Wiatrodziej - Susan Dennard | bez spojlerów



Tytułowym bohaterem jest Merik, którego mieliśmy okazję poznać w poprzednim tomie. Zastajemy chłopaka w podobnej sytuacji jak bohaterki Prawdodziejki - ma poważne kłopoty! Jego statek został zaatakowany przez skrytobójcę, a on sam ledwo wychodzi z tego cało. Książę Nuberevny domyśla się, że to siostra mogła mieć interes w jego śmierci i postanawia ukryć przed nią fakt, że przeżył, a jednocześnie pokrzyżować dziewczynie szansę na objęcie tronu. Nad Czaroziemie napłynęły czarne chmury. Wojna to już fakt. Jest okrutna i brutalna, bezlitośnie zbiera swoje żniwa. Tymczasem przewrotny los rozłączył drogi Safi i Iseult. Ale przyjaciółki nawet w pojedynkę potrafią wpakować się w poważne tarapaty. Przekonajcie się jakie, czytając Wiatrodzieja, koniecznie!

Miałam możliwość sięgnięcia po Wiatrodzieja od razu po przeczytaniu pierwszego tomu. Ramy czasowe między obiema częściami przesunięte są tylko o dwa tygodnie, dlatego miałam wrażenie, jakbym czytała cały czas tę samą książkę. Jestem pewna, że niewielki przeskok w czasie ułatwi wdrożenie się w fabułę. Jest jednak mały haczyk. Jeszcze bardziej zagmatwana i ciągle rozwijająca historia może okazać się problematyczna dla osób, u których przerwa między obiema książkami była dłuższa. Można się pogubić.

Nie chciałabym zagłębiać się w fabułę, by przez przypadek nie zdradzić Wam istotnych szczegółów powieści. Dlatego skupię się na ogólnikach i zachwytach, bo - wow! - tu się dopiero dzieje! 

Tym razem akcja przedstawiana jest z perspektywy czterech bohaterów. Choć to na Maiku skupia się większa część ksiażki, to pozostałym postaciom, które poznaliśmy i polubiliśmy w pierwszym tomie, zostało poświęcone niewiele mniej uwagi. Otrzymujemy także wielu nowych bohaterów, kolejnych czarodziejów i ich nieznane nam dotąd moce. Dzięki przyswojonym już w Prawdodziejce regułom rządzącym wykreowanym przez Susan Dennard światem, z przyjemnością można chłonąć nowe informacje i delektować się nimi. Autorka mocno rozwija kwestie polityczne. Ma w tym swój udział tocząca się w Czaroziemiach wojna. Jednak opisów jest mniej, mniej jest też relacji między bohaterami - nie oznacza to natomiast, że nie ma ich wcale. Nieśmiało rozwijają się wątki miłosne, które na przekór temu, co pisałam wcześniej, bardzo mnie ucieszyły. Niemniej jednak główną rolę w książce odgrywa akcja. I kiedy przy okazji pisania o pierwszym tomie serii mówiłam, że gna, a czasu na pierdoły brak, to nie zastanawiałam się jak wytłumaczę to, co dzieje się w Wiatrodzieju.  Ale tego chyba nie da się wytłumaczyć, trzeba przekonać się na własnej skórze. Wydarzenia występują jedno po drugim, nieprzerwanie zaskakując i podsycając napięcie. Nie ma czasu na przerwę, akcja jest dynamiczna, zaskakująca a przede wszystkim niesamowicie wciągająca. Nawet nie wiem kiedy przewróciłam ostatnią stronę i z rozpaczą zakończyłam tę emocjonującą lekturę. Chcę więcej, marzę o powrocie do Czaroziemi!

Dalszy ciąg losów Safi i Iseult oraz Merika gwarantuje emocjonującą przygodę już od pierwszej strony, a moment na wytchnienie następuje dopiero skończeniu lektury. Kolejna dawka magii, intryg oraz zaskakujących i brutalnych wydarzeń. Jednak żeby zagłębić się tę książkę trzeba pamiętać, że jest ona drugim tomem serii, więc bez Prawdodziejki historia jest zupełnie niekompletna. Jeśli jeszcze nie znacie - to zdecydowanie nadróbcie;) Tymczasem polecam Wiatrodzieja, jeszcze lepszego od swojej poprzedniczki!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN.


Prawdodziejka - Susan Dennard



Na terenach Czaroziemi panuje pozorny pokój. Jednak sytuacja w Imperiach jest bardzo dynamiczna. Władcy już przygotowują swoich żołnierzy do walki. Nieustannie wpadające w kłopoty więziosiostry - czyli siostry z wyboru - Safi i Iselut, jeszcze nie zdają sobie sprawy jak dużą rolę odegrają w ich politycznej grze. Moc Safi jest potężna i bardzo rzadko spotykana, a co za tym idzie każdy władca chciałby mieć ją u swego boku, by móc wykorzystywać prawdodziejstwo do własnych celów. Dlatego dziewczyna ukrywa swoje umiejętności przed światem. Iselut natomiast, jest Więzodziejką, a to oznacza, że potrafi rozpoznać aurę każdego człowieka, ale to tylko część jej zdolności- bohaterka sama do końca nie wie jak potężną mocą włada.

Już na pierwszej stronie mamy okazję przekonać się, że ciągłe tarapaty w przypadku więziosióstr to nie żart. Bohaterki wpadły w nie lada kłopoty, a to dopiero początek powieści. Dziewczyny muszą uciekać, bo po piętach depcze im krwiodziej, który poprzez zapach krwi potrafi wytropić i określić rodzaj magii jakim włada każdy człowiek. Tu akcja goni akcję - dosłownie! Wciąż coś się dzieje, a to oznacza, że przed nimi jeszcze wiele przygód. To właśnie przygoda i akcja wiodą prym w "Prawdodziejce". Mało jest miejsca na emocje i obszerną analizę sytuacji. Bohaterowie mają ręce pełne roboty i nie zawracają sobie głowy niepotrzebnymi sprawami. Doskonale wykreowane postaci więziosióstr, które razem tworzą duet nie do przebicia szybko wzbudzają sympatię. Dziewczyny są pewne siebie i zawzięte. Zrobią dla siebie wszystko - łącząca je lojalność nie zna granic. To typowe badass! Ich obraz nie został na siłę wyidealizowany, co czyni je bardziej przystępnymi. Przyjaciółki pragną przestać się ukrywać, oczekują spokoju i prawdziwego domu, a niefortunnie trafiają w samo centrum konfliktów między imperiami Czaroiemi. Coraz to nowe intrygi napędzają bieg wydarzeń nie pozwalając im spokojnie odetchnąć. Ale skoro już o Czaroziemiach mowa...

Ze światem przedstawionym w książce trzeba się oswoić. Jest skomplikowany i nie wszystko zostało dobrze wyjaśnione. To trochę jak, jakby ktoś wywiózł Was wgłąb lasu i zostawił samym sobie. Z biegiem fabuły wiele spraw staje się jasnych, jednak wrzucenie czytelnika do nowego świata w sam środek akcji, może okazać się zniechęcające i przytłaczające. Ciężko spamiętać wszystkich czarodziejów i ich umiejętności, chociaż są one ściśle związane z nazwami: ogniodzieje władają ogniem, wiatrodzieje - wiatrem, wododzieje, analogicznie, wodą. Schemat jest logiczny, ale słowa stworzone przez autorkę, choć z początku mogą jeszcze bardziej komplikować wkręcenie się w ten świat, z czasem nabierają sensu i stają się nieodłącznym elementem całości. Nie zmienia to jednak faktu, że funkcjonowanie świata oraz polityczne zawiłości po części pozostają pod znakiem zapytania.

Poza ciężkim początkiem w Prawdodziejce nie ma nic, do czego mogłabym się przyczepić. Jestem zachwycona faktem, że autorka postanowiła stworzyć coś zupełnie innego. Książka nie wpasowuje się w żaden schemat, przez co jest absolutnie wyjątkowa. Nie uświadczycie tu modnego
od dłuższego już czas trójkąta miłosnego (nie wiem czy już kiedyś o tym wspominałam, ale to jeden z powodów, przez które przestałam tak chętnie sięgać po fantastykę dla młodzieży), tak naprawdę nie znajdziecie tu nawet porządnego wątku miłosnego! Susan Dennard skupia się na przyjaźni
i tę relację możemy obserwować przez całą fabułę. Autorka ma dar do opisywania rzeczy i nie wierzę, że to napiszę, ale żałuję, że nie zdecydowała się na obszerniejsze opisy - mogłabym je czytać bez końca.

Prawdodziejka nie jest idealna, ale przez swoją oryginalność bardzo wyjątkowa. To pozycja dla tych, którzy w fantastykach młodzieżowych szukają czegoś nowego i idealny przykład na to, że nie wszystko musi być takie samo, by mogło się podobać! Książka funduje czytelnikowi mnóstwo emocji, ogrom magii, świetnych bohaterów i nie zwalniającą akcję. Informacji do przyswojenia jest dużo, ale warto spróbować, bo kiedy już uda się wciągnąć w ten świat, to nie sposób o nim zapomnieć, a ręce same wyciągają się w stronę kolejnego tomu. Polecam!


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN.



Wyścig śmierci - Maggie Stiefvater



Na wyspie Thisby rok rocznie odbywa się Wyścig Skorpiona, którego stawką jest życie lub śmierć. Jest on ściśle związany z wydarzeniami które mają miejsce w okolicy, gdy nastaje późna jesień. Bowiem w tym czasie ze wzburzonych wód morza zaczynają wynurzać się eich uisce - potężne konie morskie. To na nich najwięksi śmiałkowie, lub zwykli głupcy żądni sławy startują w wyścigu. Wierzchowce są niebezpieczne, łakną ludzkiej krwi. Jej zapach rozbudza mordercze żądze, a szum wody przywołuje do powrotu w morską otchłań. Jedni drżą w obawie o własne życie, inni zachwycają się tymi niezwykłymi stworzeniami. 

Katie Pukc Cannolly należy do pierwszej grupy - jej obawy są mocno uzasadnione. Jednak decyduje się na udział w zawodach. To może być jedyna szansa na ocalenie rodzinnego domu i zapewnienie braciom godnego życia. Katie jest pierwszą dziewczyną, która podjęła próbę uczestnictwa w Wyścigu. Jej kandydatura budzi wiele kontrowersji wśród zawodników, są gotowi zrobić wiele, by pokrzyżować jej plany. Legendy głoszą, że kobieta na plaży przynosi pecha... Sean Kendrick natomiast podziwia niebezpieczne wierzchowce, jest jedyną osobą na wyspie, która w pewnym stopniu potrafi okiełznać każdą bestię, a jednocześnie najmocniejszym zawodnikiem w Wyścigu Skorpiona. Ma na swoim koncie cztery zwycięstwa i nie planuje odstąpić tytułu najlepszego jeźdźca, zwłaszcza w tym roku, kiedy stawka jest znacznie większa niż dotychczas.

Muszę się do czegoś przyznać. Nie należę do fanów powieści Maggie Stiefvater. Serię o Wilkołakach z Mercy Falls porzuciłam tak szybko, jak zaczęłam i przez jej pryzmat z góry oceniałam inne książki autorki. Wyścig śmierci miałam okazję już trzymać w łapkach, ale z jakiegoś powodu przerwałam lekturę bardzo szybko. Teraz wiem, że to był błąd i żałuję takiej decyzji, a jednocześnie cieszę się, że miałam okazję sięgnąć po ten tytuł raz jeszcze.

Powieść pozytywnie zaskoczyła mnie pod względem dopracowania szczegółów. Autorka skupiła się na stworzeniu wiarygodnego obrazu niebezpiecznych koni morskich, tradycji towarzyszącym przygotowaniom do zawodów i zasadom jakimi się rządzą. Tytuł jak i opis książki mogą dawać nadzieję na pełną akcji, brutalności i krwi historię (w końcu to wyścig śmierci!). Dlatego jej faktyczna zawartość dla niektórych może okazać się rozczarowaniem. Akcja wcale nie pędzi tak szybko - wręcz przeciwnie, sunie powolnie, od czasu do czasu zaskakując krwawą sceną. Przy tej okazji warto wspomnieć o mentalności mieszkańców Thisby i panującej wśród nich znieczulicy. To co przerażające dla czytelnika, zdaje się nie mieć wpływu na społeczeństwo. Drugą sprawą jest sam Wyścig. W trakcie lektury można się wiele o nim dowiedzieć, jednak na samo wydarzenie trzeba czekać aż do ostatnich stron. Wyczekane zawody przynoszą ogrom emocji i bez dwóch zdań warto dotrwać do tego momentu.

Wyścig Śmierci łączy w sobie motyw legend z powieścią obyczajową. Zwykła codzienność mieszkańców Thisby świetnie kontrastuje z niezwykłością morskich wierzchowców. Świetnie wykreowani bohaterowie i wzajemne relacje między nimi sprawiają, że książkę czyta się z zaciekawieniem związanym nie tylko z tytułowym wyścigiem, ale też zwykłym zainteresowaniem ich losami. Prowadzący przez książkę niespieszny bieg zdarzeń, który zazwyczaj okazuje się mocno drażniący, tym razem okazuje się budować napięcie i stwarzać klimat. Powieść Maggie Stiefvater była dla mnie niczym powiew świeżości wśród książek, które ostatnio czytałam. Wciągająca i oryginalna - zdecydowanie godna polecenia.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu YA!.


Co przyniesie wieczność - Jennifer L.Armentrout



Jaka jest szansa, że dwoje niegdyś bliskich sobie osób, spotka się po latach rozłąki w miejscu, którego żadne z nich nie brałoby pod uwagę? Niewielka, prawda? A jednak Mallory i Rider wpadają na siebie zupełnie niespodziewanie na zajęciach z komunikacji. To chyba najbardziej absurdalne miejsce na ponowne spotkanie, bowiem dziewczyna rzadko się odzywa. Słowa przynoszą jej niemal fizyczny ból, strach który czuje przed wypowiedzeniem choćby jednego zdania jest paraliżujący. A poza tym Rider nie spodziewał się zobaczyć Mallory jeszcze kiedykolwiek... Ponowne spotkanie rozbudzi wspomnienia i rozpali gorące uczucia. Ani ona, ani on nigdy nie zapomnieli co ich łączyło.  Obiecali sobie wieczność, która została im brutalnie odebrana. Czy to szansa, by ją odzyskać?

Jennifer L.Armentrout zagrzała sobie cieplutkie miejsce w moim serduszku dzięki serii Lux, którą uwielbiam. Byłam ciekawa jak autorka poradzi sobie w powieści nie mającej nic wspólnego z fantastyką. Muszę przyznać, że nieco się przestraszyłam, gdy w Co przyniesie wieczność wyczułam podobieństwo do Hopeless C. Hoover.  Rama okalająca Hopeless niemal idealnie pasowała do najnowszej książki L.Armentrout, a ja zupełnie nie wiedziałam, czy się cieszyć, czy martwić. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że mimo podobieństw i ogromnej sympatii do powieści Hoover, notabene pierwszej jaką miałam okazję czytać, Co przyniesie wieczność podobało mi się bardziej, a zbieżności, chociaż na pierwszy rzut oka bardzo widoczne, z czasem nieco się zacierają.

Jednym z wątków jest rozkwitające uczucie i to ono wiedzie prym, jeśli chodzi o fabułę. Jest niezwykle urocze i słodkie, a z drugiej strony dojrzałe i pewne. Bardzo przyjemnie czyta się o relacji łączącej bohaterów. Miłość rodząca się między nimi rządzi się własnymi prawami. Rozwija się w sposób naturalny, adekwatny do sytuacji. Rider i Mallory zostali ukształtowani przez wspólną przeszłość. To z czym musieli się zmagać przez całe życie wpłynęło na nich w różny sposób. Jednak obydwoje odczuli skutki, nawet jeśli jedno z nich nie chciało się do tego przyznać... chociażby przed sobą. To co możemy przeczytać o dzieciństwie bohaterów przeraża i wzbudza wiele negatywnych emocji. Są to wydarzenia, o których wolałoby się nie słuchać, jednak wpływają one mocno na kreację postaci i naprawdę czuć, że miały miejsce - co uważam za ważną rzecz, bo napisać o traumatycznej przeszłości i zostawić tę informację samą sobie, a umiejętnie wpleść ją w losy bohaterów i stworzyć psychologiczny obraz osoby, która w takim a nie innym środowisku się wychowywała, to dwie różne rzeczy. Autorka poradziła sobie z tym doskonale, a jednocześnie potrafiła zachować umiar i świetnie wymierzyć granicę między całkiem realistyczną, a naciąganą i przesadzoną powieścią. Szkoda tylko, że nie udało jej się powstrzymać przeciągania fabuły do granic możliwości. Chociaż uważam książkę za wartościową i naprawdę dobrą, to jednocześnie jestem zdania, że powinna zostać solidnie skrócona.

Co przyniesie wieczność to nie tylko dramatyczna przeszłość i na nowo rozbudzona miłość. To także najlepsi przyjaciele, a wraz z nimi kilka worków dobrego humoru. To ponowne budowanie własnej wartości, a zarazem lekcja, jak ważna jest ona w życiu.  Niezapomniane wyznania, proste słowa, które często znaczą o wiele więcej niż te wyszukane. A poza tym bolesne straty, błędne decyzje - własne i innych, które wpływają znacząco na przyszłość, i w końcu hektolitry wylanych łez. Książka przekazuje wartości, o które obecnie coraz ciężej. Walka o drugą osobę, niczym niezbita lojalność - czy ktoś jeszcze wie co to znaczy? 

Książka wzbudziła we mnie mnóstwo emocji. Od rozbawienia przez bezbrzeżny smutek, aż po piękne i szczere uczucie. Dokładnie tego szukam w romansach. Chyba nie muszę już dodawać, że Co przyniesie wieczność, jest książką wartą uwagi? Naprawdę polecam, nie tylko fanom gatunku, czy tym, którzy ciekawi są podobieństw do powieści Hoover. Wszystkim, bo takie książki warto czytać - trochę dla relaksu, trochę dla wzruszeń, a trochę dla duszy. 


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia.


Co ciekawego w maju?


Cześć! Maj już się rozpoczął, a razem z nim pojawiają się małe zmiany na Maw reads. :)
 Będzie mnie więcej - w końcu - i postaram się wprowadzić kilka nowych formatów. Na pierwszy ogień Co ciekawego w...?  - czyli moja wersja zapowiedzi wydawniczych - takich, które zainteresowały mnie najbardziej, które najchętniej, spośród mnóstwa innych, widziałabym na swoim regale.
Zapraszam do przeglądania, może i Wy coś wyłapiecie? :)




Czereśnie zawsze muszą być dwie - Magdalena Witkiewicz

Zosia Krasnopolska otrzymuje w spadku od pani Stefanii zrujnowaną willę w Rudzie Pabianickiej. Rudera okazuje się domem z duszą uwięzioną w dalekiej przeszłości. Stary dom otoczony sadem – niegdyś bardzo piękny – kryje sekrety swoich mieszkańców. Zosia powoli zgłębia jego tajemnice. Kiedy na jej drodze pojawi się Szymon, odkryje najważniejszy sekret: dowie się, czym są prawdziwa przyjaźń oraz miłość. Zrozumie, że tak jak drzewa czereśni muszą rosnąć obok siebie, by wydać owoce, tak ludzie muszą się kochać, by ich wspólna droga przez życie miała sens. Powieść o przeszłości zaklętej w każdym dniu i o darach, które otrzymujemy od losu, jeśli patrzymy także sercem…


Tysiąc pocałunków - Tillie Cole

Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia? Serce Rune’a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak, gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo.


Franco - Kim Holden

Franco Genovese jest perkusistą w światowej sławy amerykańskim zespole Rook. Chłopak ma wszystko. Zabójczy uśmiech, tatuaże, talent, ostry dowcip. A przy tym wszystkim serce ze złota. Wiedzie dobre, stabilne, nieskomplikowane życie. Jednak wieczór spędzony w niepozornym barze w Los Angeles wszystko to zmienia. Do jego świata wkracza Gemma Hendricks. Pochodząca z północnej Anglii, odnosząca sukcesy młoda pani architekt. Właścicielka uroczego uśmiechu, ciętego języka i nad wyraz ufnego serca. Natychmiast coś ich do siebie przyciąga. Gemma i Franco z miejsca się zaprzyjaźniają. Ich znajomość nie potrwa długo, ponieważ kiedy za kilka dni wrócą do domów, rozdzielą ich tysiące kilometrów. A może coś się zmieni? Gemma ma pewne bliskie sercu marzenie. Gdy Franco postanowi pomóc dziewczynie w spełnieniu go, wszystko może wywrócić się do góry nogami. Czy ich przyjaźń będzie miała szansę przerodzić się w miłość? A może wszystko pójdzie w zapomnienie?


Confess - Coleen Hoover

Niewypowiedziane pragnienia, bolesna przeszłość i głęboko skrywane grzechy są dla Owena największą inspiracją. Utalentowany malarz kolekcjonuje anonimowe wyznania i przenosi je na płótno, zamieniając słowa w obrazy, w których ukrywa też własne tajemnice. Auburn pojawia się w jego galerii akurat wtedy, gdy Owen szuka asystentki. Dziewczyna od kilku lat walczy o odzyskanie normalnego życia i desperacko potrzebuje pieniędzy. Zakochanie się w przystojnym malarzu nie jest częścią jej planu, ale przekorne przeznaczenie stawia na swoim. Wydaje się, że Owen jest dla niej szansą na znalezienie ukojenia i wsparcia, a ona dla niego natchnieniem i nowym kolorem w autoportrecie. Wzajemne uczucie dodaje życiu barw, jednak tajemnice zaczynają tworzyć rysy na ich związku. Auburn odkrywa, że przeszłość ukochanego może odebrać jej to, co dla niej najważniejsze. Głos serca podpowiada jednak, że miłość wymaga największych poświęceń. Wszystkie wyznania, które przeczytacie w tej powieści, są prawdziwe.




Zimowy monarcha - Bernard Cornwell

Gdy król Brytanii Uther żegna się z życiem, państwo ogarnia anarchia i nastaje niebezpieczny czas wewnętrznych podziałów. Armie saskie szykują się do najazdu na pogrążającą się w chaosie Brytanię. Tylko Artur może powstrzymać saksońską furię i zapobiec upadkowi kraju. Jego dłoń dzierży wyjątkowy miecz – Excalibur, dar od czarownika Merlina, ale jego waleczne serce przepełnia miłość do Ginewry piękniejszej od wszystkich kwiatów. Czy przeznaczeniem Artura będzie zwycięstwo?




Wszystkie twoje marzenia - Agata Czykierda-Grabowska

Kiedy Kamil poznaje Maję, ta planuje właśnie wrzucenie swojego starego opla do Wisły. Pełna energii i mająca ogromny apetyt na życie dziewczyna od początku fascynuje przystojnego studenta, ale też od razu wyraźnie stawia granicę: Obiecaj mi, że się nigdy we mnie nie zakochasz. Początkowo Kamil nie widzi w tym nic złego. Dopiero przeprowadził się do Warszawy, zaczął studia. Mogą być kumplami z akademika. Albo przyjaciółmi. Albo friends with benefits… Ale czy taka relacja jest w ogóle możliwa? Skoro są tylko przyjaciółmi, to dlaczego Kamil ma ochotę rozszarpać każdego faceta, który zbliży się do Mai? I jaka tajemnica nie pozwala Mai na planowanie przyszłości?




Zdrowe lody. 75 łatwych przepisów - Christine Chitnis

To ponad 75 przepisów na wszystkie rodzaje lodów – na patyku, rożki, jogurtowe, sorbety, kremowe, granity. Pełna gama mrożonych, zdrowych deserów, które nie tuczą! Łatwe, tanie przepisy bez użycia maszynki do lodów. To najlepszy i najsmaczniejszy sposób, w jaki możesz dostarczyć Twojemu dziecku naturalne witaminy!



Cisza - Erling Kagge

Ta książka to refleksje na temat ciszy. Są to rozważania w dużej mierze oparte na osobistych przeżyciach i doświadczeniach z wypraw (samotnych) w odległe zakątki świata. Autor zadaje trzy zasadnicze pytania: Czym jest cisza? Gdzie ją odnaleźć? Dlaczego w obecnych czasach jest ważniejsza niż kiedykolwiek dotąd? I udziela na nie 33 odpowiedzi w 33 krótkich rozdziałach. W każdym ze wspomnianych rozdziałów zawarta jest jakaś ciekawa myśl na temat ciszy w dzisiejszym świecie; autor zastanawia się, jakie znaczenie ma właściwie cisza w obecnej rzeczywistości, wypełnionej sztucznym hałasem, gdy (niemal) wszyscy zagłuszają się telewizją, radiem, tak zwaną muzyką, nieustannie „zatopieni” w Internecie i smartfonach. Przenikliwie pisze o ciszy na zewnątrz i wewnątrz nas, o jej znaczeniu, o tym, że tylko ona umożliwia autorefleksję, że bez niej tracimy wiele okazji do poznania siebie, nie dostrzegamy, co w życiu ważne; z kolei im bardziej wyciszeni mamy okazję się stać, tym więcej rzeczywiście słyszymy, odrzucając informatyczny „zgiełk”.



Lirogon - Cecelia Ahern

W południowo-zachodniej Irlandii, w dziewiczej okolicy, głęboko w lesie mieszka samotna młoda kobieta, Laura. Jest obdarzona niespotykanym talentem. Niezwykły dar polega na umiejętności naśladowania rozmaitych dźwięków. Za sprawą zaskakującego zbiegu okoliczności, Laura staje się telewizyjną celebrytką. Czy wielka miłość, która równocześnie pojawiła się w jej życiu, uchroni ją przed pułapkami i niebezpieczeństwami czyhającymi w bezwzględnym świecie? „Lirogon” to przemyślana, głęboko poruszająca historia miłosna. Historia dzikiego serca, które bije w każdym z nas.



Jesteś moją obsesją - Fredrico Moccia

Spokojne i dostatnie życie Giovanniego – trzydziestoletniego pisarza – kończy się, gdy przez portal internetowy kontaktuje się z nim Ona. Nie zna nawet jej imienia, jednak ona zdaje się wiedzieć o nim wszystko. Czat z tą tajemniczą kobietą, początkowo niewinny, z upływem dni przekształca się w intrygującą wirtualną znajomość, by w końcu przerodzić się w prawdziwą obsesję.
Decyzje Giovanniego będą miały wpływ nie tylko na niego, ale również na jego żonę i dwuletnią córkę. Gdy rozsądek walczy z fascynacją, nikt nie może być pewien rozwoju wypadków.



Tysiąc odłamków ciebie - Claudia Grey

Marguerite Caine dzięki swoim rodzicom – wybitnym fizykom – od dziecka poznaje najśmielsze teorie naukowe. Najbardziej zdumiewający wśród nich jest najnowszy wynalazek jej matki, urządzenie nazwane Firebirdem, pozwalające na podróż do równoległych wymiarów.
Gdy ojciec Marguerite zostaje zamordowany, wszystkie poszlaki wskazują na jedną osobę – Paula Markova, błyskotliwego, ale enigmatycznego asystenta jej rodziców. Zanim dosięgnie go ramię sprawiedliwości, Paul ucieka do innego świata. Nie bierze jednak pod uwagę determinacji Marguerite.
Z pomocą Theo, drugiego asystenta rodziców, Marguerite ściga Paula poprzez różne wymiary. W każdym świecie, do którego przeskakuje, spotyka inną wersję Paula, co sprawia, że zaczyna wątpić w jego winę i przestaje dowierzać własnemu sercu. Już niebawem wplątuje się w romans równie niebezpieczny, jak i kuszący.



Złotowidząca - Rae Carson

Złoto jest w jej krwi, w jej oddechu, a nawet w jej oczach.
Lee Westfall ma silną kochającą rodzinę. Ma dom, który kocha i wiernego rumaka. Ma także najlepszego przyjaciela, którzy być może będzie być kimś ważniejszym. Lee ma także tajemnicę. Wyczuwa złoto w otaczającym ją świecie. Nawet żyły znajdujące się głęboko w ziemi, małe bryłki w strumieniu oraz złoty pył pod jej paznokciami. Dziewczyna zdaje sobie sprawę, jak potężnym i niebezpiecznym darem została obdarzona. Wie, że w każdej chwili ktoś może go ktoś może odkryć…



Belfer - Katerina Diamond

Ciało dyrektora ekskluzywnej szkoły w Devon zostaje znalezione powieszone w auli. Kilka godzin wcześniej nauczyciel otrzymał paczkę i jedynie on potrafił zrozumieć milczące przesłanie, jakie z sobą niosła. Brzmiało ono: koniec. Gdy Exeter nęka fala przerażających morderstw, detektywi Imogen Grey i Adrian Miles muszą rozwiązać tę zagadkę, aby znowu zapewnić miastu bezpieczeństwo. Kiedy jednak zagłębiają się w pajęczynę korupcji, kłamstwa i wymuszenia, z każdym krokiem zbliżają się do ponurych tajemnic w samym sercu ich społeczności. A kiedy poznają motywy zabójcy, czy rzeczywiście będą chcieli go powstrzymać?



Uwolnić niedźwiedzie - John Irving

Ogromne pomieszanie - żałosne kulisy anszlusu i jego wpływ na mentalność Austriaków, dziwaczne frustracje młodych ludzi, idea wolności dla zwierząt zamkniętych w zoo, emocje pierwszej miłości, szalona wyprawa kultowym motocyklem, reminiscencje i antagonizmy wojennej zawieruchy - oto Austria drugiej połowy lat sześćdziesiątych, oto Wiedeń, w którego świeżej pamięci pozostaje jeszcze podział miasta na cztery strefy okupacyjne. Niespokojny rytm i burzliwa atmosfera powieści Irvinga tworzą doskonałe tło dla niecodziennych przeżyć młodych bohaterów.




Historia Mademoiselle Oiseau - Andrea de La Barre de Nanteuil

Aleja Minionych Czasów. Serce Paryża. To tutaj, na ostatnim piętrze starej kamienicy mieszka elegancka i bardzo osobliwa Mademoiselle Oiseau. Ile ma lat? Nie pytajcie, tego nie wie nikt. Prawdę mówiąc, sąsiedzi z rzadka tylko widują ją na balkonie, gdzie wystrojona w perłowy naszyjnik pokazuje się w towarzystwie swoich kotów i ptaszków. Piętro niżej mieszka dziewięcioletnia Isabella, dziewczynka tak zwyczajna, że aż niewidzialna. Tak, nikt jej nie dostrzega, nikt z nią nie rozmawia, nie chce się z nią bawić. Pewnego dnia po powrocie ze szkoły Isabella naciska zły guzik windy i przez pomyłkę wjeżdża do mieszkania panny Oiseau… Tak zaczyna się historia pewnej niezwykłej, pełnej magii i przygód, przyjaźni.




Wzgórze psów - Jakub Żulczyk

Zimna, ciemna warmińsko-mazurska prowincja. Na jej tle doskonale skonstruowany mroczny thriller: zaskakujący, niepokojący, wciągający od pierwszej strony. Ale to tylko najprostsze odczytanie nowej powieści Żulczyka. Tajemnicze zaginięcia ludzi, makabryczne odkrycia związane z ich odnalezieniem, dramat rodzinny głównego bohatera to pretekst do mistrzowsko nakreślonego portretu lokalnej społeczności oraz uwikłanej w miejscowe układy rodziny. Żulczyk pokazuje, jak ojcowie niszczą swoich synów, mężowie – żony, przyjaciele – przyjaciół. Zajmuje go pamięć o krzywdzie i wybiórczość tej pamięci. Prowincja Polski jako miejsce, w którym widać metafizyczną prawdę o „polskim losie” i Warszawa jako miejsce, gdzie przyjezdny z prowincji może wygrać albo przegrać, ale nie może spokojnie żyć. Czy karą za zło może być inne zło? Gdzie jest granica w wymierzaniu sprawiedliwości? Jak zwykle Żulczyka interesuje to, co kryje się pod powierzchnią.




Zapisane w wodzie - Paula Hawkins

Kilka dni przed śmiercią Nel Abbott dzwoni do swojej siostry. Jules nie odbiera, ignorując jej prośbę o pomoc. Nel umiera. Mieszkańcy miasteczka mówią, że „skoczyła”. A Jules musi wrócić do miejsca, z którego kiedyś uciekła – miała nadzieję, że na dobre – aby zaopiekować się swoją piętnastoletnią siostrzenicą. Julia się boi. Tak bardzo się boi. Dawno pogrzebanych wspomnień, starego młyna, świadomości, że Nel nigdy by tego nie zrobiła. Ale najbardziej boi się wody i zakola rzeki, które miejscowi nazywają Topieliskiem.



Tak prezentuje się zestawienie majowych premier, które zainteresowały mnie najbardziej. 
Mam nadzieję, że znajdziecie wśród nich coś dla siebie. 
A może już wcześniej wypatrzyliście któryś tytułów i wyczekiwaliście premiery? :) 
Dajcie znać, czy książki z tego spisu również wpadły Wam w oko. :) 
Chętnie dowiem się co spoza niego przykuło Waszą uwagę! :)


A jej oczy były niebieskie - Lisa Hågensen


Raili próbując uleczyć złamane serce, po bolesnym rozpadzie siedmioletniego związku, postanawia spędzić urlop w domku nad jeziorem w Lövaren. Sześć spokojnych tygodni w leśnym zaciszu to dla nieporadnej bibliotekarki idealny czas by wypocząć i odciąć się od zmartwień. Nie przynoszą  jednak oczekiwanego wytchnienia. Dokuczający jej od jakiegoś czasu ból głowy nasila się, dochodzi do niego ogólne złe samopoczucie. Kobieta odnosi wrażenie, że ktoś ją obserwuje, zaczyna słyszeć głosy, pojawiają się też omamy wzrokowe. Duszna atmosfera gorących dni wzmaga uczucie niepokoju. Raili poważniej zaczyna podchodzić do coraz to nowych objawów domniemanej choroby, a może zwykłego przedawkowania leków przeciwbólowych? Nie jest pewna...

Jedno nie wzbudza w niej wątpliwości: coś dziwnego dzieje się w Lövaren, a ona nie jest w stanie tego wyjaśnić. Jedyną osobą, której Raili może opowiedzieć o swoich niepokojach jest Oloffson - mężczyzna po sześćdziesiątce, często plotący trzy po trzy ekscentryk. Gdy niespodziewanie słuch po nim ginie, Raili postanawia wszcząć poszukiwania na własną rękę. Tak bardzo fiksuje się na zadaniu, że zaniedbuje wszelkie inne obowiązki. Osobliwe wydarzenia, których świadkiem jest bohaterka mają ścisły związek z legendami krążącymi po okolicy, a Oloffson, w jednej z ich ostatnich rozmów, z przekonaniem mówił o panującym w pobliskim lesie Złu. Tylko jak podchodzić do tego o czym opowiadał mężczyzna? - potraktować jako bajdurzenie starca, czy wziąć zupełnie poważnie?

Losy Raili przeplatają się z siedemnastowieczną historią Kirsti, która została posądzona o konszachty z szatanem i opętanie, oskarżona o czary, a ostatecznie okrzyknięta czarownicą. Muszę przyznać, że wszelkie motywy opętania, czarnych mocy i tego typu spraw zazwyczaj mnie ruszają. Jestem wybitnie wrażliwa na nadprzyrodzone wydarzenia, nawet jeśli nie są dobrze przedstawione, potrafią sprawić, że zwyczajnie się boję. Natomiast w kwestii zabobonów  - a tak odebrałam te przedstawione w powieści - charakteryzuje mnie ogromna odporność, dlatego czarownice, diabelskie moce i czarne koty w jednym, nie robią na mnie wrażenia. Co za tym idzie część książki poświęcona Kirsti, odrobinę mnie nudziła, a momentami nawet śmieszyła. Chociaż muszę przyznać, że odegrała znaczącą rolę w fabule.

"A jej oczy były niebieskie" ma bardzo krótkie i konkretne rozdziały, dlatego książkę czyta się błyskawicznie. Na początku miałam wrażenie, że przechodzę przez pourywane fragmenty dni, który wydawały mi się niespójne i nieco chaotyczne. Na szczęście szybko się przyzwyczaiłam, a te z czasem stały się płynniejszymi przejściami. Historia owiana jest nutką tajemnicy i grozy. Mimo, moim zdaniem, nieco zabawnego obrazu przeszłości w Lövaren, powieść trzyma w napięciu i niekiedy faktycznie można poczuć ciarki na plecach. Nieustannie gnająca akcja nie pozwala odłożyć książki. Napięta atmosfera wręcz prosi się o rozładowanie, a nutka tajemniczości wybrzmiewa aż do ostatnich stron. Pomysł na połączenie thrillera z motywem legend i siłami nadprzyrodzonymi okazał się naprawdę ciekawy i choć zabrakło elementu zaskoczenia, którego niecierpliwie wyczekiwałam, to uważam debiut Lisy Hågensen za udany. Dlatego zachęcam Was do sięgnięcia po "A jej oczy były niebieskie" z nadzieją, że i Wam się spodoba.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

Promowanie zdjęć na Instagramie - dobry sposób na zwiększenie grona odbirców, czy wyrzucanie pieniędzy w błoto?



Instagram jest moim głównym miejscem w sieci. Dobrze czuję się w zdjęciach, dlatego tam jestem najczęściej i najchętniej. Udało mi się zgromadzić grupę cudownych osób, które są aktywne i zawsze mogę na nich liczyć. Ale nie o tym dzisiaj. 


Wszyscy, którzy prowadzą jakąkolwiek działalność na Instgramie lubią, kiedy ich statystyki regularnie wzrastają. Nie oszukujmy się - to niezwykle miłe, gdy ktoś docenia pracę i chętnie zagląda. Prowadzenie instagramowego konta daje obecnie wiele możliwości, a może powinnam powiedzieć, że kiedyś dawało wiele możliwości... Przejęcie aplikacji przez Facebooka spowodowało stopniowe wprowadzanie zmian - tych lepszych, ale i gorszych. Do gorszych zdecydowanie zaliczam algorytmy, które najpierw można było krytykować za chaos w wyświetlanych zdjęciach na stronie głównej, a teraz, gdy do braku chronologii już się przyzwyczailiśmy, i dołożono funkcję promocji, za ucinanie zasięgów. Ale nie jestem tu po to, by wypowiadać się w temacie algorytmów. Wychodzę z pozycji przeciętnego użytkownika, który zauważył różnice w zaangażowaniu i chce sprawdzić nowe funkcje, jakie oferuje aplikacja.



Zanim zacznę, powinnam jeszcze wspomnieć, że cały post piszę w odniesieniu do małego konta, ot niecałych 21 tysięcy obserwatorów, które w żadnym razie nie może się mierzyć z tymi potężnymi, które swoją markę już stworzyły i o uwagę nie muszą zabiegać. Nie muszę też wspominać o raczkujących, nowo powstałych profilach - właściciele tych to dopiero muszą się postarać, by trafić do docelowego grona odbiorców... Wszystko już jest jasne, więc przejdźmy do rzeczy.



Od pewnego czasu męczy mnie niezmiernie powiadomienie, które sugeruje zwiększenie liczby odbiorców, poprzez promowanie zdjęcia. Konkretny post ma wzbudzać większe zainteresowanie niż 95% wszystkich wpisów - ekhm, a informacja ta pojawia się niemal pod każdą nową publikacją... W momencie, w którym komunikat jest wyświetlany aktywność  bardzo szybko spada. Ja się denerwuję i psioczę na promowanie, które moim zdaniem nie ma na celu nic, poza napełnianiem kieszeni właścicielom aplikacji. No wiecie, mnie nie zdarzyło się trafić na reklamę osoby prywatnej/blogera/influencera/kogokolwiek, kto nie jest dużą firmą, nigdy. Zatem jaką siłę sprawczą ma promowanie zdjęć na Instagramie i czy w jakikolwiek sposób wpływa na statystyki profilu? Postanowiłam to sprawdzić.



Wybrałam stosunkowo aktualne i neutralne (nie przedstawiające żadnego konkretnego tytułu książki) zdjęcie z największą liczbą polubień. Najpierw postanowiłam pominąć zdjęcia biblioteczki, bo kiedy je dodaję zawsze generują duży ruch. Po czym stwierdziłam, że wykluczanie najpopularniejszych postów to jednak idiotyczny pomysł i dodałam jeszcze jedno, najnowsze zdjęcie z biblioteczką. Zdjęcia, które wybrałam wyglądają tak:





Sprawdziłam statystyki obu postów zaraz po uruchomieniu promocji, kiedy ta jeszcze oczekiwała na akceptację, by móc porównać ewentualne ich zmiany:




Wybrałam promocję za 10 zł, której szacunkowy zasięg powinien wynosić od 2,5 do 6,7 tysiąca osób. By przewyższyć obecny (biorąc pod uwagę jedynie dolną granicę jako pewnik) musiałabym zapłacić 110 zł. Wróćmy jednak na ziemię - ustawiłam obie na czas jednego dnia. Dodałam też link do najnowszego postu jako przekierowanie na stronę. Chciałam, by ruch nie wyszedł poza IG. Nie pozostało mi nic innego, tylko czekać.



Pierwszą aktywność zauważyłam po 5 godzinach od zatwierdzenia reklamy. Były to pojedyncze osoby, które dodawały serduszka. Jednak ani jedno nie zostało zaliczone na poczet wcześniej dodanego zdjęcia. Ostatecznie statystyki profilu się nie zmieniły, a w promocjach po 21 godzinach zostało do wykorzystania po około 0,70 gr. Taka kwota nie jest w stanie zapewnić dotarcia do kogokolwiek, dlatego postanowiłam podsumować całość już w tym momencie. Statystyki reklamy prezentują się tak:





Jeśli chodzi o statystyki postów - zmiany są minimalne, ale wydaje mi się, że nawet gdybym nie uruchomiła promocji, byłyby one widoczne. Najlepszym miernikiem jest chyba drugie zdjęcie, gdzie dokładnie widać liczbę zasięgu:




Promocja nie wpłynęła na zaangażowanie na profilu - aktywność została przypisana jedynie stworzonej reklamie. A z obiecanego przynajmniej 2,5 tysiącznego zasięgu wyszedł niecały tysiąc! Mało tego, zdjęcia trafiły ponownie do osób, które od długiego czasu były moimi aktywnymi obserwatorami. Nowi? - owszem, pojawili się (kliku też odeszło), ale w takiej samej ilości, jak na co dzień. Może content nie zainteresował odbiorców reklamy, jasne! Ale w takim razie rodzi się pytanie: na jakiej zasadzie działają algorytmy Instagrama i w jaki sposób reklamowanie zdjęć ma zapewnić użytkownikom dotarcie do szerszego grona odbiorców, skoro trafia do tych, którzy już nimi są? 

Wniosek jest bardzo porosty. Promowanie nie działa tak, jak oczekiwałam. Może 10 zł za jeden post, to nie są jakieś ogromne pieniądze, ale według informacji podanych przy wybieraniu stawki, mają zapewnić spory zasięg, który ostatecznie można wsadzić między bajki. Moje pierwsze (i ostatnie) promowanie postów na Instagramie uważam za nieudane. Straciłam 20 zł ale przynajmniej upewniłam się we wcześniejszym przekonaniu - ta funkcja służy jedynie do napełniania kieszeni właścicielom aplikacji. Każdy chce zarabiać. Nikogo to nie dziwi i bez dwóch zdań dziwić nie powinno. Jednak zupełnie nie rozumiem jak można było zepsuć tak świetną aplikację, jaką był Instagram, i zrobić z niej kolejne narzędzie do wytwarzania pieniędzy?

Zatem: czy promowanie zdjęć na Instagramie to dobry sposób na zwiększenie grona odbiorców, czy wyrzucanie pieniędzy w błoto? Moim zdaniem wyrzucanie pieniędzy w błoto. Tak stało się w moim przypadku. Jednak decyzję o tym, czy powinniście wchodzić w taką zabawę pozostawiam Wam. Chociaż bardzo głośno  i dobitnie sugeruję, by odpuścić, bo nie warto.

A może już wypróbowaliście instagramowe promowanie? Chętnie przeczytam, jakie są Wasze wrażenia, może u kogoś taka forma się sprawdziła? :)

Achromatopsja - Artur Chmielewski


Fani Uniwersum Metro 2033 czekali na powieść osadzoną w Warszawie. Autor Achromatopsji wyszedł czytelnikom naprzeciw i spełnił ich prośby. Czy post-apokaliptystyczna wizja Końca Świata, która wykiełkowała w głowie Artura Chmielewskiego sprosta oczekiwaniom zainteresowanych? Mam nadzieję, że tak! Mnie nadspodziewanie bardzo się spodobała. A wszystko zaczęło się od wybuchu bomby atomowej...

Podzieleni na wrogie frakcje ocaleni muszą zjednoczyć się we wspólnej walce o przetrwanie. Jednym z pomysłów na poradzenie sobie w trudnych czasach jest wysłanie eskorty do miejsca, z którego odebrano sygnał od jednej z grup ocalałej społeczności. Informacja o kolejnych przetrwałych daje nadzieję. Jedak wyprawa jest ciężka. Na każdym kroku czai się niebezpieczeństwo. Głód i niesprzyjające warunki atmosferyczne, towarzyszące zimie nuklearnej, dodatkowo utrudniają bohaterom zadanie. Gdzie znajduje się granica wytrzymałości człowieka, w kontekście walki o przetrwanie?

Warszawę po katastrofie widzimy oczami człowieka, którego nazwiska nie jest nam dane poznać. Opisuje on pozostałości po stolicy obrazowo i dokładnie. Miasto wygląda przerażająco i ponuro, a jego klimat pozwala doskonale wczuć się w fabułę. Skąpane w szarościach, pozbawione wyrazu podziemia miasta epatują mrokiem i potęgują przygnębiający atmosferę powieści. 

Jestem fanką postaci wykreowanych przez autora. Każda z nich okazała się pełnokrwistą i ciekawą osobowością, do której bez problemu można zapałać sympatią. Sytuacja w której się znaleźli, poczucie niepewności i ciągłego zagrożenia mocno wpłynęły na zachowania i decyzje. Ludzie zrobią wszystko by przetrwać, choć doskonale zdają sobie sprawę, że może okazać się to niemożliwe. Dlatego drastyczna zmiana kierunku w którym zmierzała fabuła wcale nie musiał zaskakiwać. Zdrady, intrygi i nieustannie gnająca akcja - dzieje się naprawdę wiele.

Może dlatego, że dawno nie czytałam tego typu książek, może dlatego, że to naprawdę kawał dobrej historii, a może ze względu na obie kwestie... Achromatopsja wywarła na mnie ogromne wrażenie. Z jakiegoś powodu znacznie większe niż Metro 2033, które czytałam już kawał czasu temu i wbrew wszystkim zachwytom byłam bardzo sceptycznie nastawiona. Niemniej jednak powieść Artura Chmielewskiego uważam za dobrą i wartą przeczytania. Co prawda nie jest zupełnie idealna - ma kilka minusów, niedociągnięć i naprawdę słabe zakończenie. A jednak post-apokaliptystyczny obraz Warszawy przedstawiony w Achromatopasji naprawdę mi się spodobał. Dlatego z czystym sumieniem mogę polecić Wam ten tytuł.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Insignis.

O wiele więcej - Kim Holden



Nieustannie zmierzająca na szczyt kariery Miranda postanawia rozwieść się z mężem. Nie jest jej już do niczego potrzebny, poza tym trochę się "popsuł" - wyniszczająca jego ciało choroba tylko burzy idealny obraz jej rodziny. Seamus cierpi po bolesnym i niespodziewanym rozwodzie. Mimo wszystko mężczyzna musi być silny - po pierwsze dla dzieci, a po drugie z powodu choroby. Przeprowadza się w miejsce, w którym jakiś czas temu osiedliła się młoda Faith. Dziewczyna dźwiga na plecach bagaż doświadczeń, nie wpływa on jednak na jej usposobienie. Faith okazuje się dobrym duchem i wprowadza do życia Seamusa odrobinę światła. Cała trójka bohaterów musi zmierzyć się z przeciwnościami, jakie na ich drodze stawia los. Często są one wynikiem ich własnych działań...

Czy jest tu ktoś, kto jeszcze nie słyszał o Kim Holden? Wydaje mi się, że jej książki w przeciągu zeszłego roku stały się jednymi z bardziej rozpoznawalnych powieści dla młodzieży. Promyczek Gus zawładnęli sercami czytelniczek (w tym moim) nie bez powodu. Autorka tworzy niezapomniane postacie, kreuje piękne charaktery i oddaje w ręce czytelników wzruszające historie. O wiele więcej różni się trochę od tego co znamy. Holden postawiła na starszych, dorosłych już bohaterów i obarczyła ich zupełnie innymi problemami.

W swoich poprzednich książkach autorka stawiała na postaci, z którymi każdy chciałby się otaczać. Dlatego zaskoczeniem jest kreacja Mirandy - zupełne przeciwieństwo dobra i subtelności. To kobieta, do której poczuć można jedynie czystą nienawiść. Jej podejście do życia i skrajny egoizm przyprawiają o mdłości. Jeszcze gorzej wypada w zestawieniu z, co prawda nieco pogubioną, ale słodką, uprzejmą, delikatną i tryskającą pozytywną energią Faith. Dwie skrajnie różne kobiety, a między nimi Seamus - kolejne ucieleśnienie dobra. To mieszanka wybuchowa, kompletny miszmasz charakterów. 



Walczyć można o wiele rzeczy: lepsze jutro, zainteresowanie rodziców, miłość, dzieci, pozycję społeczną, zdrowie, a w końcu własną godność i siebie samego. O każdej z tych walk pisze Kim Holden w O wiele więcej. Opowiada też o poszukiwaniu prawdziwej miłości i różnych, w zależności od punktu widzenia, definicjach tego uczucia. Autorka gra na emocjach i przedstawia ich pełną gamę, nie ograniczając dzięki temu wątków, które może wykorzystać. Bo O wiele więcej w odróżnieniu od poprzednich książek Holden, nie jest książką typowo romantyczną. Owszem, pojawia się uczucie, nie ono jednak jest wiodące.

O wiele więcej mnie zaskoczyło. Spodziewałam się powieści w stylu Promyczka, dlatego też nieustannie obie książki porównuję. Ten tytuł zupełnie różni się od swoich poprzedników. Nie jest ani lepszy, ani gorszy - po prostu inny. Taki sam pozostaje za to niebywale lekki styl prowadzenia fabuły. I chociaż można się przyczepić do nieco uproszczonego i mocno przewidywalnego zakończenia jednego z wątków, to nie umniejsza on książce niczego. Polecam przekonać się, jak Kim Holden wypada w powieści skierowanej dla starszych czytelników. Moim zdaniem naprawdę świetnie.