her 
Nigdy nie czułam się tak bardzo winna oglądania jakiegokolwiek serialu, jak wtedy, kiedy włączałam kolejne odcinki You Me Her. Tematem przewodnim jest poliamoria, a to zdarza się naprawdę rzadko. Myślę o wprowadzaniu jej do filmów, a nie o samym zjawisku. Pomyślałam, że poza dodaniem czegoś nowego do mojego serialowego światka, spędzę czas przy czymś zabawnym i ciekawym. Trochę się przeliczyłam. Emma i Jack decydują się wpuścić do swojego łóżka Izzy. Dziewczyna ma być ich słodką tajemnicą. Okazuje się, że trzyosobowy związek może być naprawdę skomplikowany. Od samego początku wyczuwałam w zachowaniu bohaterów You Me Her pewną dozę niepewności, która przelewała się na mnie. Nawet w momencie w którym to piszę, czuję dokładnie to samo, co towarzyszyło mi podczas oglądania. Coś jakby rozdrażnienie, niepokój. Coś ściska mi gardło, przechodzą ciarki i cieszę się z mojego monogamicznego, bezpiecznego związku. Nie wiem czy guilty pleasure  jest dobrym określeniem dla serialu, który w sumie nie sprawia przyjemności, a mimo tego nie można przestać go oglądać. Jeśli nie, to jakie określenie będzie tu pasowało? Macie pomysły?
2 sezony, 10 odcinków, każdy trwa około 30 minut. Poświęciłam więc 10 godzin mojego życia i jestem pewna, że gdy wyjdzie 3 sezon, to będę kontynuować. 


Jestem ciekawa, czy znacie któryś z nich i czy tak jak ja wsiąknęliscie na dobre. Dajcie znać! :)
Zostawcie też własne tytuły, może uda nam się coś od siebie podpatrzeć.


Dance, Sing, Love. Miłosny Układ - Layla Wheldon




Pasją Livii jest taniec. Dziewczyna od dziecka trenuje, próbuje swoich sił w różnych stylach i radzi sobie świetnie, co potwierdzić może jej przynależność do Black Diamonds - grupy tanecznej towarzyszącej największym gwiazdom podczas występów na scenie. Przed Livią i jej kolegami wyprawa do Europy. Tam towarzyszyć będą Jamesowi Sheridanowi, najpopularniejszemu muzykowi ostatnich czasów, w trasie koncertowej. Sheridan to apodyktyczny, wyniosły dupek, dla którego liczy się tylko czubek własnego nosa. Coś jednak sprawia, że na jego widok Livii szybciej bije serce. Jest jeden problem - James jest zakochany w swojej byłej dziewczynie i wydaje się nie być zainteresowany żadną tancerką z zespołu.

Brzmi trochę jak opis fanfiction, prawda? Tak właśnie czułam zaczynając czytać Miłosny układ. Poszperałam trochę, ale nie znalazłam potwierdzenia moich przypuszczeń, więc to chyba zasługa klimatu gwiazdorskiego światka. A jak można się spodziewać, jest on mocno wyczuwalny.  Dzięki swojej pasji Livia staje się jego częścią. Autorka zdecydowała się wyciągnąć bohaterów poza salę prób, scenę koncertową i pokoje hotelowe. Wypady w miasto w wykonaniu Jamesa i Livii okazały się całkiem zabawne - musicie bowiem wiedzieć, że artysta korzystał wtedy z przebrania rudego nerda. :) Traktuję to z przymrużeniem oka. Sam strój jest absurdalny, a wiarygodność takiej sytuacji raczej minimalna. Niemniej jednak, dzięki tym spacerom trasa po europie nabrała trochę turystycznej atmosfery. To pozytywne zaskoczenie. Jeśli chodzi o wątki poboczne, nadające powieści tego czegoś, Miłosny układ może pochwalić się są naprawdę ciekawym tłem dla głównych wydarzeń. Tytuł sugeruje dużo tańca, muzyki i miłości, i dokładnie to można znaleźć na kartach powieści. Z naciskiem na miłość, ale nie przyćmiewa ona pozostałych wątków. Uczucie rodzące się miedzy bohaterami jest ciężkie do zdefiniowania. Z jednej strony wcale się nie lubią, z drugiej, mimo różnicom jakie ich dzielą, ciągnie ich do siebie. Ta relacja od początku miała być surowa, polegająca jedynie na namiętnym seksie. Żadnych zobowiązań, żadnych obietnic. Czy taki związek jest w ogóle możliwy? 

Miłosny układ to romans numer 1 na wattpadzie. Ta informacja jest o tyle istotna, że pozwala zorientować się w kwestii tego, co mniej- więcej znajdziemy w książce. Wattpad rządzi się swoimi prawami. Publikowanie kolejnych fragmentów historii w Internecie, z zachowaniem krótszych, lub dłuższych odstępów czasu, niejako zmusza do przypominania czytelnikom o tym, co działo się wcześniej.  O ile rozumiem konieczność takiego zabiegu na platformach dla młodych autorów, tak zupełnie nie toleruję w książkach, które często czyta się na raz. Męczyłam się, kiedy po raz kolejny musiałam brnąć przez przemyślenia głównej bohaterki, za każdym razem brzmiące dokładnie tak samo... Skoro już przy męczeniu się mowa, jest jeszcze jedna rzecz, uprzykrzająca mi odrobinę lekturę - alkohol. Nie jestem abstynentką, i nie uważam, by picie piwa czy whisky (te trunki upodobała sobie Livia) było czymś złym, ale istnieje magiczne słowo: umiar. Tego Livii brakuje. Autorce natomiast zabrakło trochę wyobraźni, podczas pisania alkoholowych scen. Ilość wypitych puszek piwa i butelek whisky jest abstrakcyjna i przerażająca, tak samo jak częstotliwość użycia słowa "kac".

Dance, Sing, Love. Miłosny układ wciąga, wzbudza mnóstwo, często sprzecznych, emocji i rozpala zmysły. Powieść utrzymana jest stylu fanfiction, choć wcale nim nie jest, tematyką przypomina trochę filmowe Step Up. Bardzo lekka i zabawna. Skusicie się na to taneczne słodko gorzkie love stroy?  To dobry wybór na ostatnie dni wakacji. 
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio.



Mam dla Was egzemplarz Dance, Sing, Love. Miłosny Układ, a żeby go zdobyć musicie spełnić tylko 2 warunki. :)


1. Zgłosić swój udział w komentarzu.
2. Być obserwatorem tego bloga.


Proste prawda? :)
Zwycięzce wylosuję spośród zgłoszeń już w środę (23.08.)!


Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia! :)

Angielka - Katherine Webb



Joan od zawsze interesowała się Arabią. Fascynację rozbudził w niej ojciec, czytając Baśnie Tysiąca i jednej nocy. Młoda pani archeolog ma okazję wybrać się w podróż marzeń, i nadzieję na zbadanie fortu Jarbit. Zabiera ze sobą narzeczonego i rusza w drogę. W czasie pobytu w Maskat spotyka swoją idolkę Maudey Vickery - pierwszą kobietę, która przemierzyła pustynię. Starsza kobieta pogardliwie podchodzi do planów Joan. Strofuje ją i w pewnym stopniu miesza jej marzenia z błotem. Gdy dziewczyna traci nadzieję na realizacje swoich planów, dostaje kuszącą propozycję, która diametralnie wpłynie na jej życie.

Dużo podróżuję tego lata. Tym razem wybrałam się do pogrążonego w stanie wojny Omanu. Historia krajów arabskich nigdy nie interesowała mnie na tyle, by się w nią bezpośrednio zagłębiać. Może dlatego samo tło powieści, jakim jest wojna o Al-Dżabal al-Achdar okazało się dla mnie tak interesujące i emocjonujące. Autorka świetnie oddała niebezpieczny klimat miejsca i czasu. Osadzenie w nim akcji nadaje książce niepokojącego klimatu. Wzmaga go przygoda, którą przeżywa Joan. I jeszcze bardziej potęguje aura tajemniczości związana z historią Maudey Vickery.

Joan i Maude są doskonałym przykładem na to jak miejsca, podejmowane decyzje i przeżyte przygody zmieniają ludzi. Przemiana bohaterek następuje niespiesznie, ale jest widoczna i naprawdę fascynująca. Muszę przyznać, że po pierwszych dwóch rozdziałach, byłam przerażona i pewna, że ta książka będzie dla mnie istną męczarnią ze względu na główne bohaterki. Ani jedna, ani druga nie przypadła mi do gustu. Joan odebrałam jako rozkapryszoną i niezwykle dziecinną, Maude natomiast - wyniosłą i zgorzkniałą. Obecną postawę starszej pani wyjaśnia przedstawiona przez autorkę retrospekcja (ciekawa, wciągająca i odgrywająca kluczową rolę część całej historii), która ciągnie się od 1890 roku i ma swój finał w . Irytujący charakterek Joan nadal pozostaje dla mnie zagadką. Niestety nawet przemiana jaką przechodzi kobieta nie jest w stanie go przyćmić. Nie można jednak odmówić jej odwagi i determinacji. Mimo wszystko to naprawdę ciekawa postać. Obie kobiety są silne i wbrew wszystkiemu sięgają po swoje marzenia. 

Katherine Webb za pomocą słów przenosi w miejsca o których pisze i przelewa emocje towarzyszące bohaterom na czytelnika. Zatem zagłębiając się w Angielce można poczuć parzące promienie słońca na skórze, podziwiać gwieździste niebo nad pustynią. I chociaż nigdy tam nie byłam, mam wrażenie jakbym wraz z zamknięciem książki wróciła z przepełnionej przygodami wyprawy po upalnej pustyni. Pozostaje mi tylko otrzeć pot z czoła i z niemałym żalem wrócić do rzeczywistości. Już nawet macham ręką na przewidywalność Angielki. Tak bardzo podoba mi się styl Webb, że nawet najbardziej oczywiste domknięcia wątków jestem w stanie jej wybaczyć.

Angielka to niebanalna i porywająca przygoda, romans i intryga w jednym. Książka dla kobiet w każdym wieku. Warto mieć ją przeczytać a później postawić na swojej domowej biblioteczce.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Droga do ciebie - J.P. Monninger + rozdanie





Heather lubi mieć wszystko dokładnie zaplanowane. Jej podróż po Europie właśnie taka ma być. Trzy przyjaciółki, dokładna lista miast, które chcą zwiedzić i wyliczony czas, co do jednego dnia, który ma wystarczyć na zrealizowanie ich planów. Żadnego miejsca na błędy, żadnych niezaplanowanych wydarzeń. Nie zaplanowała, że spotka przystojnego i fascynującego Jacka, który wywróci jej świat do góry nogami. Jack też podróżuje z notatnikiem, ale jest to zupełnie innego rodzaju notatnik. Ten wypełniony jest wspomnieniami dziadka a mężczyzna podąża jego śladami. Paryż, Kraków, Praga, Berlin, dacie się zabrać we wspólną podróż?

Zawsze marzyłam o szalonym Euro Tripie. Nadal o nim marzę, bo do tej pory nie mogłam sobie na niego pozwolić. Ba! Nadal nie mogę i przyznam szczerze, że ilość spraw do załatwienia w ramach organizacji takiej wycieczki wydaje się być przytłaczająca, no i chyba trochę się boję. ;) Prawdopodobnie dlatego odebrałam bohaterów książki jako niezwykle odważnych. Zwłaszcza Heather, która w swoim ekskluzywnym notesie zaplanowała nie tylko wycieczkę ale też przyszłość... a w końcu zdecydowała się rzucić nim w kąt i trochę zaszaleć. Muszę przyznać, że ciężko mi było przyzwyczaić się do charakterów Heather i Jacka w pierwszych rozdziałach. Obawiałam się, że będą przemądrzali i zwyczajnie nie do zniesienia, na szczęście było zupełnie odwrotnie.  Rzadko trafiam na tak sympatycznych i mądrych bohaterów, dlatego spotkanie z tymi wykreowanymi przez Monningera było dla mnie niezwykłą przyjemnością. 

Droga do ciebie faktycznie przedstawia motyw podróży. Jest mocno rozwinięty, i na całe szczęście, nie stanowi tylko tła dla historii miłosnej, ale ściśle się z nią wiąże. Bohaterowie zwiedzają europejskie miasta bawiąc się do upadłego, podziwiając zabytki i odnajdując niezwykłe miejsca, tworząc tym samym własną mapę wartych ponownego odwiedzenia zakątków każdego z nich. Przeżywają niezapomnianą przygodę i najpiękniejsze wakacje życia. Tworzą piękne wspomnienia. 

Mocno wierzyłam, że autor wyjdzie poza wyraźnie już wydeptaną ścieżkę, i do tak pięknie opowiedzianej historii doda niekonwencjonalną formę. Niestety, schemat jest doskonale znany. Nieprawdą byłoby stwierdzenie, że to się nie sprawdza, bo jest zupełnie odwrotnie. Ale czekałam na jeszcze jeden dowód na wyjątkowość tej powieści. Szkoda, że go zabrakło.

Niemniej jednak, uważam że Droga do ciebie jest bardzo dobrym i wartym poznania tytułem. To jedna z niewielu książek romantycznych jakie ostatnio czytałam, która nie jest do przesady słodka i poza historią miłosną niesie za sobą coś więcej. Zmusiła mnie do refleksji, zatrzymania się na chwilę i przeanalizowania ostatnich wyborów i najbliższych planów. Sprawiła, że jeszcze bardziej zapragnęłam ruszyć tyłek z kanapy i wybrać się w podróż życia. No i jest chyba jedyną tak inteligentnie, a zarazem prosto i przystępnie napisaną powieścią z jaką miałam ostatnio do czynienia. To dojrzała i piękna historia przyjaźni, miłości i porywającej podróży. Często zabawna, czasem wzruszająca, na pewno romantyczna i zapadająca w pamięć.  Jeśli macie ochotę trochę się odchamić i naprawdę dobrze bawić, jeśli oczekujecie książki, która was wzruszy i poruszy, to nie zwlekajcie tylko sięgnijcie po Drogę do ciebie
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.





Mam dla Was egzemplarz Drogi do ciebie, a żeby go zdobyć musicie spełnić tylko 2 warunki. :)


1. W komentarzu zostawić krótki opis trasy Waszego wymarzonego Euro Tripu. Od 3 do 7 miejsc, które chcielibyście zobaczyć. :) Wystarczy, że je wymienicie, ale jeśli ktoś pokusi się o rozwinięcie to też będzie ok.
2. Być obserwatorem tego bloga.


Proste prawda? :)
Zwycięzce wylosuję spośród zgłoszeń 04.08. :)





Moja Lady Jane - Cynthia Hand, Brodi Ashton, Jodi Meadows + rozdanie



Król Edward ma 16 lat i jest umierający. Lista rzeczy, których nigdy nie doświadczy jest naprawdę długa, a na jej szczycie znajduje się pocałunek z dziewczyną. Skoro do pocałunku nigdy nie doszło, to możecie być pewni, że król nie pozostawi po sobie dziedzica. A na tronie zasiąść ktoś przecież musi. Wbrew własnym przekonaniom (kto to słyszał, kobieta na tronie?!), i za namową lorda Dudleya, przewodniczącego Tajnej Rady, podpisuje dokument, według którego jego miejsce zajmie przyszły potomek Lady Jane Grey, a gdyby przed śmiercią Edwarda nie zdążyła go spłodzić, ona sama. Jednocześnie zgadza się na ślub kuzynki z zupełnie obcym mężczyzną, który na domiar złego jest e∂ianem i całe dnie spędza pod postacią... konia. Jane jeszcze o tym nie wie. Ale przejęcie korony i nietypowa przypadłość jej przyszłego męża to najmniejsze problemy z jakimi będzie musiała się zmierzyć. 

Moja Lady Jane jest swoistą zabawą historią Anglii pod rządami Tudorów i kompletnie absurdalną fikcją literacką. Autorki sztywno trzymają się kolejności panowania władców, ale mocno ingerują w losy niektórych z nich. Samo wprowadzenie e∂ianinów (ludzi potrafiących przemienić się w zwierzęta) do fabuły, jest niesamowitym nagięciem rzeczywistości. Musicie jednak wiedzieć, że nie wszyscy ludzie posiadają taką umiejętność. Różnorodność gatunkowa prowadzi to do rozmaitych konfliktów, a co za tym idzie e∂ianie często ukrywają swoją prawdziwą naturę. Poza zaskakującymi fantastycznymi faktami możecie spodziewać się intryg, nieczystych gier i zawziętej walki o tron. Poznacie też smak prawdziwej przyjaźni, oddania i miłości. 

Nie miałam żadnego problemu z wciągnięciem się w fabułę. Już sam pomysł na ingerowanie w prawdziwą historię był dla mnie na tyle ciekawy, by jak najszybciej dowiedzieć się co dokładnie wymyśliły autorki. Nieustannie miałam wrażenie, jakbym czytała parodię jakiegoś powszechnie znanego i popularnego utworu. Szybko odnalazłam w głowie film Wampiry i Świry parodiujący Zmierzch. Może porównanie nie jest zbyt trafne, bo Moja Lady Jane z pewnością nie miała być prześmiewczym obrazem rządów w  szesnastowiecznej Anglii, jednak jej absurdalny i humorystyczny charakter zrobił swoje. Książka ma uchodzić za prześmieszną, jak dumnie głosi informacja na rewersie, i ja naprawdę spodziewałam się niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Liczyłam na przezabawne wydarzenia i żarty, które zapamiętam na długo po przewróceniu ostatniej kartki. I chociaż w trakcie lektury faktycznie uśmiechałam się pod nosem, to w tej chwili nie jestem w stanie jasno stwierdzić dlaczego. "Końskie żarty" (a tych jest tu najwięcej) szybko przestały mnie bawić tak jak na początku. Nie zmienia to jednak faktu, że już sam pomysł na wprowadzenie magii i e∂ianów w traktowaną przez większość znanych mi ludzi Historię to sam w sobie śmieszny, odważny i i niezwykle szalony pomysł. Autorki bardzo fajnie poradziły sobie z tym poradziły. 

Moja Lady Jane jest dobrą książką. Ciekawą, wciągającą i oferującą coś zupełnie nowego. Idealną na lato lekką historią dla wszystkich. Chociaż myślę, że ma większą szansę trafić do młodzieży (tej młodszej i tej starszej) niżeli do dorosłych czytelników. Niemniej jednak warto sprawdzić, czy to coś dla Was :) 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN.




Mam dla Was egzemplarz Mojej Lady Jane, a żeby go zdobyć musicie spełnić tylko 2 warunki. :)

1. W komentarzu zostawić odpowiedź na pytanie: Gdybym był/a e∂ianinem, w jakie zwierzę bym się zamieniał/a?
2. Być obserwatorem tego bloga.

Proste prawda? :)
Zwycięzce wylosuję spośród zgłoszeń już w czwartek (27.07.)!

Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia! :)


A jeśli chcecie kupić ksiażkę i nie martwić się, czy to Wam trafi się darmowy egzemplarz, to kupcie ją tutaj <<klik>>. Dzieki temu będziecie mogli wziąć udział w zupełnie innym konkursie i wygrać 3 dniowy wyjazd do Zamku w Mosznej dla 2 osób! Wszystkie szczególy znajdziecie tutaj <<klik>>.


Wyniki losowania:



Skaza - Zbigniew Zborowski



Rodzinne pamiątki kojarzą mi się z czymś przyjemnym, wywołującym nostalgię i uśmiech na twarzy. Dla rodziny Kochańskich nie wiążą się one z miłymi wspomnieniami - pewien przekazywany z pokolenia na pokolenie notes od lat zaburza ich spokój.  

Autor poprowadził fabułę Skazy dwoma torami (a nawet czterema, jeśli by się uprzeć - pozostańmy jednak przy dwóch, uwarunkowanych podziałem czasowym). Z jednej strony współczesna Warszawa i dochodzenie w sprawie zabójstwa młodej pracownicy Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, Zofii Pogody. To morderstwo stawia na nogi całą Komendę Stołeczną. Funkcjonariusze chcą jak najszybciej zamknąć sprawę, ale szybko okazuje się, że ma ona drugie, a nawet i trzecie dno. Jednym z przydzielonych do zadania jest podkomisarz Konecki, który pół roku temu wrócił do pracy, po ciężkim okresie w życiu. Mężczyzna ma szansę pokazać kolegom i przełożonym, że dochodzi do siebie i jest w stanie pracować na równi z nimi. Niestety, przykre wspomnienia nadal zakłócają mu jasność myślenia, a poza tym ktoś ewidentnie mąci i próbuje utrudnić śledztwo. Z drugiej - ciągnąca się od 1934 roku retrospekcja, i swego rodzaju burzliwa historia rodzinna, zapoczątkowana przez niejakiego Bola Kochańskiego, asystenta w Katedrze Fizyki Eksperymentalnej na Lwowskim Uniwersytecie i pewien dziennik.

Retrospekcje, w których podążamy śladem rodziny Kochańskich początkowo są trudne do ogarnięcia.  Ciężko jest połapać się w coraz to nowych pokoleniach, ich dokładnych powiązaniach i zrozumieć, jaki konkretnie mają wpływ na bieżące wydarzenia w Warszawie. A gdy już się to uda, są one tak samo, a może nawet bardziej intrygujące. Bohaterowie retrospekcji to niezwykle silne charaktery. Strzegą swojego dziedzictwa, choć nie do końca wiedzą, z czym mają do czynienia. Mały, niepozorny notes, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Niosący cierpienie i śmierć w rodzinie Kochańskich, to skaza na ich historii. Dlaczego jest taki ważny, pożądany i co właściwie zawiera? Tego dowiecie się sięgając po książkę. :)

Po pierwszych kilku rozdziałach byłam przerażona i pewna, że Skaza nie trafi w mój gust. Fizyka (w absolutnie każdym wydaniu), która straszyła już z pierwszych stron to zdecydowanie nie moja bajka. Postanowiłam nie rezygnować, dać jej szansę ze względu na ciekawie zapowiadające się śledztwo (które notabene z małego, urosło do kolosalnych rozmiarów, a w końcu przerodziło się w emocjonującą sensację!). Nawet nie wiecie, jakie było moje zaskoczenie, kiedy to ta, w mojej ocenie, gorzej zapowiadająca się część książki, spodobała mi się bardziej. Z zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów, którzy przemierzali kraje arabskie uczestnicząc w wojnach, spędzając lata w niewoli, uciekając przed śmiertelnym niebezpieczeństwem. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak Zbigniew Zborowski ostatecznie połączył ze sobą losy Kochańskich i policjantów z Komendy Stołecznej, i z tak skrajnie różnych kulturowo i czasowo części książki, stworzył trzymającą się logicznej kupy, naprawdę spójną całość.
Wracając do pierwszej myśli - chociaż o fizyce jądrowej/kwantowej/eksperymentalnej mówi się sporo, to, całe szczęście, są to tylko powierzchowne informacje. Nie trzeba martwić się niezrozumiałymi pojęciami, skomplikowanymi wzorami i im podobnym, groźnie brzmiącym sprawom - chyba, że jesteście fanami takiej tematyki, to przykro mi, ale nie tym razem i nie w tej książce. 

Co mnie denerwowało? Praca funkcjonariuszy policji, a przede wszystkim podkomisarza Koneckiego, ich nieumiejętność dedukcji i zwyczajne partactwo. Przypuszczam, że autor celowo zastosował taki zabieg, by trochę namieszać czytelnikom w głowach, a może właśnie po to, by zdenerwować i doprowadzić ich do pacnięcia się kilka razy książką w głowę? Mnie w każdym razie do tego doprowadził. Oczywistość niektórych sytuacji aż raziła w oczy, a główny bohater, jak zamroczony, nie był w stanie tej banalności zauważyć, mało tego!, dochodził do absurdalnych wniosków. A w końcu sama kreacja Koneckiego - kolejny doświadczony przez życie podkomisarz (ugh!). To chyba najbardziej oklepany motyw w książkach kryminalnych.

Na szczęście ten jeden szczegół nie jest w stanie zmienić mojego zdania o Skazie, a uważam, że to bardzo dobra książka i jestem pewna, że chcecie ją przeczytać! Bo jeżeli porywający kryminał połączony z nietypową historią rodzinną, odrobiną sensacji, i w końcu tajemnicą dziennika, pamiątki rodzinnej, nie jest w stanie Was przekonać, to ja już nie wiem, co jest! :) Premiera 2go sierpnia. 


Lokatorka - JP Delaney




Mieszkanie przy Folgate Street 1 jest niezwykłe. To nowoczesne, przerażająco minimalistyczne, w pełni skomputeryzowane miejsce, w którym wykorzystane zostały najnowsze technologie. Jest nie tylko chlubą właściciela, ale także chętnie podziwianym przez ludzi z zewnątrz dziełem architektonicznym. Nie każdy może w nim zamieszkać. Właściciel przygotował specjalny test psychologiczny, dzięki któremu wybiera odpowiednich kandydatów. Poza tym umowa najmu zawiera długą listę zakazów i nakazów obowiązujących w mieszkaniu. 

Jedną z lokatorek była Emma, która trafiła do niego poszukiwaniu bezpiecznego miejsca. Wydawało się idealne. Po pierwsze by rozpocząć nowy rozdział, po drugie, by wreszcie przestać się bać. Wraz z mieszkaniem do życia kobiety wkroczył właściciel - Edward Monkford. Ich romans  był intensywny, choć krótki. Pewnego dnia Emma została znaleziona martwa u podnóża schodów mieszkania przy Folgate Street 1.

Nowa lokatorka - Jane - nie tylko wyglądem przypomina Emmę. Tak samo jak ona pragnie zacząć nowe życie. Łączy je jeszcze jedno - zainteresowanie Edwarda Monkforda. Jednak Jane wydaje się być czujniejsza. Ciekawa historii poprzedniej lokatorki odkrywa tajemnice, których właściciele woleliby by nigdy nie wyszły na jaw. Kobieta dochodzi do wniosku, że i jej życie może okazać się zagrożone.

Dwa czynniki przesądziły o tym, że chcę przeczytać Lokatorkę:
  1. uwielbiam thrillery psychologiczne;
  2. bardzo zainteresował mnie motyw mieszkania.
Jako, że jestem fanką numer 1 programów w stylu HGTV, nie mogłam darować sobie Lokatorki. Opis sugerował, że mieszkanie stanie się głównym tłem historii, a także jednym z jej ważniejszych wątków. Muszę jednak przyznać, że obawiałam się potraktowania motywu domu po macoszemu. Wszyscy doskonale wiemy, jak często opisy mijają się z tym, co ostatecznie otrzymujemy... Na szczęście nie tym razem. 

Już od pierwszych stron czułam, że to będzie wyjątkowa książka. Moją uwagę przykuło wykorzystanie pytań z testu przy rozpoczynaniu kolejnych części książki. Tworzyły one coś w rodzaju zapowiedzi i subtelnego nakierowania na co zwrócić uwagę, jakich zachowań i wydarzeń można się spodziewać. A dzięki temu, że Lokatorka podzielona została na dwie przeplatające się ze sobą części - z przeszłości i teraźniejszości - można poznać historię obecnej i byłej mieszkanki domu, zajrzeć w głąb ich umysłów i przeanalizować postępowanie każdej z nich. Nie sposób nie porównywać obu postaci. Szybko okazuje się, że nie tylko wygląd, adres i kochanek łączy kobiety. Opowiadają o wydarzeniach, które wyglądają niemal identycznie zarówno u Emmy jak i Jane. Zupełnie jakby ktoś zaplanował scenariusz i odtwarzał go punkt po punkcie w życiu każdej z nich. Ta powtarzalność szybko staje się podejrzana. Historia Emmy kończy się tragicznie i wszystko wskazuje na to, że Jane podzieli jej los. 

Autor oddał naszej analizie tylko garstkę bohaterów, dlatego wytypowanie najbardziej podejrzanego z nich, okazało się całkiem proste, mimo że odkrycie prawdziwej osobowości każdej z postaci do łatwych nie należało. Dzięki złożonym i doskonale dopracowanym charakterom powstali niezwykle realistyczni bohaterowie. A ci porządnie namieszali w fabule. Poza sprawą śmierci jednej z głównych bohaterek otrzymaliśmy mnóstwo wątków pobocznych, które obnażyły niewygodne fakty i skrywane sekrety. Poza tym mniejszy lub większy sposób pozwoliły dowiedzieć się czegoś więcej o bohaterach. Nie każdy jest tym, na kogo wygląda.

I w końcu docieramy do punkt kulminacyjnego - spodziewałam się po nim czegoś lepszego. Bardzo szybko zorientowałam się co się święci, dlatego rozwiązanie zagadki śmierci Emmy nie było to dla mnie w żadnym stopniu zaskakujące. To chyba jedyna rzecz, która mnie zawiodła. Po książce ogłoszonej thrillerem roku w USA i UK i tak wielu pozytywnym opiniom spodziewałam się wbijającego w fotel zakończenia, a otrzymałam ot, takie... zupełnie oczywiste i przeciętne. 

Nie zmienia to jednak faktu, że Lokatorka to kawał dobrego thrillera psychologicznego! Po prostu mnie jako absolutnego freaka zakończeniowego ciężko zaspokoić. ;) Poza tym całość wywarła na mnie naprawdę świetne wrażenie, dlatego polecam Wam sięgnięcie po ten tytuł. Myślę, że się nie zawiedziecie.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.


Franco - Kim Holden



Los Angeles. On nagrywa kolejną płytę z zespołem Rook, ona nadzoruje budowę, zaprojektowanego przez swój zespół, muzeum sztuki nowoczesnej. Nie spodziewają się, że odnajdą w sobie bratnie dusze. Szybko rozwijająca się przyjaźń przeradza się w krótki, choć intensywny romans. Nie mają zbyt wiele czasu - już niebawem oboje wracają do domów. O ile odległość nie zawsze musi oznaczać problem, tak ma dokładnie sprecyzowane plany na przyszłość mogą okazać się kłopotliwe. Gemma ma marzenie, a Franco bardzo chętnie pomoże w jego realizacji. Tylko czy to na pewno dobry pomysł?

Nie napisze zbyt wiele o fabule, bo jest tak bardzo skoncentrowana, że łatwo byłoby zdradzić coś, czego zdradzać nie powinnam. Mogę za to do woli pisać o wrażeniach i tak właśnie zrobię. Zarówno Franco jak i Gemma to niesamowicie ciepłe i urocze postacie. Główny bohater to chodzące dobro i kolejna postać wykreowana przez Holden, którą chciałoby się spotkać w realnym życiu. Słodkości Gemmy można by użyć do osłodzenia wszystkich cukierków świata... Świetnie zgrywają się jako para przyjaciół, przepychanki słowne i gierki jakie ze sobą prowadzą - tak - to coś co lubię. Na ogromny plus zasługuje duet Dekorujących Dupków, czyli Gus i Franco w roli dekoratorów wnętrz (♥). Ale to wszystko. 

Autorka znana jest z poruszania istotnych kwestii, o których raczej na co dzień się nie mówi. Tak też miało być tym razem, ale jakby coś nie wyszło... Historia jest przeciętna, trochę naciągana, trochę przerysowana. Wiąże się z pewnym faktem przedstawionym w poprzednich tomach. Można by pomyśleć, że to usprawiedliwienie dla doboru tematu, jednak mnie do końca przekonuje. Wyszło zbyt prosto, banalnie i mało wiarygodnie. 

Pokochałam postacie jakie wykreowała Kim Holden w Promyczku i Gusie, zatraciłam się w niezwykle ciepłym i optymistycznym klimacie jej powieści. Niecierpliwie wyczekiwałam kontynuacji losów bohaterów. Szczerze mówiąc, nawet nie obchodziło mnie kogo miałaby dotyczyć, ważne bym mogła jeszcze raz oderwać się od rzeczywistości i ponownie udać się do Grant, San Diego lub wyruszyć w trasę koncertową z członkami zespołu. Franco tylko połowicznie zaspokoił moje oczekiwania. Mam wrażenie, że jego historia, choć dla wielu piękna i wzruszająca, została spisana w pośpiechu, jakby na kolanie. Zabrakło mi rozwinięcia niektórych wątków, a zbyt wiele spraw zwyczajnie uproszczono. Uważam, że jedynym co uratowało kolejny tom Promyczka są bohaterowie i ich poczucie humoru - jak zwykle zadowalają w 100%.

Dwie poprzednie książki z serii były typowymi powieściami młodzieżowymi. Natomiast Franco zasłużył na miano powieści dla dorosłych. Ze względu na jego wiek historia nabrała pikanterii, a los postawił bohaterów w zupełnie innych sytuacjach. Z jednej strony – naprawdę fajnie, że autorka dostosowała fabułę do wieku bohaterów, z drugiej, patrząc na zachowaną ciągłość, nie do końca jestem przekonana, czy Franco okaże się stosowną książką dla młodszych czytelników. Przede wszystkim czy ta pikanteria nie będzie się zbyt pikantna... ale może to tylko moje bezpodstawne obawy. :)

Nie odradzam Wam lektury Franco. Myślę, że każdy powinien sprawdzić czy ta książka zaspakaja oczekiwania. Ja cieszę się, że została utrzymana w takim samym stylu i klimacie i to w zasadzie tyle. Spodziewałam się czegoś lepszego.  




Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia.

Zapisane w wodzie - Paula Hawkins



Libbi Seeton, Lauren Slater, Katie Whittaker, Danielle Abbot i wiele, wiele więcej kobiet pochłoniętych przez rzekę w tym samym miejscu. W Topielisku - idyllicznym zakątku w jej zakolu, idealnym miejscu na skok do ciemnej i gęstej wody. O pierwszej z kobiet od lat krążą legendy. Druga pozostawiła po sobie niesmak nieustannie podsycany przez krążące w mieście plotki. Dwa ostatnie przypadki samobójstw wydają się być z sobą mocno powiązane, dlatego śledczy przyglądają się ich okolicznościom bardzo dokładnie... Jednak mieszkańcy Beckford potrafią dobrze ukrywać swoje tajemnice i bezustannie zwodzą funkcjonariuszy. Do czego doprowadzi śledztwo? Czy wszystkie tajemnice zostaną odkryte?

Małomiasteczkowy klimat, różnorodni bohaterowie i ich mroczne sekrety, a w końcu niezapomniana historia Topieliska i kobiet, które postanowiły zakończyć w nim swoje życie. 

Wiedziałam, że nie będzie to lekka i przyjemna poczytajka. Sięgnęłam po Zapisane w wodzie właśnie ze względu na zwyczajne przesycenie takimi lekturami. Liczyłam na mocną i zaskakującą książkę. Ani trochę się nie zawiodłam. Paula Hawkins trzyma czytelnika w nieustannym napięciu. Wydarzenia przedstawia dynamicznie (co wcale nie oznacza, ze akcja również taka jest! Tu płynie raczej niespiesznie, można by rzec, że w ogóle jej nie ma) więc gdy w pewnych momentach zaczynałam czuć znużenie, autorka zrzucała na mnie bombę, a potem kolejną i kolejną. Niepokojącą atmosferę potęgują mrożące krew w żyłach retrospekcje. Rzucają jasne światło na niektóre wydarzenia, a część z nich jeszcze bardziej komplikują.  I choć są powiązane z głównym wątkiem, tworzą jakby odrębną historię. Serwowanie coraz to nowych faktów podsyca ciekawość, a gdy kilkukrotnie udało mi się złożyć w logiczną całość porozsypywane informacje, kilka stron później wszystkie teorie zostawały brutalnie zdeptane. 

A to przez udzielenie głosu niemal wszystkim zainteresowanym. Taki zabieg wprowadza w niemałą konsternację. Zwłaszcza, że postacie przedstawiają zupełnie inne wersje wydarzeń. Sposób wypowiedzi i zachowań nieustannie wzbudza podejrzenia i nieufność. Nic nie jest pewne, ciężko odróżnić kłamstwo od prawdy, a prawdę powiązać ze sprawą, bo tak naprawdę nie sposób przewidzieć zakończenia, które serwuje nam autorka. Nie przesadzę kiedy powiem, że każdy z bohaterów, chociaż na chwilę, znalazł się na mojej liście najbardziej podejrzanych. 

Bardzo spodobał mi się pomysł podzielenia fabuły na wszystkich bohaterów. Można dzięki temu poznać wydarzenia z wielu perspektyw, ale przede wszystkim zagłębić się w psychikę każdej postaci. Ułatwia to ciekawa forma. Znajduje się tu bowiem narracja pierwszoosobowa, trzecioosobowa i moja ulubiona - coś na kształt monologu kierowanego do zmarłej siostry. Zdaję sobie sprawę, że taki podział nie wszystkim przypadnie do gustu. Jest chaotyczny i na początku faktycznie ciężko się do niego przyzwyczaić. Jednak mnie czytało się świetnie.

Pierwsze spotkanie z autorką okazało się pozytywnym zaskoczeniem. Jestem pod ogromnym wrażeniem! Nie spodziewałam się, że ten tytuł tak bardzo mi się spodoba. Jeśli szukacie nieoczywistej i zaskakującej książki, to z czystym sumieniem polecam Wam Zapisane w wodzie. Mnie odczarowała z niechęci do czytania, spowodowanej nieustanną i nudną schematycznością.



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.